Yunho wrócił na salę z ciężkim, drżącym oddechem oraz rozbieganym wzrokiem. Nie było tak, że ta spowiedź coś mu udowodniła. Przede wszystkim wyciągnęła na wierzch emocje, które usilnie starał się zakopywać, żeby chociaż sprawiać wrażenie normalnego funkcjonowania. Czuł na sobie spojrzenie Mingiego, który z pewnością miał do niego wiele pytań, na które Jeong nie zamierzał odpowiadać. Drżącą dłonią chwycił klamkę do toalety, po czym się w niej zatrzasnął, pozwalając aby wszystkie te negatywne wspomnienia oplotły się wokół jego ciała, sparaliżowały jego słabe mięśnie oraz wrażliwy umysł. Osunął się przy ścianie. Dopiero po minucie zorientował się, że łzy ściekają mu z oczu. Wszystko co trzymał w sobie wyszło na zewnątrz. Nie pojmował, jak mógł doprowadzić się do stanu, w którym nie jest w stanie nad sobą zapanować. Płakał, ale nie było ku temu jednego konkretnego powodu. Nie wskazałby na jedną myśl, która przejmowała jego skupienie. Znów czuł się tak, jakby stanął obok i obserwował obcego chłopaka, który absolutnie sobie nie radzi. Chłopaka zagubionego, osamotnionego, opanowanego przez złość, zdezorientowanie, przeszywający smutek i strach. Najgorsze było to, że nie potrafił pozbierać wszystkich swoich lęków do kupy, opisać ich tak, aby wreszcie zacząć sobie z nimi radzić, krok po kroku. Nawet nie był do końca pewny, co się z nim dzieje. Był to przerażający moment, gdzie zaciskał pięści na puklach swoich włosów, mając nadzieję, że zaraz się uspokoi. Ból głowy stawał się nieznośny, a przedziwna fala słabości nie ustępowała, wpędzając go w jeszcze podlejsze samopoczucie.
Ktoś zaczął pukać w drzwi. Powtarzał jego imię, powoli i łagodnie, przywołując go do rzeczywistości. Chwilę to zajęło, zanim Yunho zorientował się, kto go woła. Nie panował nad swoimi odruchami. Może nawet nie wiedział, co robi, kiedy podczołgał się do progu i odblokował zamek.
Mingi powoli wszedł do środka. Słyszał wcześniej łkanie dochodzące z łazienki i po prostu nie potrafił pozostać obojętny na cierpienie Jeonga. Sam nie był już pewny, co między nimi było i czy kiedykolwiek ich relacje wrócą na właściwy tor, natomiast nie umiał całkowicie się odsunąć od jasnowłosego. Widok Yunho zalanego łzami, zrozpaczonego oraz wykończonego wszystkimi ostatnimi zdarzeniami, był dla Songa niesamowicie mocnym ciosem. Jeszcze gorsza była świadomość, że dołożył cegiełkę do stopniowego wyniszczania blondyna. Wiele by teraz dał, aby cofnąć czas, zbudować wszystko od nowa, znając już przebieg wszystkich zdarzeń. Może winą było to, iż wciąż byli dziećmi. Dziećmi, które nigdy nie nauczyły się tworzyć zdrowych relacji, ale z łatwością lokowały swą miłość w drugiej, często obcej sobie osobie. Tak było z nimi i widząc siebie nawzajem, odczuwali żal, bo ciężko nie żałować potencjału takiej przyjaźni, która teraz mogłaby okazać się ich największą siłą.
Uklęknął tuż przy Jeongu, nie mając pojęcia, co powiedzieć. To, że gdyby mógł, przejąłby cały jego ciężar na własne barki? To, że nigdy nie chciał go zranić? To, że obawy powstrzymywały go od działania i tak naprawdę nie jest tak złym człowiekiem, za jakiego go postrzega? To, że nie ma sekundy, w której by o nim nie myślał? To, że tęskni z każdym dniem coraz bardziej, aczkolwiek nie potrafi ubierać emocji w słowa? To, że cierpi tak samo jak Yunho, ale przeżywa to w inny sposób, choć obojgu łatwiej byłoby gdyby przechodzili przez to razem? To, że naprawdę szczerze go pokochał, tylko że będąc tchórzem, boi się nawet obietnicy szczęścia? To, że Yunho był dla niego nadzieją, która teraz gaśnie, więc nie wie, jak poradzi sobie, kiedy pójdą różnymi ścieżkami? To, że nienawidzi widzieć go przygnębionego? To, że jest przy nim i zostanie, jeśli tamten tylko mu pozwoli? A może powinien już milczeć, bo w sercu starszego był od dawna martwy.
Położył mu dłoń na ramieniu, chociaż nie był przekonany na ile może sobie pozwolić, aby nie spłoszyć drugiego. Wtedy dopiero Yunho rozwarł powieki i spojrzał wprost na niego, sprawiając, że Song wziął głęboki wdech. Spodziewał się, iż tamten wyprosi go z pomieszczenia. Ostatnio nie chciał go widzieć. Spędzanie każdej chwili razem było dla niego torturą. Pragnął odseparować się od niego, zapomnieć, a zmuszali ich do obcowania ze sobą każdego dnia i pamiętania, co ich połączyło. Był to jednak inny wzrok. Nie wypełniała go nienawiść, którą ostatnio tak ostentacyjnie darzył Songa. W błyszczących ślepiach malowała się przede wszystkim desperacja, rozpaczliwa prośba o pomoc, gdyż Jeong także się pomylił. Nie dał rady radzić sobie z tym wszystkim sam.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
Fiksi PenggemarDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
