Atmosfera między nimi całkowicie rozluźniła się dopiero po południu, kiedy oboje siedzieli w części Aster, którą Jiwoong wybrał jako swoją ulubioną. Uważał bowiem, że dobrym pomysłem na przełamanie lodów będzie pokazanie odrobiny siebie dla chłopaka, który na razie podchodził do niego ze sporym dystansem. Zabrał więc Hongjoonga do szklarni, gdzie hodowano w mieście różnego rodzaju rośliny. Pośród przestrzeni przeznaczonych na warzywa, owoce, zboża, czy przyprawy, jedna sporych rozmiarów, szklana konstrukcja przeznaczona była tylko i wyłącznie na różne gatunki kwiatów. Woong, zanim zatrudniono go na pełen etat w klinice, pomagał w dbaniu o ten zakątek. Większość pracujących tu osób koncentrowało się na produktach stanowiących pokarm dla mieszkańców, toteż pozwalano Jiwoongowi przesiadywać tu w samotności i robić z tymi ogrodami, co mu się żywnie podobało. Kochał tu przychodzić, jak miał na głowie coraz więcej obowiązków, pojawiał się tu znacznie rzadziej, czego potwornie żałował. Nadal jednak co drugi weekend zaglądał do swoich róż, goździków oraz lilii. Uwielbiał ten zapach, który uderzał go w chwili przekroczenia progu. Uwielbiał lekko wilgotne powietrze oraz ciszę, jaka tu panowała. Dlatego miał nadzieję, że Hongowi także się tu spodoba.
Gdy tylko Joong przekroczył próg tego dziwnego obiektu, znajdującego się na samych obrzeżach osady, graniczącego z pustynnym, dzikim krajobrazem, nie potrafił wydusić z siebie słowa. Rozglądał się z zapartym tchem, nie potrafiąc nadziwić się tym budzącym skrajne emocje widokiem. Znajdowali się na parterze Aster. Szklane ściany pokazywały piaszczysty pejzaż rozciągający się dookoła. Nie wyglądał tak przerażająco, jak obrazy, które pokazywał mu Hanbin. Nie była to całkowicie surowa, targana żywiołami kraina, choć wciąż kontrastowała z wypełnioną życiem szklarnią. Dwudziestolatka otaczały wijące się pod sufit pnącza, intensywnie zielone liście tworzyły korony tuż nad jego głową. Pączki kwiatów, różnych rozmiarów i barw, wystawały nieśmiało ponad cienkie łodygi. Niektóre rosły przy samej ziemi, zaś inne pięły się ku górze, zrzucając swe płatki na wąską ścieżkę prowadzącą między donicami. Była to prawdopodobnie najpiękniejsza sceneria, jaką Kim zobaczył w całym swoim życiu. Nawet piękniejsza od wcześniej odwiedzonej przez nich biblioteki. Choć bywał w zatłoczonych rejonach tego specyficznego miasta-państwa i stykał się bezpośrednio ze zgiełkiem towarzyszącym setkom, a może tysiącom spieszących się ludzi, to tu pojęcie "życia" wydawało mu się najpełniejsze. Żywe kolory, nieokiełznany chaos, który nabierał sensu z każdą sekundą tutaj spędzoną. Przypomnienie, jak kiedyś wyglądała ich planeta, zanim ten gatunek jej nie zniszczył. Ilość bodźców, jakie go dotykały z każdym przemierzonym krokiem, a zarazem poczucie, że żaden z nich go nie męczy. Cisza, która nie przypominała żadnej innej oraz magia, niemająca nic wspólnego z fantastyką czytanych przez niego powieści. Nieciężko było zgadnąć, czemu Jiwoong go tu przyprowadził, aby stopić lód między nimi.
Hongjoong naprawdę chciał go polubić, lecz pracownicy tego miejsca wysyłali mu sprzeczne sygnały. Oczywiście, był to pewnie jeden z najlepszych dni, jakie spędził w Aster, zaś Woongowi daleko było do chłodu, jakim darzył go zielonooki, aczkolwiek to wszystko mogło być częścią misternego planu, jakiego Hong był ofiarą. Zauważył, że Lee zwraca się do niego jak do kolegi, a nie do podopiecznego. Spostrzegł małe gesty, jakie miały złamać barierę i to sprawiało, iż patrzył na niego jak na zwykłą marionetkę w rękach władz. Gdyby rzeczywiście miała pojawić się jakaś doza sympatii, to nie nastąpiłoby to tak szybko, w ciągu kilku godzin. Joong wiedział, że kazano mu go tak traktować, ale jeszcze nie wiedział po co. Być może był to tylko rezultat jego wczorajszego niezadowolenia z ciągłego zamykania w klaustrofobicznym pokoju i chcieli w ten sposób poczynić miły gest w jego stronę. Nie liczyłby jednak na aż taką życzliwość, stąd zachowanie starszego budziło w nim więcej podejrzeń niż radości.
- Znasz coś poza Aster? Nie zastanawiało cię nigdy, co kryje się za tymi oknami?- dwudziestolatek spytał wreszcie, gdy zatrzymali się przy rządku czerwono-różowych dalii. Joong, choć te były niezaprzeczalnie cudowne, skupiał się na tym, co jego oczy widziały w oddali. Na nieokreślonym punkcie w przestrzeni, gdzie mógł znajdować się jego prawdziwy dom. Jeśli taki istniał, jeśli taki kiedykolwiek miał, jeśli zdarzyło mu się go tak nazwać, zanim tu przybył.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
FanfictionDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
