Lament

35 3 4
                                        

Serce moje krwawi, wydarte z mej piersi
Dłonią, która miała przynosić pieszczotę
Lord, któremu wierność przyrzekamy pierwsi
Pierwszych nas ukarze za naszą głupotę

Święta naiwności! Czegoś ty szukała
W jego oczach z lodu, w jego ustach krwawych?
Czemuś poszła, głupia, za szaleństwem ciała
Dała się omotać pragnieniu zabawy?

Nie było miłości w tamtych durnych schadzkach
Tylko smycz u mojej szyi uwiązana
Do twej ręki wiodła, najgorsza zasadzka
Byłam na skinienie z wieczora do rana

Kiedy powiedziałam, że chcę oddać życie
Za ciebie, to chciałam zginąć jako żołnierz
Walcząc za twą sprawę, jawnie czy ukrycie
A nie z twojej ręki, jak zdrajca na wojnie

Gdy rzuciłam wszystkie siły na twych wrogów
Ty mnie dźgnąłeś nożem w odsłonięte plecy
Dzisiaj cała we krwi klęczę na twym progu
Żebrząc twej litości jak chromi, kalecy

Ale ty nie spojrzysz nawet na me rany
I łzy nie uronisz nad moim cierpieniem;
Zbyt wygodny jest ten z potu, krwi odlany
Tron, który zdobyłeś moim poświęceniem

ŚnieżynyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz