Hongjoong zajęty był snuciem planów. Z dostępem do starych magazynów oraz stępionego ołówka nie mógł wiele zrobić, lecz i tak spędzał wolne godziny na rozrysowywaniu mapy tego wielkiego obiektu. Znał już parę strategicznych punktów, a przede wszystkim położenie strefy testowej, gdzie trzymano Wooyounga. Miał też nadzieję, że póki Woong miewa tam od czasu do czasu dyżury, zadba ażeby Jungowi nic złego się nie przydarzyło. Dzięki temu mógł dokładnie przeanalizować zgromadzone informacje oraz wybrać najlepsze rozwiązanie. Znacznie łatwiej byłoby, gdyby miał jakiekolwiek wsparcie z zewnątrz oraz trochę więcej masy mięśniowej i umiejętności w samoobronie na wypadek walki. Przypominał sobie krótkie lekcje z Seonghwą, lecz były to wspomnienia tak odległe, że pamiętał je jak przez mgłę. Wtedy wszystko wyglądało inaczej, nawet jeśli od ich wieczornych spotkań minęło zaledwie kilka miesięcy. Mimo znacznej poprawy, Kim nie doszedł do pełni sił, a jego organizm był kompletnie wyniszczony przez przyjmowane toksyny, nieznajomego pochodzenia leki oraz ograniczone porcje skrupulatnie dobranej żywności. Wciąż miał wyniszczony organizm, a to, że nie nie potrzebował podpierać się ściany w trakcie krótkich spacerów, nie umożliwiało mu nagle zmierzenia się z wykwalifikowanym strażnikiem. Zresztą, nawet w swojej najlepszej formie nie miałby szansy w starciu z całą kadrą ochroniarzy, obstawiających wszystkie najważniejsze wyjścia. Sprawność fizyczna była drugorzędnym atutem. Najważniejszy był spryt, lecz szczerze wątpił by się nim charakteryzował. Spoglądając wstecz, miał wrażenie, że stracił połowę swojego charakteru. Nie było w nim ani tej zawziętości, ani analitycznego zmysłu, ani odwagi, czy determinacji. Ślęczał nad kawałkiem papieru, absolutnie nie mając pojęcia co z nim dalej zrobić. Pierwszy raz czuł się jak zwykły, bezradny chłopak, którego postawiono przed wyzwaniami, na jakie nikt go nie przygotował, a przecież jeszcze niedawno poddawano go równie niebezpiecznym próbom.
Przez znaczną część nocy ćwiczył, nie zważając na obiektyw kamery skupiony na jego osobie. Jak bardzo by się starał, nie dało się go uniknąć. Był tu cały czas, więc niekiedy zapominał o fakcie, że jest obserwowany. Coś niepokojącego było w tym, że po drugiej stronie mógł być człowiek, który obserwował każdy jego krok, drobne drgnięcie, mimikę kiedy śpi, dłonie, kiedy przewraca strony w książce. Nie krępowało go to tak jak na samym początku, aczkolwiek dalej przychodziły momenty, kiedy wpatrywał się sparaliżowany w czerwone światełko i zastanawiał się, jakim psychopatą trzeba być, żeby monitorować każdy jego oddech.
Po dziesiątkach zrobionych pompek, brzuszków, godzinach spędzonych na biegu w miejscu, cały ociekał potem, ledwie łapiąc oddech. Jakim cudem niegdyś przemierzał pustynie, miał wyśmienitą kondycję, mieszkał w surowych, koczowniczych warunkach, a dziś trening doprowadzał go do upokarzającego wyczerpania?
Oparł się o ścianę, siedząc na podłodze, a jednocześnie gapiąc się przed siebie i próbując skumulować wzbierającą w nim złość. Dyszał ciężko, paznokcie wbijając w kolana. Stracił rachubę czasu, przez co nie zorientował się, że powoli zbliża się pora na przybycie Jiwoonga. Jeszcze kilka dni temu czekałby tu na niego niezwykle podekscytowany, ale dziś raczej wolałby zostać w tej izolatce, oddając się własnym myślom. Nie miał on niestety nic do powiedzenia w tej kwestii i kilka minut później usłyszał rytmiczne pukanie do drzwi, po którym Lee odblokował zamek, stając w progu. Nie przyszedł tu wraz z kobietą, przynoszącą Kimowi co ranek śniadanie, zaś sam taszczył olbrzymią tackę z kanapką, ale też dużym kawałkiem owocowej tarty, w którą wbite były dwie niezapalone świeczki.
Hongjoong nie wiedział, jak zareagowałby na ten widok, jeśli okoliczności byłyby inne. Gdyby dwa dni wcześniej nie dowiedział się o Wooyoungu oraz nie odkrył przed samym sobą całej przeszłości, która okazała się być trudniejsza do przepracowania, niżeliby to sobie wyobrażał. Może wtedy zaśmiałby się, ucieszył, uśmiechnął. Jednak dziś nie rozumiał. Absolutnie nie pojmował, po co Jiwoong to zrobił i przyszedł do niego z ciastem, przypominając o tych umownych urodzinach, które nietaktownie było obchodzić. Jeszcze wczoraj obnażył się przed nim, praktycznie wołając o pomoc, bo był kompletnie zagubiony i nie miał nikogo, kto wyciągnąłby do niego dłoń, a o świcie Lee pojawił się by świętować rocznicę, która nie odgrywała dla Kima najmniejszego znaczenia. Chłopak lustrował go zdezorientowanym wzrokiem, zapominając o kosmykach włosów klejących mu się do czoła oraz o przyglądającym się im monitoringu.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
