- Jak się nazywasz?- wydukał San, podnosząc się z ziemi. Tamten wciąż patrzył na niego przerażony, licząc się z tym, że zaraz może umrzeć. Choi sprawiał wrażenie niewzruszonego, szorstkiego mężczyzny. W tamtym świetle, mógł wyglądać na starszego, bardziej dojrzałego, czym budził grozę. Hwa także po raz pierwszy obserwował go równie skupionego. Machnął ponaglająco dłonią w kierunku szatyna, domagając się odpowiedzi.
- Sung Yujin.- odparł, przekonany, iż mogą to być jego ostatnie słowa przed strzałem. Nie przekazał im przecież żadnych istotnych informacji. Przynajmniej nie takich, które miałyby szansę go uratować. Smutnymi oczami wpatrywał się w postacie zgromadzone dookoła, zatrzymując wzrok na Hwie, który wciąż trzymał broń. San podszedł bliżej Parka, ale ten natychmiast zaczął kręcić głową.
- Nie zrobię tego.- zarzekł się, przypuszczając że drugi poleci mu zabić chłopaka. Był w stanie siedzieć tu do rana, analizować wszelkie możliwości, szukać rozwiązań, natomiast nie wyobrażał sobie odebrać mu życia. Był w tym zdeterminowany, więc nawet nie interesowało go, co w tym temacie ma do powiedzenia reszta jego grupy. Nie chodziło o bycie miłosiernym. Zło nie powinno być wybiórcze, a ludzie nie powinni decydować, kto zasługuje na przetrwanie, a kto nie, aczkolwiek Hwie o wiele łatwiej przychodziło zabijanie starszych. Wiązało się to z większym wyzwaniem, gdyż zazwyczaj były to osoby doświadczone, sprawniejsze fizycznie, niemniej zbyt dużo samego siebie dostrzegał w takich jednostkach, jak Yujin. To nie pozwalało mu wcisnąć spustu.
- Rozwiąż go.- poprosił cicho San, bez tej napompowanej wzniosłości, bez zamiaru wystraszenia kogokolwiek. Wrócił do bycia Sanem, którym był jeszcze kilka godzin temu. Niezwykle wiele masek miał ten człowiek, co było dla Hwy nowością. Czuł, że nadchodzące doby pozwolą mu poznać go znacznie lepiej niż w ciągu trwania projektu.
- Nie możemy. Oni znają pustynię, jak własną kieszeń. Jeśli puścimy go wolno, powiadomi resztę obozu i będziemy mierzyć się z całym tabunem jego sprzymierzeńców. Niech te niewinne ślepia was nie zwiodą. Mogą nie mieć pistoletów, lecz w dalszym ciągu jesteśmy na ich terenie.- odezwał się Minjae, usłyszawszy ich rozmowę. Choi spojrzał na siwowłosego z pewną dozą irytacji.
- Nie puścimy go wolno, dla twojej wiadomości. Zabiera się z nami.- uznał, wzruszając ramionami. Tym razem, zarówno Kim, jak i Hwa zamarli w szoku.
- Moment, moment...- Seonghwa masował sobie czoło, próbując pojąć logikę Sana, co przychodziło mu z trudem, bowiem nie dość, że był potwornie zdenerwowany, to jeszcze na dodatek wykończony przebiegiem ostatniej doby. Za niczym nie tęsknił tak, jak za małym ciemnym pokojem, gdzie zamknięty był sam z własnymi myślami.- Dlaczego mielibyśmy go przygarnąć? Nie mamy miejsca, zapasów, siły, żeby męczyć się z jeszcze jednym członkiem grupy. Ja już ledwo z wami wytrzymuję. Nie będę niańką kolejnego dzieciaka.
- W takim razie, możemy go zamordować, tak jak resztę. Patrz, jak tamtemu pięknie sączy się krew z ucha. Mhm, a może poderżnąć mu gardło. Tego jeszcze dzisiaj nie robiliśmy. Tak powoli, żeby na pewno przyjrzał się swojemu oprawcy. Nie ma nic lepszego o poranku niż świeży trup w promieniach słońca, który następnie wysusza się na nim, wraz ze ściekającą z niego posoką. Jakieś zwierzęta może zdążą nażreć się padliną. One pewnie nie będą się zastanawiać, czy zajadają się uroczym nastolatkiem, czy pięćdziesięcioletnim facetem.-
- Przestań.- westchnął Hwa.- Naprawdę nie ma innych opcji?
- Jeśli go tu zostawimy, to najpewniej pobiegnie do swojej rodzinki i opowie o tym, co tu zaszło. Jeszcze przed południem natkniemy się na nieprzyjemnych koleżków, którzy zechcą nas ukarać za wybicie czwórki z nich. Istnieje także scenariusz, w którym nie uwierzą w opowieści chłopaka, a za kłamstwa, tchórzostwo oraz zdradę, przebiją go jakimiś maczetami, czy innym cholerstwem.- San uśmiechnął się sarkastycznie. Seonghwa chyba już wolał, kiedy był bezuczuciowym gnojem.- Jakby zdecydował się uciec ze swojego klanu, to również nie wróżę mu świetlanej przeszłości. Zerknij na niego i przekonaj mnie, że przeżyłby w pojedynkę dłużej niż tydzień.
CZYTASZ
ASTER | Seongjoong
Fiksi PenggemarDruga część SPLIT Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy jak ogromny jest świat i jak wiele mniejszych światów mieści w sobie. Chociaż czasem chciałoby się ot tego ogromu uciec, zamknąć w małym ciemnym pokoju, z kanapą, odtwarzaczem oraz tymi piękny...
