Tęsknota

44 10 1
                                        

Valoria była w szczątkach. Był to fakt nie ulegający żadnej wątpliwości. Ludzie wreszcie wychodzili na powierzchnię, aby obserwować skutki najazdu wrogich wojsk i nikt nie był w stanie uwierzyć, jak do tego doszło. Przecież przez wiele lat odgradzali się od reszty świata murem którego nikt nie był w stanie naruszyć. Tymczasem dziś obserwowali wielką wyrwę w wysokim na dziesiątki metrów ogrodzeniu, które tak po prostu skruszyło się pod rozrywającą siłą podłożonej bomby. Pobliskie budowle ucierpiały. Ci najbiedniejsi, dotychczas znoszący trudy funkcjonowania w biedzie oraz głodzie potracili resztki swojego dobytku. Zniszczone zostały stare bloki, stanowiące ich dach nad głową w razie rzęsistych opadów deszczu. Problem stanowiło jedzenie, pozyskanie czystej wody oraz władze, a bardziej ich brak oraz rosnące przerażenie, jak pozbierać to miasto cegła po cegle i odbudować ją no nowo. 

Zeszłego wieczoru poddał się do dymisji ostatni ówczesny urzędnik. W strukturach nie było już nikogo, kto odważyłby się podjąć odpowiedzialność za to miejsce. Byli mieszkańcy, były granice, było prawo, którego przecież dało się spisać na nowo. Nie brakowało rąk do pracy, pomimo przygnębiającej atmosfery i nieustępującej żałoby. Mimo to, cały system stracił podwaliny wraz ze śmiercią przewodniczącego rządu. Już wtedy było wiadome, że Valoria jako byt, którym dotychczas była nie przetrwa. Część zginęła, część odeszła, ministerstwa znajdowały się w rozsypce, pozbawione jakiejkolwiek racji bycia. Agresja w Valoryjczykach wzrastała, toteż dokonano dwóch lub nawet trzech samosądów na pracownikach Centrali, wysoko postawionych, wykwalifikowanych i najlepiej znających się na swoim fachu.

Najwięcej przetrwało młodych, bowiem w momentach największych wybuchów, ci chowali się w uniwersytecie, który jako jeden z nielicznych obiektów osady pozostał nienaruszony. Jego fasada wznosiła się wśród licznych ruin, dając poniekąd nadzieję, choć nie dla wszystkich. Ciężko było wszystko zaplanować na nowo, kiedy najbardziej chętni do działania byli niedoświadczeni dwudziesto-kilkulatkowie, których dorośli powinni w tych okolicznościach chronić, a nie obarczać tak trudnymi obowiązkami. 

Zachowały się  pewne organy policji oraz nieliczni funkcjonariusze Delegatury, którzy uniknęli udziału w ostatnim starciu na terenie jej siedziby. Była to garstka maksymalnie dziesięciu osób, w której skład wchodziła Mia, jedyna z podopiecznych Minjae, która przeżyła zamach, jeden wyższy oficer, do teraz czujący wstyd za brak reakcji, kiedy rujnowano jego miasto, dwóch młodych chłopaków, odbywających praktyki w policji, funkcjonariuszka tego organu, z którą Kim miał niemiłe wspomnienia oraz kilku innych, którzy wspólnymi siłami próbowali doprowadzić budowlę komisariatu do porządku. 

Większość mieszkańców chowało się w podziemiach. Tworzyły je sieci korytarzy oraz kilku dużych sali o różnym przeznaczeniu. Na jednej mieściła się stołówka, gdzie kucharki wydawały racje żywnościowe, gromadzone przez wiele lat na wypadek wojny takiej jak ta. W innych znajdowały się metalowe łóżka polowe, które mieściły zaledwie ułamek ilości Valoryjczyków potrzebujących pomocy. Inna stanowiła zagłębie sanitarne, gdzie trzymano najpotrzebniejsze leki, opatrunki oraz podstawowy sprzęt do przeprowadzenia nagłej operacji. Był on jednak bezużyteczny, gdyż prąd doprowadzany przez generatory, nie sięgał wszystkich pomieszczeń, przez co w większości panował mrok. W łaźniach nie było dostępu do ciepłej wody i musieli radzić sobie z kłótniami o najprostsze przedmioty niezbędne w codziennym życiu, jak artykuły higieniczne czy kosmetyki. Dlatego niektórzy woleli zostać w swoich domach, nawet jeśli stwarzało to ryzyko dla ich zdrowia. 

To potworny widok do oglądania, zwłaszcza dla kogoś takiego jak Minjae. Od momentu wydostania się z aresztu, naprawdę dużo myślał. Po pierwsze, nie siedziałby tu dzisiaj, przy długiej ławie, obserwując jak Seonghwa z Sanem kłócą się o coś kompletnie bezsensownego, gdyby tamtego dnia dwójka chłopców nie pomogła mu uciec z celi. Ponad połowa tamtej budowli została zniszczona, więc oczywistym jest to, co stało się w przebywającymi w niej więźniami. Dla Kima najgorsza była świadomość, że ten który narażał wówczas dla niego swoje życie, prawdopodobnie nie żyje. Wprawdzie, Hwa oddychał przekonaniem, iż Hongjoong przebywa obecnie w Aster i nic mu nie jest, lecz mężczyzna obawiał się, że karmi się tym tylko po to, aby do reszty nie zwariować. Park nie był już tym samym chłopakiem, którego poznał podczas szkolenia. Przede wszystkim, zgasła w nim ta iskra, jaką miał, kiedy po raz pierwszy się spotkali. Minjae prawdopodobnie nigdy wcześniej w życiu nie spotkał kogoś równie zaangażowanego, zmotywowanego do dokonania wielkich czynów jak ten brunet. Oczywiście, już wtedy starszy zdawał sobie sprawę, iż Hwa nie jest ogromnym patriotą, a jego chęć przystąpienia do Delegatury wynika z żądzy wyrwania się poza mury Valorii. Gdy wyruszyli na pierwszy wyjazd, oczy Parka błyszczały jak dwa czarne koraliki, zachwycone tym co widzi. Był to obraz chłopaka, który wie czego chce, który ma masę marzeń, dalekosiężnych planów, a także posiada siłę, aby je zrealizować. Dziś był znerwicowany, wystraszony, zamknięty w sobie i narzucający sobie na barki ogromny ciężar poczucia winy oraz zła, jakie wyrządził. Każdego dnia analizował każdą zbrodnię jakiej dokonał, każdy błąd jaki popełnił. Widział litry krwi przelewanej tuż przed jego twarzą. Dostrzegał wszystkie te szanse, aby kogoś uratować, z których nie skorzystał i wszystkie te chwile, kiedy winien był się wycofać, a jednak zadał ból. Teraz odczuwał go kilkukrotnie bardziej, a najbardziej wtedy, gdy przebywał w obecności Yeosanga. 

ASTER | SeongjoongOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz