Woong spędził całą noc jak na szpilkach, oczekując wizyty straży lub osobistego przybycia Hanbina, aby skonfrontować go z zarzutami. Nie zmrużył oka, przesiadując na skraju swojego łóżka i myśląc o dzisiejszej sytuacji. Powinien sam sprawdzić nagrania z kamer, lecz nie miał do nich dostępu, a wszelkie próby otrzymania kopii mogłyby się skończyć donosem na jego podejrzane zachowanie. Ten dzień zaczął się naprawdę dobrze. Początkowe zadowolenie Kanclerza zwiastowało otrzymanie pochwały oraz poprowadzenie jego ścieżki kariery w całkowicie nowym, bardziej obiecującym kierunku. Współpraca z Hongjoongiem układała się bezproblemowo i wszystko wskazywało na to, że w przeciągu kilku najbliższych tygodni nie czekają go żadne zaskoczenia. Tymczasem ledwo wybiło południe, a on musiał zmierzyć się z prawdopodobnie najbardziej stresującymi chwilami swojego życia. Niecodziennie widziało się młodego człowieka na stole operacyjnym, trzęsącego się w jakimś dziwnym ataku, z pianą toczącą się z ust oraz nagłym, nieustępującym krwotokiem, prowadzącym do krytycznego osłabienia organizmu. Na dodatek nikt nie chciał mu wytłumaczyć, co dokładnie się stało. Podawano mu nasączone karmazynową substancją ręczniki, kazano podawać drobne przyrządy jak skalpel, czy pincetę, przytrzymywać nogi pacjenta, kiedy dawano mu kolejny zastrzyk. Wszystko w akompaniamencie maszyny, hałasującej pod napływem alarmujących danych dotyczących zdrowia szatyna o szarawej cerze oraz spierzchniętych, trupich ustach. Lee był przekonany, że ten chłopak odejdzie na jego oczach i będzie to najbardziej druzgocący przypadek w jego karierze. Wpatrując się w światło lampki na stoliku nocnym, nie umiał wymazać tamtych zdarzeń z pamięci. Od pielęgniarza wymagano większej wytrzymałości psychicznej. To prawdopodobnie nie była ani ostatnia, ani najgorsza sytuacja, z jaką będzie się mierzył w przeciągu najbliższych lat, więc powinien wziąć się w garść. Zamiast tego, coraz bardziej utrwalał się w przekonaniu, że to nie jest droga dla niego.
Co abstrakcyjne, wcale nie to było głównym powodem jego zmartwień. Był nim przede wszystkim Hongjoong, który zesłał na nich porządne tarapaty, a dwudziestoczterolatek nie miał zielonego pojęcia, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Dotąd podporządkowywał się wszystkim zasadom panującym w Aster i nie miał najmniejszej styczności z służbami. Słyszał jednak, co spotyka ludzi, którzy naruszyli panujący tutaj ład. Przez jeden głupi błąd, który popełnił w przypływie paniki, mógł stracić absolutnie wszystko, na co zapracował. Nerwowo pociągał za kosmyki swoich ciemnych włosów, próbując znaleźć jakiś plan na wypadek, gdyby jego lekkomyślność wyszła na światło dzienne. Usiłował sobie wmówić, że jeśli ktokolwiek przyłapałby Joonga, to oboje zdążyliby już zasmakować konsekwencji. Może Kim był bardziej przebiegły niż Lee sądził i to co zaszło kilka godzin temu, zostanie tylko między nimi. Jednak to oznaczałoby, że następnego ranka miałby zjawić się u niego w pokoju i udawać, że nic strasznego się nie stało. Na samą myśl, coś zaciskało mu się w żołądku. Z jednej strony, był ciekawy, co takiego dwudziestolatek znalazł w tamtych dokumentach i dlaczego spytał go o Wooyounga, a z drugiej był gorzko zawiedziony złamaniem danej mu obietnicy. Oboje byli tylko ludźmi i Jiwoong, przez pewien krótki okres czasu, uważał, że narodziła się między nimi czysto koleżeńska nić porozumienia. Miał to sobie za złe, bo na koniec dnia, stali na dwóch różnych krańcach szali, a ich cele absolutnie się nie pokrywały, bez względu na to, co przekazywały słowa.
Dla Kima to również nie był przyjemny czas. Od momentu, gdy Lee zatrzasnął drzwi, Hongiem targało bardzo dużo sprzecznych odczuć, których nie miał prawa uzewnętrznić. W pierwszej kolejności, myślał o Wooyoungu. Trochę uspokoiła go wieść, że brązowowłosy żyje i cokolwiek nie miało miejsca na sali operacyjnej, udało mu się wyjść z tego cało. Wiele by teraz dał, aby go odwiedzić, dać znak, że tu jest i zrobi wszystko, aby ocalić ich obojgu. Wspomnienia powoli wracały, tym razem nie potrzebując dodatkowych bodźców, aby utworzyć pełnowymiarowy obraz. Joong widział jak przez mgłę mury siedziby projektu, mroczne przejścia, niewielkie kwatery, w których urzędowali przez kilka długich miesięcy. Dla kogoś z zewnątrz mógł być to zaledwie ułamek z życia, lecz on miał wrażenie, jakby trafił do tego programu jako nieświadome dziecko, a dziś był starszy o dekadę, inny i jeszcze bardziej zagubiony niż wtedy. Zaczynał przypominać sobie poszczególne zadania, z którymi się mierzyli. Część oddziaływała tylko na ich psychikę, lecz inne pociągały za sobą ludzkie życia. Te najbardziej domagały się z jego strony uwagi. Najbardziej jaskrawy był dla niego moment, kiedy to on miał zginąć. Ten strach wydawał mu się teraz taki realny, jakby doświadczył go zaledwie wczoraj. Ogłuszono go czymś ciężkim oraz ostrym, przez co do teraz miał bolesny ślad na potylicy. Później przeniesiono do klaustrofobicznego pomieszczenia bez okien, ani światła. Nigdy nie bał się tak, jak spędzając tam długie godziny, które ciągnęły się w nieskończoność, wykańczając go mentalnie i fizycznie do tego stopnia, że gdy w końcu go stamtąd zabrali, był pozbawiony jakichkolwiek sił. Przenosili go, ciągnęli za sobą, jak zbędny balast, zakuwano w kajdany, choć przez odwodnienie oraz poważne obrażenia, nie był zdolny do nawet najlżejszej formy sprzeciwu.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
Fiksi PenggemarDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
