Jiwoong zaprowadził Hongjoonga do przestrzeni, gdzie trzymają zwierzęta. Była to specjalnie wyznaczona strefa, gdzie hodowano najróżniejsze gatunki przeznaczone na futro, mięso, mleko oraz skóry. Chociaż świadomość przyszłości tych stworzeń była przygnębiająca, to wiele osób przychodziło tutaj, aby poprzebywać w ich towarzystwie. Głównie za sprawą faktu, iż ludzie przyzwyczajeni byli do posiadania w swoich domach czworonogów, zaś tutaj było to zabronione. Odwiedzenie żyjących tu psów, kotów, świń, kóz, kur i krów, było jedyną dla nich jedyną okazją do spędzania z nimi czasu. Szczególnie ważne było to dla dzieci, którym urządzano co jakiś czas wycieczki, aby mogły uwrażliwić się na kontakty nie tylko z rówieśnikami, ale również istnieniami innego typu.
Nie trzeba było pytać Honga, czy mu się tutaj podoba, bo gdy tylko przeszli przez wysokie drzwi, chłopak stanął z rozchylonymi wargami, patrząc na rząd kurczaków drepczących po wysypanej piaskiem dróżce, by te mogły poczuć się jak na wolności. Było ich tu mnóstwo, więc pałętały się pod stopami pracowników, sypiących dla nich ziarno. Kolejne dziesiątki przebywały w wyłożonych sianem klatkach, wydając z siebie charakterystyczne, przeurocze dźwięki. Joong natychmiast ukląkł przy pierwszym, który zaczął wdrapywać mu się na buta.
- Dzień dobry. Ja nazywam się Lee Jiwoong. Wiem, że nie zapowiadałem naszego przyjścia, ale chyba nie sprawimy kłopotu.- brunet zwrócił się do mężczyzny w fartuchu, który w ciszy, a zarazem podejrzliwie, przyglądał się Kimowi, który wziął małe stworzenie na ręce, jak gdyby gotowy był je adoptować. Woong, wiedząc, iż ich najście mogło wybić z tropu tutejszy personel, nachylił się łagodnie w stronę starszego, tłumacząc dlaczego tu się zjawili i zrzucił odpowiedzialność na Hanbina. Jedno było pewne, jeśli coś było poleceniem zielonookiego, było zawsze respektowane i nikt nie poddawał jego zdania wątpliwości. Nawet nie kwapiono się, aby się z nim skontaktować, żeby się upewnić, czy to rzeczywiście prawda. Tamten niejednokrotnie wściekał się, jeśli ktoś bezpodstawnie zawracał mu głowę.
- Ah, tak oczywiście. Możecie się rozejrzeć. Zasady chyba znacie?- spytał, na co Lee pokiwał głową, byle jak najszybciej go odprawić.
- Uhm, coś nie tak?- Joong podszedł do Lee trzymając w dłoniach żółtą kulkę pierzu, która machała bezradnie skrzydłami, chwytając Kima za palec wskazujący.
- Wszystko w jak najlepszym porządku.- uspokoił go dwudziestoczterolatek, uśmiechając się od ucha do ucha na zastany widok.- Nie możesz go niestety stąd zabrać. Hanbin by mnie prawdopodobnie zabił, gdyby ten ptak zamieszkał u ciebie w izolatce.
Hongjoong wywrócił oczami, pogłaskał maleństwo po główce i odłożył na ziemię, pozwalając mu wrócić do swoich identycznych braci. Po sekundzie tak zmieszał się z tłumem, że Kim nie rozpoznałby, którego miał jeszcze przed chwilą w ramionach.
- Ten twój pracodawca to chyba nie jest najprzyjemniejszy człowiek na Ziemi? Mi się wydawał wyjątkowo znudzony swoją pracą, ale ja też byłbym znudzony niańczeniem piętnaście lat młodszego gnojka.- prychnął, idąc naprzód i tylko sprawdzając co jakiś czas, czy Jiwoong za nim podąża.
- Huh, wiesz ile ma lat? Mi nigdy nie zdradzał takich szczegółów na swój temat. Właściwie, nie wiem nawet jak ma na nazwisko. Oficjalnie pracuję u głównego ordynatora, a w kwestii opiekowania się tobą, papiery podpisywał mi sam Kanclerz.- oświadczył dumnie. Nie każdy mieszkaniec miał w ogóle szanse zobaczyć Kanclerza twarzą w twarz, a Lee miał już ku temu niejednokrotną okazję. Wprawdzie, przy tej sprawie nie spotkał się z nim na osobności, lecz zlecenie pochodziło od niego i był to swojego rodzaju zaszczyt. Lee liczył, że może to egzamin i zechcą go w przyszłości zatrudnić w straży. Było to jego marzenie, natomiast nie przyjęto go na kurs rok temu, bo był jeszcze za młody. To zaskakujące, bo do tak odpowiedzialnej posady jak pielęgniarz, wystarczyło zaliczyć tylko trzy nietrudne egzaminy oraz potrafić obsługiwać komputer. Wszystkich innych praktycznych umiejętności nauczył się dopiero podczas wykonywania obowiązków. Nie mówiło to najlepiej o jakości oferowanych usług, aczkolwiek potrzebowano pilnie rąk do pracy, zaś Jiwoong nie miał pracy, toteż koniec końców skończył właśnie w ten sposób. Nie narzekał, niemniej marzyło mu się być gdzieś indziej w hierarchii za te parę lat. Nie przyznawał tego przed sobą zbyt często, bowiem w Aster istniała niepisana zasada, by cieszyć się teraźniejszością oraz tym, co się ma. Ambicje były dobre, ale nieprzychylnie patrzono na młodych ludzi narzekających na swoją pracę. Powód był prosty- przecież tyle osób umierało poza murami, poświęciło życie za tych, którzy dziś mogli normalnie funkcjonować, jeść, pić, cieszyć się codziennością. Skarżenie się na konieczność wypełniania obowiązków, tak ważnych swoją sprawą w tym całym łańcuchu, uważane było za nietaktowne.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
Hayran KurguDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
