Zamierzali już wsiąść do auta. Yeosang z obrzydzeniem wycierał krew o materiał swojego ubrania, a Yujin przyglądał mu się z mieszanką przerażenia oraz uznania. Chłopak chyba nigdy dotąd nie widział kogoś tak bezwzględnego. W normalnym świecie zamiast podziwu, odczuwałby tylko obrzydzenie. Jednak tutaj granica między siłą, a okrucieństwem była niezwykle cienka oraz ciężka do wychwycenia przez nastolatka. San złapał szatyna za ramię i zaprowadził do tylnych siedzeń. Minjae zdążył już się rozporządzić za kierownicą. Jedynie Hwa wciąż wisiał nad martwymi ciałami, zastanawiając się, czy wypada zrobić coś jeszcze.
- Pospiesz się!- rzucił do niego Kang, znudzony fałszywą skruchą Hwy. To zaskakujące, że dwudziestotrzylatek jednego dnia nie miał najmniejszych skrupułów przy wyrządzaniu ludziom krzywdy, mordował i zdradzał, zaś drugiego wciąż próbował sobie wmówić, iż jest dobrym człowiekiem. Jego uczucia nie miały nic wspólnego z empatią. On po prostu zaczynał się bać samego siebie, ponieważ nie umiał zaakceptować tego, że nie jest pozytywnym bohaterem tej całej historii. Podejmował wybory podyktowane egoizmem, a sumienie odzywające się tuż po wciśnięciu spustu krzyczało na niego dlatego, bo wszystkich tych czynów dokonywał świadomie i z zimną krwią.
Brunet przełknął ślinę i powędrował do samochodu. Wciąż trzymał broń w swoich drżących dłoniach. Kim odpalił silnik, gotowy ruszać, aż nie rozległ się ogłuszający huk.
Słyszeli tylko głuchy pisk. Jedna z szyb pękła, a kawałki szkła powbijały się w skórę Yujina i Seonghwy. Ktoś szarpnął z całej siły za klamkę, Minjae w popłochu usiłował odjechać, lecz pojazd stał dalej w miejscu. Kilku uzbrojonych mężczyzn zaczęło ich wyciągać na zewnątrz. Jednego po drugim. Wyszarpali pistolet Parkowi, tak szybko jak spostrzegli go wsuniętego za skórzany pasek. Sung chciał złapać za swój i postrzelić któregoś z oprawców, aczkolwiek nic nie widział przez krew zalewającą mu oczy. Kim szarpał się z rosłym brunetem, wciskającym jego twarz w zaspę piachu. San nie dawał znaku życia, co martwiło Parka. Nie widział go, ani nie słyszał, kiedy ktoś kopał jego ciało. Yeosangowi udało się obalić jednego z Powstańców, niemniej nie okazało się to rozsądnym posunięciem, bo wokół niego pojawiło się nagle pięciu kolejnych. Szatynka z chustą przewiązaną na głowie przyglądała mu się chwilę, ale widząc furię w oczach jasnowłosego, nacisnęła spust. Kula ugodziła chłopaka w rękę. Ten wrzasnął z bólu, padając na ziemię.
- Rozbroić ich i skuć.- rozkazała szorstko swoim podwładnym, a sama szarpnęła Sangiem do góry.- Idziemy.
------------------------------------
Hongjoong znajdował się teraz w pokoju niezwykle przypominającym izolatkę, którą dobrze znał. Niemniej znajdowało się w niej więcej kamer, śledzących najmniejsze drgnięcie jego palca. Nie było stolika, ani żadnego innego mebla, oprócz łóżka, na którym leżał. Patrzył w sufit przeraźliwie wystraszony, bowiem nie mógł się podnieść. Wszystkie jego kończyny zostały przytwierdzone do ramy za pomocą metalowych obręczy. Do jego ciała podłączono wiele kabli, wychodzących z maszyn, monitorujących jego funkcje życiowe. Wszystkie były okrutnie głośne, powodując u niego nieznośny ból głowy. Siłował się z kajdanami, raniąc sobie nadgarstki i kostki. Oddychał nierówno, nie potrafiąc złapać tchu. Chyba jeszcze nigdy nie był równie przerażony, co w tamtym momencie. Nie był w stanie się wyswobodzić, nie był w stanie pomóc ani sobie, ani nikomu ze swoich bliskich, którzy znajdowali się obecnie na terenie Aster. Był tutaj kompletnie sam i nie umiał się uspokoić. Rozdzierało go poczucie bezsilności oraz lęku przed tym, co planuje Kanclerz wraz ze swoimi ludźmi. Pragnął zobaczyć kogokolwiek znajomego, ale otaczały go tylko jasne ściany. Jiwoonga też nie było. Nie mógł mieć nawet pewności czy jeszcze żyje. Nie znał tutejszego prawa, ale był pewny, że za złamanie wszelkich obowiązujących zasad oraz wsparcie kogoś, kto formalnie uznawany był za więźnia, grozi albo wieloletnie pozbawienie wolności, albo wydalenie za granice miasta. To Kim był za to odpowiedzialny. Od początku wiedział, aby nie angażować Lee w swoje problemy. Zrobił to pomimo świadomości, jak to może się skończyć. Nic nie potoczyło się tak, jak miało. Nie powstał żaden plan, nie uratował ani siebie, ani nikogo innego, a ten niewinny człowiek przez niego ucierpiał. Ich pocałunek był ostatnim, co zapamiętał z tamtej nocy. Przez to nienawidził siebie jeszcze bardziej. Pozwolił, aby Woong się w nim zakochał i pozwolił, żeby poniósł za to karę.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
