Zgliszcza

31 3 6
                                        

Błękit nieba przywołuje smak popiołu w moich ustach,
promień słońca jak płomienie. Pośród mego życia zgliszczy
idę; moje nagie ciało miga w nieskończonych lustrach,
obłąkane, czeka aż ktoś ten ostatni bastion zniszczy.

Smukłe baszty i iglice, złote gzymsy i kolumny;
teraz wszystkie osmalone i strzaskane w gruzach leżą
Jeszcze wczoraj w głównej sali lud ucztował liczny, dumny,
dziś wiatr hula po komnatach, gwiżdżąc pod złamaną wieżą.

Jeszcze wczoraj - adamaszek, muślin, tafta, gronostaje,
purpurowy płaszcz królowej, złoty puchar z grawerunkiem;
dziś kurz tylko moją skórę kryje, niczym na wystawie!
Ust spierzchniętych miłość nie tknie, choćby marnym pocałunkiem.

I wciąż nie wiem, kto to zrobił: kogo winić za tę stratę?
Ja trzymałam tę zapałkę i potarłam nią o draskę,
lecz to ty ją wytrąciłeś z mojej ręki, choć mym bratem
miałeś być prócz krwi we wszystkim; czym popadłam w twą niełaskę?

W moim zamku twoim miejscem był tron króla, a w mym kraju
twoje słowo było prawem, choć należał przecież do mnie;
i tym słowem obróciłeś w niwecz mój okruszek raju,
który wzniosłam na cześć twoją, o jedności marząc płonnie.

Słyszę śmiech; zamykam oczy, lecz nawet pod powiekami
widzę pożar, co pochłonął moją przyszłość i me życie.
Całą mnie na węgiel spalił, wraz z wszystkimi marzeniami,
i zostało tylko nagie mych żałosnych mąk odbicie.

Wciąż nie wierzę; nadal szukam dawnej chwały i spełnienia!
Z dumnej damy dziś w żebraczkę, a z królowej - w pośmiewisko
mnie zmieniłeś - czy ja siebie? Ach, to nie ma już znaczenia,
kiedy spłonął świat muśnięty tylko jedną małą iskrą.

ŚnieżynyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz