Wooyoung starał się nie dać po sobie znać, że rozpoznał wizerunek chłopaka. Miał wiele pytań, ale nie uzyskałby na nie odpowiedzi, zważywszy na stan kobiety. Podniósł się, nie mając pojęcia co zrobić. Tamta, wciąż trzymając kurczowo fotografię, usiadła na materacu. Jung przyglądał jej się przez chwilę, szukając odpowiednich słów. To był jej syn. Nie miał wobec tego wątpliwości. Pytanie tylko, czy był jego bratem? Nie miał odwagi rozpocząć tego tematu, więc złapał za opakowanie tabletek, które wylądowało na podłodze i wybiegł na zewnątrz. Pomaszerował przed siebie, nie zważając nawet na kierunek. Postacie przemieszczały się obok niego, jak duchy, na które nie zwracał uwagi. Tysiąc myśli przelewało mu się przez głowę oraz setki potencjalnych scenariuszy, z których wszystkie to tylko gdybania. W Aster było mnóstwo osób, które znało prawdę, ale skoro do teraz jej nie wyznali, to czy mógł teraz liczyć na szczerość?
Wróciłby do swojej kwatery, lecz potrzebował przestrzeni. Tam było zbyt klaustrofobicznie, żeby nie popadł w szaleństwo. Spojrzał na enigmatyczne pudełeczko, opisane jedynie jakimś kodem, w którym znajdowały się dwa listki dużych, jasnozielonych pastylek. Nie miał pojęcia, jakie miały przeznaczenie i poczuł, że nie chce ich brać. Bez względu na to, czy były dobre dla jego zdrowia, czy też nie. Czuł się dziwnie, idąc w innym kierunku, niż ludzie zmierzający na stołówkę lub do swoich małych mieszkań. To tylko zwykłe przemieszczanie się pod prąd, ale pierwszy raz miał aż tak silne wrażenie, że tu nie pasuje. Nie przynależy do tej społeczności. Nie ma potrzeby wpasowywać się w ich schemat życia, w ich rutynę, w ich zwyczaje. To wszystko należało do nich, ale nie do niego. Więc kim był? Czy to rzekomy wypadek wpłynął tak na jego umysł, czy może od samego początku wyróżniał się na tle Asteryjczyków?
Zauważył w głównym pielęgniarza o podkrążonych oczach oraz smutnym spojrzeniu. Miał wymięty strój oraz przekrzywioną plakietkę z imieniem oraz nazwiskiem. Nie dostrzegłby go w tłumie innych twarzy, lecz podobnie jak on, zdawał się oderwany od tutejszej rzeczywistości. Ludzie dookoła nie posiadali uczuć. Szli równym krokiem, w swoich perfekcyjnie dopasowanych strojach, z brodami uniesionymi wysoko oraz oczami skupionymi na jednym punkcie. Oczami, pozbawionymi jakichkolwiek emocji. Nie byli ani zmęczeni, ani energiczni, ani przygnębieni, ani weseli. Po prostu istnieli. Na takim tle, wzrok Jiwoonga niemal wołał o pomoc. Ich spojrzenia się skrzyżowały na kilka sekund, lecz sanitariusz przerażony przyspieszył marsz. Dlaczego się go bał? Wcześniej w klinice również zachowywał się dziwnie, choć za wszelką cenę starał się grać niewzruszonego. Kim był ten człowiek? Być może znał syna Jiwon i był w stanie mu o nim opowiedzieć. Może nawet był świadomy jego śmierci, dlatego w obecności kogoś z jego rodziny, nie potrafił grać niewzruszonego. To wyjaśniałoby jego ponury nastrój. Były to jednak tylko podejrzenia, na których poparcie nie miał żadnych dowodów. Nie zapyta go od tak, czy znał jego brata. Nie był nawet pewny, czy zmarły szatyn był z nim jakkolwiek powiązany. Niewykluczone, że ta sprawa miała drugie, znacznie głębsze dno.
Ostatecznie nie zatrzymali się i nie zamienili ze sobą słowa. Wooyoung spacerował jeszcze przez dwie godziny, starając się jakoś uspokoić. Nie mógł wzbudzić podejrzeń ochrony. Ta jednak nieustannie go obserwowała. Nie rozumiał, skąd aż taka kontrola. Był tylko zagubionym dzieciakiem, który starał się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a traktowano go niemalże jak więźnia.
Wrócił do swojego ciasnego pokoju przed ciszą nocną i runął na łóżko. Długo wpatrywał się w sufit, nie mogąc zmrużyć oka. Wykonał kilka podstawowych ćwiczeń, mając nadzieję, że trening mu jakoś pomoże, lecz jego umysł tylko bardziej się rozbudził. Zaczął przewracać się z boku na bok, szukając dogodnej pozycji. Gdy już taką znalazł i przymknął powieki, to ponownie ujrzał obraz zbezczeszczonego ciała, a zaraz potem roześmianego chłopca z fotografii. Jiwon wiedziała, że on nie żyje? Co jeśli uznała go za zaginionego i nadal łudziła się, że ten wróci? Tłumaczyłoby to jej nadmierną troskę o Wooyounga oraz strach przed wstępowaniem do jednostki. Nie chciała stracić drugiego dziecka. Powinien jej powiedzieć o swoim odkryciu, ale nie było to takie łatwe. Jak stanąć przed matką i oznajmić jej, iż ktoś, kogo tak niezmiernie kochała, już nigdy do niej nie wróci. Zastanawiał się, czy sam zdołałby przeżyć taką stratę. Właściwie, najpewniej sam też był spokrewniony z tym człowiekiem, lecz przez swój brak pamięci nie umiał odtworzyć takich emocji, jak tęsknota.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
