- Skoro przechodzimy na stopę względnego sojuszu, warto bym się przedstawiła. Mam na imię Mai i jestem Zarządczynią naszego ugrupowania. Nie jest to, jak już pewnie zdołałeś zauważyć, jedno z obozowisk Bezdomnych, z jakimi od lat spiera się Valoria. Swoją drogą, wyjątkowo pejoratywnie nacechowane określenie względem ludzi żyjących w innych warunkach. Warunkach, które zafundowało im Aster oraz wspomniana Valoria. Niemniej, to temat na inną dyskusję. Dobrze znamy te dwa miasta, ich położenie, status, zastępy zbrojne oraz wszelkie informacje administracyjne. Sami nie jesteśmy liczni, ale dzięki analitycznym umysłom, skrupulatnym notatkom, wykwalifikowanym ludziom oraz inteligentnym wojskom, jak widzisz, nie radzimy sobie najgorzej. Każdy ma u nas swoją rolę. Są urzędnicy, którzy tylko pozornie zajmują się papierkową robotą, a w gruncie rzeczy dysponują naszymi zasobami, przeglądają dokumentację oraz wiedzę nabytą przez nas podczas wypraw, rozstrzygają o konfliktach i dają nam skromną namiastkę życia w cywilizowanym miejscu. To oni decydują o tych zasadach, których niektórzy, w tym wy, postanowili nie przestrzegać. W naszych strukturach funkcjonują również Zastępy. Są to swoiste oddziały, zajmujące się obroną, objazdami oraz realizowaniem naszego głównego planu. Wśród nas są oczywiście też kucharze, rzemieślnicy, specjaliści do spraw broni, elektryki, biologii, geologii, geografii, fizyki, mechatroniki. Mogłabym ci wymieniać wszystkie te profesje, ale chodzi o to, że jesteśmy niemalże samowystarczalni.- opowiadała z dumą, odchylona względem blatu, co pozwalało jej lepiej obserwować wszelkie reakcje Yeosanga. Ten rzeczywiście wsłuchiwał się w to co mówiła z zainteresowaniem i wyłapywał smaczki istotne dla siebie oraz potencjalnie pozostałej trójki. Jeszcze nie postanowił, czy będzie dzielił się z nimi wszystkim, co od niej usłyszy, czy po prowadzi całkowicie indywidualną grę, w której on, jako jedyny, będzie wygranym.
- Niemalże? Czyli coś jest na rzeczy? Czego takiego wam brakuje?- spytał, choć nim otworzyła usta, znał już odpowiedź.
- Siedziby. Moglibyśmy przejąć Valorię, która teraz jest w koszmarnej sytuacji, ofiarować im naszą pomoc, pomóc ją odbudować, a następnie, w ramach zapłaty, przejąć w niej stanowiska władcze. Niestety, przypatrujemy się jej od dawien dawna i nie chcemy czerpać z półśrodków. Aster jest znacznie bogatsze, posiada olbrzymie zasoby wiedzy oraz ludzi, których pragniemy, a wręcz musimy pozyskać. Nie chodzi nam o podporządkowanie Asteryjczyków, a o ich uświadomienie i przekonanie, że panująca tam władza jest dla nich zła.- odparła, natomiast ostatnie wypowiedziane przez nią zdania były jedynie złudą, którą Sang nie zamierzał się karmić. Zawsze chodziło o coś więcej. Kang nie wierzył, że ktoś taki jak ona, zadawałby sobie tyle trudu by zadowolić się szczytnymi celami, jakimi była prawda oraz dobro. One nie miały jednoznacznego kształtu, wartości, nie przynosiły korzyści i były tylko chwilowe. Poza tym, kobieta interesowała się osobą Hongjoonga, co jasno udowadniało, że nie kierują nią tylko wspaniałomyślne powody. Jeśli tylu przywódców zabijało się o jednego człowieka, to prawdopodobnie on był uosobieniem pieniądza, swoistej waluty w tych czasach. Yeo wiedział, dlaczego, znał go, miał pojęcie gdzie go szukać oraz znał człowieka, który zrobiłby dla Kima wszystko. Dlaczego więc siedział tu on, a nie Seonghwa? Bo ten był słaby. Działał emocjonalnie, co dało się odczuć już po kilkuminutowej konwersacji. Głos trząsł mu się na wspomnienie Honga. Nie byłby skory współdziałać z kimkolwiek, kto miałby względem niego nieczyste zamiary. Yeosang nie miał podobnych obiekcji.
- Oczywiście.- uśmiechnął się z przekąsem, podprogowo dając znać, że choć nie wierzy w jej słowa, ta nie musi się przed nim tłumaczyć. Z pewnością irytował ją ten jego kąśliwy uśmieszek. Najwięcej mówiło się nie przez słowa, a właśnie te niewerbalne gesty oraz mimikę, mogące definiować przebieg całej konwersacji. Należało okazywać swoją przewagę w każdym aspekcie swojej postawy, wyprostowanych plecach, rękach nonszalancko założonych na klatce piersiowej, mocnym spojrzeniu, jakiego nie są w stanie zbić żadne wieści. Yeosang twierdził, że jego największa siła tkwiła w obojętności, zaś jej największa słabość w tym, iż posiadał coś czego ona bardzo pragnęła, za co nie potrafiła mu zapłacić. Była to największa wada człowieka, któremu nie zależy kompletnie na niczym.- Słyszę o wykształceniu podlegających Pani ludzi, ale nie wyjawiła mi Pani, skąd je posiadają. Nie uwierzę, że podczas życia na pustyni ktokolwiek jest w stanie stać się specem w jakiejś zaawansowanej dziedzinie.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
