Auto zatrzymało się na podziemnym parkingu. Drzwi się rozsunęły, a kilkoro mężczyzn wyciągnęło ich trójkę na zewnątrz, nie obchodząc się z nimi tak delikatnie, jak można by się tego spodziewać. Byli zwycięzcami, natomiast żaden z nich nie czuł ani dumy, ani szczęścia z tego powodu. Panowała dziwna atmosfera. Oczy Wooyounga, przekrwione od płaczu, niechętnie rozglądały się dookoła, próbując zbadać otoczenie. Nie odszukały nic prócz rzędów aut terenowych przystosowanych to takich ekspedycji jak ta dzisiejsza. Yunho nie zastanawiał się nad tym gdzie jest, ani co się teraz z nimi stanie. Co gorsza, ta obojętność nie wstąpiła w niego w ciągu ostatnich godzin, a zdecydowanie wcześniej. Dziś otrzymał ten krytyczny, najmocniejszy cios. Nie chciał tutaj być, ale też nie potrafił wyobrazić sobie miejsca, które przyniosłoby mu ukojenie. Dlatego nie protestował, gdy targano nim, pchano na przód i wydawano ostre rozkazy. W przeciwieństwie do Mingiego, który prawdopodobnie jako jedyny zachował trzeźwość umysłu i wściekał się za każdym razem, gdy wysłannicy z Aster traktowali go jak swojego więźnia. Wstąpiły w niego nowe pokłady determinacji, które pragnął wyładować na zielonookim, lecz ten znów się ulotnił. Najpewniej pojechał innym transportem i będzie ich unikał przez najbliższe dni, wiedząc jak obecność jego osoby wpłynie na dawnych uczestników. Czy rzeczywiście Hanbin zasługiwał na cały ten gniew? Odgrywał w tym całym przedsięwzięciu swoją rolę, ale prawdopodobnie był jeszcze ktoś. Ktoś, kto sterował każdym jego ruchem, groził mu lub obiecywał przywileje za należyte wykonywanie obowiązków. Kto więc stał u szczytu i kogo trzeba było się pozbyć, aby odzyskać wolność? Jeśli takowa w ogóle istniała.
- Gdzie nas zabieracie?- warknął, lecz odpowiedziała mu cisza. Szóstka mężczyzn, którzy ostentacyjnie machali bronią, aby pokazać swoją przewagę, nie należała do najbardziej rozmownych osobników, z jakimi przyszło im się mierzyć. Niczym nie różnili się od dozorców przebywających na terenie siedziby projektu. Tajemniczy, milczący, pilnujący swojej broni tak uważnie, jakby bez niej nie mieli żadnej wartości w potencjalnym starciu. Było w tym trochę prawdy, skoro Yeosang i Hwa byli w stanie zranić tak wielu z nich, będąc przy tym zmotywowanymi, aczkolwiek wciąż amatorami.
Obszar parkingu był ogromny. Wszędzie porozstawiane były wszelakie pojazdy o różnym przeznaczeniu. Nad ich głowami znajdowały się lampy dające nieprzyjemne, chłodne światło. Każdy krok odbijał się echem, aż doszli do wysokiej, surowej ściany i szerokich drzwi. Jeden ze strażników przyłożył palec do specjalnego czytnika, po czym te się rozsunęły, wpuszczając ich na wąski, jasny korytarz. Podłogi wyłożone były sterylnie białymi płytkami, więc kontrastowały z krwią sączącą się z rany Wooyounga. Potrzebował opatrunku, ale tamci nie zdawali się tym przejmować.
Song miał wrażenie, że ta droga się nie kończy. Przechodzili przez kolejne pomieszczenia, przedsionki, duże hole, gdzie panowały absolutne pustki. Po tej przestrzeni nie kręcił się ani personel, ani żadna dodatkowa ochrona, co było ważną informacją dla Mingiego, który oczywiście, zamierzał stąd czym prędzej uciec. Pojawiała się jednak wątpliwość, czy rzeczywiście będzie to tak banalnie proste. Wzniecenie sprzeciwu zawodników też nie było szczególnie skomplikowane i posoka rozlewająca się na Wielkiej Sali wciąż budziła zgrozę w Mingim, niemniej koniec końców okazało się to tylko kolejnym etapem. Nie mieli realnej kontroli nad tym, co się dzieje i nie mieli pojęcia, czy Aster specjalnie nie ułatwiło im tego heroicznego powstania. W ostatecznym rozrachunku był to dziewiąty etap, choć nie wiadomo było, co ten miał tak naprawdę zweryfikować. Nie wygrali najsilniejsi, najodważniejsi, najinteligentniejsi, najsprytniejsi, najrozsądniejsi, ci o najczystszym charakterze lub ogromnym potencjale. Każdy z nich był przekonany, że to zwykły przypadek, a przecież zasady projektu zakładały, że najlepsza dziesiątka wstąpi do armii. Nie nadawali się na żołnierzy. Nie nadawali się do współpracy z tutejszą władzą. Byli jej jawnymi przeciwnikami. W ciągu tego programu pozbawiono ich przyjaciół, niektórych pozbawiono domu, ale na pewno wszystkich pozbawiono najlepszych, tych jeszcze nie zanieczyszczonych cech charakteru. Kłamstwem byłoby twierdzić, że ktokolwiek z tej dwudziestki był niegrzesznym aniołkiem, aczkolwiek byli to wciąż młodzi ludzie i każdy z nich, niekiedy w minimalnym stopniu, miał jeszcze te młodzieńcze zalety. One zgasły. U każdego w innym momencie, lecz nikt nie okazał się wyjątkiem od tego zjawiska. Każdy coś stracił, a najwięksi przegrani oddali nawet swoje życie.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
