Milczeli, a to doprowadzało Hongjoonga na skraj wytrzymałości. Nie potrafił nic wyczytać ze skupionej twarzy Jiwoonga. Jednakże ta sytuacja nie była kłopotliwa jedynie dla Kima. Woong został skonfrontowany z informacjami, które dla kogoś niewtajemniczonego mogły brzmieć irracjonalnie. Cała opowieść o jakimś projekcie, o konflikcie Valorii z Aster, podczas gdy tutejsi mieszkańcy nigdy o nim nie słyszeli, dziwne powiązania Joonga z tym miejscem oraz oskarżenia o tortury, czy przetrzymywanie. Ta historia brzmiała zarazem nieprawdopodobnie i zbyt szczegółowo, aby być jedynie wytworem wyobraźni. Zapoznanie się z perspektywą Honga namieszało mężczyźnie w głowie. Wstał od stołu, a po chwili zaczął krążyć między regałami, kompletnie zdezorientowany i przerażony tym, co mogły przynieść kolejne dni. Jeśli to, co zdradził mu młodszy było prawdą, żył w potwornie przerażającej rzeczywistości. Jeszcze niedawno patrzył mądre oczy Hanbina, wielokrotnie słuchał przemówień Kanclerza, który wydawał cię poczciwym oraz ciepłym człowiekiem. Słyszał o wyprawach organizowanych przez straże, o ich wielkich dokonaniach, znalezionych opuszczonych miastach, czy zdobytych surowcach, które miały się przyczynić do rozwoju ich kraju. Nie było mowy o polityce, bo nie było podmiotów, z jakimi mogliby zawrzeć stosunki. Istniało wszechobecne przeświadczenie, że są sami na tej planecie lub, w najlepszym wypadku, najbliższa cywilizacja znajduje się tak daleko, że minął długie lata, zanim zdołają się z nią skontaktować. Ta wizja wzbudzała lęk w dzieciach, które rozmawiały o tym, gdy chciały się nawzajem wystraszyć. Wielu dorosłych odczuwało niepokój wiedząc, że istnieje tylko ta mała społeczność, o którą muszą dbać, inaczej pokolenie ich potomstwa będzie ostatnim. Stąd też panował niewymuszony patriotyzm, a każda jednostka czuła przynależność do tej skomplikowanej sieci, w jakiej każdy komponent miał ogromne znaczenie. Jiwoong był jej częścią. Budował tu swój własny, mały świat. Wprawdzie uwielbiał uciekać myślami do innych realiów, szukać radości w odkrywaniu minionych uciech, zafascynowany przeszłością, lecz ostatecznie był tutaj. Pracował, mieszkał, dojrzewał wraz z tym miejscem. Nie zawarł solidnych przyjaźni, bowiem nie o to chodziło w bytowaniu w Aster. Na piedestale stało bezpieczeństwo oraz stabilność. Te dwa przymioty, powtarzane jak mantra, wbiły mu się w mózg i kazały zgodnie z nimi funkcjonować dla lepszego jutra. Kochał tu żyć, albo się do tego na tyle przyzwyczaił, iż jakakolwiek wizja zmiany lub sprzeciwu wobec władzy wywoływała w nim falę dreszczy.
Niemniej, jakkolwiek obecny tu system nie chciał z niego tego wyplenić, był istotą ludzką i wykształcił w sobie empatię. Nie umiał wpłynąć na swoje uczucia oraz bezwarunkowe reakcje, które kazały mu współczuć komuś, w kogo oczach widział obezwładniający smutek oraz panikę. Miał moralność, według której czyny takie jak mordowanie, krzywdzenie, okłamywanie lub więzienie były czystym złem. Nie zamierzał pozostawać obojętny na zbrodnie, które dokonywane były tuż obok niego. Jeśli zignorowałby błagalne spojrzenie Hongjoonga, w którym było tyle obaw, a jednocześnie nadziei, nie potrafiłby spojrzeć na własne odbicie. Czy istniał na świecie taki aktor, który równie realnie zebrałby łzy pod swoimi powiekami, albo zawarłby w swojej mimice tak ogromne pokłady desperacji oraz bólu. Przecież widział jego rany. Widział go też tamtego dnia, kiedy po raz pierwszy zawitał w niewielkiej sali, gdzie znajdowała się tylko kamera oraz pojedyncze łóżko. Wówczas sylwetka tego chłopaka, niemalże martwego, wychudzonego oraz pozbawionego ducha, wywarła na nim takie wrażenie, że nie mógł przestać patrzeć. Patrzeć, ale też zastanawiać się, co tak okrutnego musiało mu się przytrafić, by znalazł się w tym stanie. Teraz byli kilka tygodni później. Może się już przyzwyczaił do jego widoku, a może rzeczywiście jego usta oraz policzki nabrały barw, a w ślepiach zawitała energia. Może przytył ze trzy kilo, które nagle sprawiły, że zapominał o tamtej pierwszej wizycie. Ewentualnie wtedy jego aparycji odejmował ten dziwny stan. Stan człowieka, który nie wiedział co się z nim dzieje, nie potrafił odnaleźć się w zaistniałych okolicznościach, pozbawiony wiedzy, co ludzi, czego nienawidzi, kim jest i czy ktoś na niego czeka. Dziś było inaczej. Przy Jiwoongu Hong każdego dnia uczył się czegoś o samym sobie. Raz był to ulubiony kolor, raz ukochane zwierzę, aktywność, która sprawiała mu przyjemność, powiedzenie, które go bawiło, smaki, jakie lubił bardziej od innych, tematy do rozmów, które najbardziej absorbowały jego uwagę. Wreszcie też miał na kogo czekać i mógł budować oczekiwania. Dlatego też siedzieli tutaj, w tej bibliotece, a on zawierzył mu prawdę, która w niewłaściwych rękach mogłaby sprowadzić na niego oraz jego przyjaciół kolejne cierpienia.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
