Niedopatrzenia w planie Hwy, Sana oraz Yeosanga zaczęły wychodzić dość szybko. Pomimo długich przygotowań, okazało się, że pominęli kilka ważnych oraz oczywistych czynników. W zamyśle podróż nie miała trwać więcej niż dwa dni, a ponadto nie zaadaptowali do swojego grafika potencjalnych komplikacji, które nadeszły prędzej niż mogliby się spodziewać.
Pierwszym problemem okazał się fakt, że Delegatura, z polecenia rządzących, w ostatnich miesiącach zajmowała się zrównywaniem z ziemią wszystkiego co zostało po dawnej cywilizacji. Ruiny dawnych osiedl, opuszczone fabryki, kamienice oraz szkielety wieżowców były skrupulatnie rozbierane, nie tylko odbierając dach nad głową Bezdomnym, lecz także usuwając punkty z mapy rozrysowanej przez Sanga. Ten bowiem wzorował się na dokumentach, zeznaniach oraz raportach pracowników ten instytucji z poprzednich lat. Sytuacja zmieniała się drastycznie na przestrzeni tygodni, a nawet dni, w związku z czym obserwowali głównie jednolity krajobraz oraz płaskie płaty ziemi, z której wyrastały liche rośliny. Jeśli napotykali już na jakieś zabudowania, to były to zwykle same fundamenty, których nikomu nie chciało się wyciągać z podłoża. Piwnice zasypane piachem oraz suchymi gałęziami, podziurawione kawałki rozgrzanego do czerwoności asfaltu, po którym nie dało się przejechać oraz wykrzywione od wiatru słupy, jakie straciły na przydatności dekady temu.
Zabłądzili więc kilka razy, zasadniczo nie mając pojęcia gdzie jadą, ani w jakim kierunku. Posługiwali się kompasem, lecz nikt nie miał pewności, czy prawidłowo. Najbardziej ufali umiejętnościom Minjae, który robił co mógł i z pamięci starał się określić ich położenie. Pamiętał kilka miejsc, o jakich wspominał Yeosang, lecz niektóre zniszczono jeszcze przed objęciem przez niego kadencji. Tak czy siak, oznaczało to znaczne wydłużenie podróży oraz niepewność, czy koniec końców dotrą tam, gdzie powinni.
Mieli jeszcze większy problem, tym razem niezależny od ich zdolności albo orientacji w terenie. Chociaż powszechnie było wiadomo, że warunki atmosferyczne na tak rozległym terenie mogą być różne, ponieważ ich nieprzyjemne konsekwencje regularnie dotykały również Valorię, to żaden z nich nie przyszykował się na burzę piaskową. Wiatr wiejący z prędkością przynajmniej siedemdziesięciu kilometrów na godzinę uniemożliwiał im jazdę. Właściwie, bali się, czy ich auto się nie wywróci. Zagrożenie sprawiał także piach wsypujący się do rur wydechowych oraz ograniczający widoczność. Chronił ich tylko fragment ściany stojącej w zburzonym, opuszczonym miasteczku, w jakiego usunięciu uczestniczył sam Minjae pół roku temu. Fakt, że ostało się w nim coś więcej niż sterta cegieł był imponujący, gdyż zużyli tu sowitą ilość ładunków wybuchowych. Nie zmieniało to faktu, że tak intensywna pogoda, do której w każdej chwili mogło dołączyć tornado, budziły w nich spory niepokój, a co gorsza, powstrzymywały od przemieszczania się.
Utknęli tam na długie godziny, skazani na własne towarzystwo w jednym pojeździe. Jeszcze gdyby kompanem Seonghwy był sam San, to nie byłby aż tak ogromny kłopot. Niemniej, prócz niego, musiał zdzierżyć także obecność Yeosanga, któremu usta nie zamykały się nawet na sekundę. Absolutnie nie zamierzał wracać do historii o swoim ojcu i traktował tę informację jak pusty news z kolorowego czasopisma. Na dalsze pytania związane z tym wątkiem odmawiał odpowiedzi, ale to wcale nie oznaczało ciszy. Za punkt honoru wziął sobie skomentowanie wszystkiego, co się dzisiaj zdarzyło ze wskazaniem czyja to wina i dlaczego. Siebie nie pociągał do odpowiedzialności, najwyraźniej uważając, że robi im niesamowitą łaskę zgadzając się na udział w misji. Na początku swojego męczącego monologu, uznał Seonghwę za najbardziej niezaradnego "kloca", jakiego zna. Nie był to jedyny epitet na "k", jakiego użył, ponieważ Minjae został mianowany "konowałem", a San "kretynem", co wszyscy zgodnie zignorowali. Jednak to go nie zdemotywowało, a wręcz zachęciło do dalszych wywodów.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
ФанфикшнDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
