Nie był pewny, ile czasu tu spędził i ile jeszcze to potrwa. Dni dłużyły mu się coraz bardziej, a ciasna izolatka wprowadzała w klaustrofobię, która nigdy wcześniej mu nie doskwierała. Zamiast postępować do przodu, miał wrażenie, że tkwi w jednym miejscu, odcięty od rzeczywistości oraz prawdy. Powtarzał sobie słowa klucze, jakby obawiał się, że tego też zapomni. Coraz ciężej było mu unikać połykania leków. Zaczęto je wkruszać do posiłków, rozpuszczać w napojach. Swędziały go ślady na rękach, zaś notoryczny ból głowy nie ustępował ani na sekundę. Ćwiczył, aby nie powrócić do dawnego stanu, lecz przez niedostatek substancji odżywczych był okropnie słaby. Nie godził się na podawanie mu kroplówek, pomimo wielokrotnych zapewnień zielonookiego, że te pomogą. Choć początkowo Kim pragnął utrzymywać z nim dobre stosunki, to przez wgląd na niesubordynację, zielonooki zaczął go gorzej traktować. Nie tylko ofiarowywał mu mniejsze racje żywnościowe, ale też coraz rzadziej wypuszczał poza obręb pokoju. Zdarzało się tak głównie wtedy, kiedy należało przeprowadzić kolejne badania. Joong miał już całe ręce pokute od igieł. Czuł się jak wrak człowieka.
- Musisz poddać się kuracji.- oznajmił pewnego dnia mężczyzna, stając w progu pomieszczenia. Hongjoong z podkrążonymi oczami leżał na łóżku, wpatrując się niemrawo w sufit.
- Nie muszę. Wypuście mnie stąd. Nie chce tu być. Nie chcę się leczyć, nie chcę dochodzić do zdrowia w tym miejscu. Pragnę wrócić na wolność.- odparł sfrustrowany. Tamten wziął głęboki wdech, gdyż najwyraźniej kończyła mu się cierpliwość. Podszedł bliżej, po czym przysiadł na skraju materaca, lustrując młodszego ostrym jak brzytwa wzrokiem.
- Nie ma wolności. Nie masz, gdzie wracać. Nie pojąłeś jeszcze tego? Tak, możemy skazać cię na śmierć w męczarniach na zewnątrz. Możemy ci to dać. Pozwolić, aby natura zabiła cię w jakże bolesny oraz brutalny sposób. Chcesz umrzeć przez toksyny w powietrzu, deszcze zagrażające ludzkiemu życiu, czy głód, który będzie cię dobijał powoli, nieustannie, a ty nawet nie będziesz miał tej mocy, aby popełnić samobójstwo. Tam nie znajdziesz noża, którym podetniesz sobie żyły. Nie znajdziesz wody, w jakiej się utopisz. Nie naćpasz się tabletek. Nie powiesisz się, bo nie znajdziesz gałęzi. Będziesz skazany na niekończące się cierpienie. Minuty będą trwać wiekami, wyżerając ci wnętrzności, aż w końcu ledwie widząc na oczy odejdziesz zupełnie sam, przerażony, obłąkany. Pragniesz tego? Pozbawić się godności? Spójrz na siebie. To, jak teraz wyglądasz to nic w porównaniu z tym, co stanie się z tobą po miesiącu lub dwóch bytowania poza osadą. Czy to nie upokarzające? Tak z własnej woli, bez żadnych ideałów, bez żadnego celu. To nawet nie poświęcenie. Zwykła głupota, byle tylko się nam sprzeciwić. Nie, taka śmierć nie uszlachetnia.- był wściekły. Już nie starał się tego ukryć. Liczył na jakąkolwiek reakcję ze strony Honga, który usiadł i podciągnął kolana pod brodę. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby wreszcie odzyskał pamięć. Bez niej czuł, jakby nie miał żadnej wartości. Zastanawiał się nawet, czy nie zacząć na nowo, bez zważania na przeszłość. Miał czystą kartę, więc mógł ją zapełnić, stworzyć nowego Hongjoonga w tym mieście. Dawali mu do tego przestrzeń. Nie robił tego, bo nie pozwalało mu przeczucie. Przeczucie powtarzające jak mantra, że jego historia jest w toku, że powinien ją kontynuować.- Pokażę ci coś, w porządku?
Chłopak spojrzał na Hanbina. Miał ochotę odmówić, lecz zrobiłby wszystko, aby wreszcie opuścić obręb tych czterech ścian. Starszy wstał i ruszył do wyjścia, a Hong pomaszerował za nim. Te korytarze znał już bardzo dobrze, podobnie jak windy oraz kilka pięter, z którymi tamten zdążył go zapoznać. Jednak tym razem udali się w odmiennym kierunku.
Po dość długim spacerze między różnymi oddziałami, szeregami drzwi o enigmatycznych numerach, gabinetami urzędników, dentystów, lekarzy, radców i doradców, doszli wreszcie na jedno z najwyższych poziomów tego dziwnego, ogromnego obiektu. Znajdowały się przed nimi wielkie drzwi, które Hanbin odblokował odciskiem palca. Rozsunęły się jak ciężkie kotary, odsłaniając przed nimi oszkloną salę. Pod ich stopami oraz przed nimi znajdowała się gruba, kilkunastowarstwowa szyba, przez którą dało się dostrzec absolutnie całe otoczenie dookoła budynku. Kim stał tam jak wryty, nie mogąc się odważyć, aby postawić krok do przodu. To, co ujrzał, było szczerze druzgocące.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
ФанфикшнDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
