Nowe życie

31 6 0
                                        

San, unieruchomiony na tylnych siedzeniach, w towarzystwie dwóch nieznajomych mężczyzn, nie rozumiał dlaczego wciąż jeszcze żyje. Był to dość abstrakcyjny temat do rozważań, natomiast wydawało mu się oczywiste, że tamci ludzie korzystając ze swojej przewagi, przeprowadzą szybką egzekucję, nie poświęcając im większej uwagi. Przecież wychował się w tych warunkach, więc doskonale wiedział, jak przedstawiciele obozów radzą sobie z wszelakiego rodzaju przestępcami. Nie przeprowadzano procesów, jeśli nie chodziło o członków społeczności. Nie stosowano żadnych kodeksów, a większość zasad szyto na potrzeby konkretnych przypadków. Codzienność wiązała się z dużą ilością wyzwań, więc nie traciło się czasu na problemy, które dało się załatwić szybkim strzałem z broni. Wyjątkiem były sytuacje, gdy władze obozu miały przygotowany jakiś konkretny plan. Tak musiało być też w tym przypadku, chociaż Choi nie potrafił przewidzieć, co ich czeka. 

Martwił się o chłopaka, którego ze sobą zabrali. Nie powinien bawić się w sentymenty, a mimo to sumienie nie dawało mu spokoju. Gdyby miał do czynienia ze starszym zakładnikiem, którego zgarnęli jedynie dla własnych, egoistycznych korzyści. Tymczasem był to siedemnastoletni dzieciak, najpewniej potwornie przerażony zdarzeniami z ostatnich kilkunastu godzin. San tym lepiej znał jego strach, będąc w przeszłości wielokrotnie świadkiem makabrycznych obrazów. Takich, których osobie w jego wieku należało oszczędzić. 

Seonghwa, przetrzymywany w innym pojeździe, miał zdecydowanie inne rozterki. Nigdy nie spodziewał się, że przeprawa do Aster okaże się łatwa oraz przyjemna, aczkolwiek w tej sytuacji nie był nawet pewny, czy nawet dotrze do miasta na czas. Czuł się jak bezbronne dziecko, które w rzeczywistości nie ma żadnej mocy sprawczej. Takie sytuacje jak te, najlepiej uświadamiały mu jak młody i lekkomyślny jeszcze jest. Stosowali przemoc instrumentalnie, jako wyjście z każdej sytuacji, czy to potencjalnego niebezpieczeństwa, czy żeby zdobyć coś na czym im najbardziej zależy. Takie rozwiązanie wydawało się najłatwiejsze, bo nie wymagało żadnych strategicznych umiejętności. Hongjoong, jeśli w ogóle jeszcze żył, potępiłby ich postępowanie. Hwa dopiero z obecnej perspektywy potrafił docenić jego opanowanie. Od początku projektu zastanawiał się, dlaczego Hong nie zabije Sunmina, zanim ten zemści się na nim pierwszy. Nie pojmował, czemu Kim tak kara się za morderstwo, którego dokonał we własnej obronie i z jakiego powodu wściekał się na Parka, gdy puszczały mu nerwy. Teraz doskonale znał odpowiedzi. Sięganie po broń było najprostsze, a przez to tak cholernie uzależniające. Początkowo dawało poczucie władzy, bowiem miało się wrażenie, iż ma się przewagę nad każdą żyjącą istotą, gdy zaciskało się palce na trzonie broni. Okazywało się to jednak niewystarczające i ostatecznie pakowało Parka w kłopoty. Cała ta wyprawa miała służyć uratowaniu ukochanej osoby, a on siedział tu jak kretyn, skuty kajdankami, z wyrokiem śmierci zawieszonym nad głową. Nikomu nigdy tak naprawdę nie pomógł. Zawsze zjawiał się za późno, zawsze dochodził do odpowiednich wniosków już po fakcie, zawsze gubił się we własnych pragnieniach. 

Yeosang, jak zwykle, świetnie się bawił. Trochę uciskały go metalowe obręcze na nadgarstkach, ale nie mógł zaprzeczyć, że był przyzwyczajony do fizycznego bólu, więc nucił sobie jakąś melodię pod nosem, doprowadzając pozostałych pasażerów do szału. Być może była to jakaś jego taktyka, albo po prostu lubił irytować innych i odnajdywał w tym swoistą satysfakcję. Yujin, który siedział naprzeciwko niego modlił się, aby ci, którzy ich pojmali, okazali się cierpliwi. Czuł okropne ciarki na karku, kiedy Sang wydawał z siebie dźwięki. Nie byłby zaskoczony, gdyby zaraz jeden z drugim nie wytrzymał i odstrzeliliby Kanga na oczach siedemnastolatka. Ten nie przejmował się zbytnio losem dopiero co poznanego jasnowłosego, a swoim, który tamten narażał przez swoje infantylne zachowanie. 

Samochody zatrzymały się dopiero po blisko dwudziestu minutach podróży. Bez zbędnej delikatności wypchano piątkę pojmanych na zewnątrz, trzymając lufy karabinów tuż przy ich głowach, by ci nie odważyli się wykonać żadnego podejrzanego ruchu. San, który po wybuchu stracił przytomność, dopiero teraz mógł zobaczyć w jakim stanie jest Yujin. Krew wciąż spływała mu po twarzy. Hwa miał na skórze kilka zadrapań oraz powoli uwydatniających się siniaków. Choi także czuł się obolały, zwłaszcza przez odnowioną kontuzję oraz poobijane żebra. Najlepiej trzymał się Yeosang, który nie ściągał z ust chytrego uśmieszku. Patrzył na kobietę, która najprawdopodobniej przewodniczyła całemu oddziałowi. Wreszcie mogli ocenić ilość osób, z jakimi mieli do czynienia. Przerazili się, widząc zastęp blisko czterdziestu sylwetek, ustawionych równo w szeregach. W pobliżu stało kilkanaście zaparkowanych aut, a za nimi rozpościerały się blaszane magazyny, będące najwyraźniej siedzibą ludzi, którzy, jak przypuszczali, byli przedstawicielami Potomków. 

ASTER | SeongjoongOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz