- Obudź się! Kurwa, obudź się!- wrzasnął San i nie trzeba była dwa razy powtarzać, ponieważ Hwa otworzył szeroko oczy biorąc haust powietrza. Zamroczony nagłą pobudką, początkowo nie wiedział co się dzieje i miał ochotę rzucić się na Choi'a z pretensjami, podejrzewając go o idiotyczny żart. Jednak, kiedy ujrzał otaczające ich zewsząd światła latarek, musiał przyznać, że zdecydowanie wolałby gdyby to był tylko dowcip.
Minjae oraz Yeosang także przerwali swój sen, czując nieprzyjemne mrowienie w kręgosłupie.
Ich samochód otaczała grupa Bezdomnych.
Najwyraźniej uznali ciężką pogodę za idealną okazję do tego, aby pomyszkować. Nieszczęście chciało, iż jedynymi, na których udało im się trafić, była właśnie ta czwórka. Seonghwa złapał za broń, a drugą podrzucił Sanowi. Najrozsądniejszym wyjściem wydawało się nie wychodzić z auta i odjechać, ale stało się to niemożliwe, gdy któryś z nieznajomych, z ogromnym hałasem, przebił jedną z ich opon. Ponadto pięciu innych trzęsło pojazdem, waliło w szyby, a Parkowi mignęło przed okiem połyskujące ostrze katany lub innego, podobnego narzędzia.
- Wychodzimy.- oznajmił Hwa, chwytając za klamkę, zaś Minjae spojrzał na niego jak na kogoś niespełna rozumu.
- Oszalałeś?! Tutaj jesteśmy bezpieczni. Po co się narażać?- w tym samym momencie, kiedy Kim próbował powstrzymać bruneta od tego pomysłu, coś mocno uderzyło w drzwi tuż obok Sana, a szyba w nich rozbiła się w pył. Ciemnowłosy natychmiast osłonił chłopaka ramionami, aby odłamki szkła nie powbijały mu się w skórę.
- To niezłe pancerne auto. Nawet tego Valoria nie potrafiła zrobić dobrze.- westchnął Kang, wychodząc na zewnątrz.
Rozbrzmiały krzyki przecinane świstem wiatru. Hwa wystrzelił dwie kule w osobę, która próbowała zrobić krzywdę Sanowi. Ryk bólu wdarł im się w mózgi, przypominając podobne zdarzenia z okresu trwania projektu. Choi był szczerze przerażony nagłym napadem, zaś Park wpadł w tę samą furię, co podczas wykonywania zadań.
Wyszedł na zewnątrz, gdzie Yeosang urządził już sobie plac zabaw. Dawanie mu nawet tak prostego pistoletu jak glock, było nieodpowiedzialnym pomysłem, gdyż chłopak nie zastanawiał się, czy powinien rozstrzeliwać wszystkich na swojej drodze, on po prostu to robił. Amunicja świstała w powietrzu, lecz ciężko było kogoś ustrzelić przez wichurę, która zmieniała trajektorię lotu naboi. Niemniej dwóch zranionych padło, chociaż nie było pewności, jakie dokładnie obrażenia ponieśli. Nadal panował mrok, który rozjaśniały jedynie cienkie wiązki świateł.
- Uważaj gdzie celujesz! Nie zużyj naszej całej amunicji do cholery!- Seonghwa wrzasnął w stronę Sanga, który już niejednokrotnie pokazał, że niezbyt liczy się z jego słowami. Park chwycił mężczyznę, trzymającego nóż w dłoni. Tamten wyrywał się i szarpał, lecz Minjae do nich dołączył, aby pomóc go przytrzymać.- Kim jesteście?
Trzymany przez nich Bezdomny odcharknął coś pozbawionego sensu, podczas gdy San oraz Yeosang zajmowali się unieruchomieniem ostatniego agresora. Wyrwali mu katanę z rąk i odrzucili w bok. Kang nie miał ochoty bawić się w podchody, przesłuchania, a tym bardziej okazywać tym ludziom miłosierdzie, więc z szyderczym uśmiechem załadował swoją broń. Stopę postawił na klatce piersiowej swojego oponenta, a lufę zawiesił nad jego głową. Widział tylko zarys jego twarzy. Był to facet w średnim wieku, z nierówno przystrzyżonym zarostem oraz skórą pokrytą bruzdami. Jego ślepia przepełniała furia charakterystyczna dla zwierzęcia w trakcie polowania, a nie człowieka. Pod tym aspektem, mieli być może coś wspólnego z chłopakiem, który lubował się w jego bezbronności. Co oni myśleli? Sądzili, że pasażerowie terenowego auta, stojącego na środku pustyni, nie będą w stanie się obronić? Nienawidził idiotów. Szanował wroga, jeśli ten reprezentował sobą więcej niż dwie szare komórki, na co w tym wypadku nie mógł liczyć. Skoro tacy byli Bezdomni, to ciężko dziwić się Valoryjczykom, że nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
