Martwy krzyk

41 6 0
                                        

San trzymał Yujina pod ścianą, palce zaciskając wokół jego szyi. Chłopak patrzył na niego z przerażeniem, paznokcie wbijając w płaską powierzchnię za sobą. Hwa stał nieopodal z rękoma założonymi na klatce piersiowej. Yeosang cieszył się z kolejnych zwrotów akcji, które przerwały nużącą się odsiadkę. Był pomóc Choi'owi gdyby siedemnastolatek postanowił się wyrywać. Ten spoglądał na nich błagalnie, lecz nawet Minjae nie reagował. Wiedział, że tylko strach może zmusić dzieciaka do wyjawienia prawdy, która była dla nich na wagę złota. Ciężko było się mierzyć z wrogiem, którego się nie znało oraz bratać z człowiekiem, który celowo ich tu zwabił. 

- Mów. Doskonale wiesz, że nie jesteśmy delikatni. Nie będzie mi szkoda kolejnej głowy.- warknął jego oprawca, doprowadzając młodszego do duszności. Posiniał na twarzy, lecz w dalszym ciągu milczał. Bał się cokolwiek powiedzieć, czy może był święcie przekonany o swojej bezkarności? San rzeczywiście miałby opory przed zrobieniem mu krzywdy, aczkolwiek zrobiłby to gdyby tego wymagała sytuacja. Zastanawiał się, czy dało się tę sprawę załatwić pokojowo, natomiast nie zwykł do prowadzenia kulturalnych rozmów. Zbyt często wykorzystywało się siłę przy wydobywaniu informacji, więc wątpił aby inne metody mogły okazać się równie skuteczne. Z drugiej strony, martwy im nie pomoże.

- Akurat tu bym się kłócił. Aż taki chętny do zabijania to ty nie jesteś.- prychnął Yeo. Sam załatwiłby to szybciej. Samo ściskanie za szyję nic nie da. Może jakby zaczęli powoli łamać mu kości palców, tak że zwijałby się z bólu. Potem całą rękę, nogi, żebra... Chyba za bardzo się rozmarzył, bo Hwa pociągnął go do tyłu, jak gdyby czytał mu w myślach. Park nie chciał widzieć tutaj żadnych scen tortur. 

A może by się przydały, bowiem w pewnym momencie, gdy tylko San lekko rozluźnił palce, Yujin wrzasnął na całe gardło, wołając pomocy. San natychmiast zasłonił mu usta, lecz to nic nie dało, bo wkrótce do ich prowizorycznej celi wpadło kilku mężczyzn, którzy sprawnie ich obezwładnili. Wszystkich, z wyjątkiem Sunga. Ten dyszał ciężko, łapiąc się za krtań. Jeden ze strażników przyjrzał mu się dokładnie, sprawdzając czy nic mu nie jest. Zaraz po tym, bez żadnego komentarza wyjaśniającego zaistniałe okoliczności, wyprowadził nastolatka z pokoju. Pozostałą czwórkę skuto kajdankami i posadzono na ziemi. Nie mieli pojęcia co się dzieje, ale przynajmniej wiadomym było, że podejrzenia Minjae przekładały się na rzeczywistość. Mężczyzna dokładnie lustrował sylwetki mundurowych, doszukując się w nich jakichś charakterystycznych symboli, mogących zdradzić ich przynależność. Niczego takiego się jednak nie doszukał. Frustrowało go to, bo pracował w Delegaturze długie lata i powinien znać wszystkie organizacje oraz obozy funkcjonujące poza granicami Valorii. Okazywało się jednak, że nie miał pojęcia o otaczającym go świecie. Być może jego patrole nie były wystarczająco spostrzegawcze, a może powstanie nowych ugrupowań związane było z szerzącą się ekspansją prowadzoną przez Aster. Chociaż były to tematy ciekawe, zwłaszcza dla niego, to nie miały one w tamtej sekundzie żadnego znaczenia. Jeśli ich rozstrzelają, to nie będzie ważne czy zrobił to Potomek, czy przypadkowy Bezdomny. Odchodzenie z gruzów ich rodzimego miasta okazało się błędem. Nie pomogli Hongjoongowi, ani pozostałej trójce, za to skazali samych siebie na śmierć. 

Te dość pesymistyczne rozważania, których nie przerwał żaden z nich, zbyt skonfundowany niespodziewanymi zdarzeniami, przerwały kroki dochodzące z korytarza. Obcasy odbijały się od posadzki, wystukując charakterystyczny rytm. Zaraz w progu pojawiła się kobieta. Ta sama, którą wcześniej widzieli w pokrytych pyłem ubraniach. Tym razem, zamiast warkocza miała na głowie ciasno związany kok, ustabilizowany przez niebotyczną ilość srebrnych wsuwek. Jej opinająca garsonka w odcieniu winnej czerwieni niezbyt wpasowywała się w scenerię blaszanych magazynów, zaś pasowała do szminki nałożonej na usta. Intrygujące, że postanowiła aż tak wyszykować się na wizytę u swoich więźniów. Otaksowała ich nieprzyjaznym wzrokiem. Czy były to oczy morderczyni? Raczej nie, ale przecież gdy spojrzało się na Seonghwę czy Yeosanga, też nie dało się spostrzec w nich wszystkich popełnionych grzechów. 

ASTER | SeongjoongOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz