Lecimy w kosmos! - mówię z ambony
Teraz najlepszy ludzkości czas
Mamy rakiety, AI i drony
Póki nie skończą się ropa i gaz
Mamy internet, który wyzwala
Nas z oków czasu, przestrzeni, ciał
Jedno kliknięcie miłość obala
Fora i gierki, medialny szał
Mamy lekarstwa na te choroby
Co kiedyś cięły ludzi jak sierp
Windy dla wózków, ruchome schody
Zrównane płace i wszystko fair
Schodzę z ambony, widownia klaszcze
Za oknem szary się snuje smog
Pędzą w tunelu otwartą paszczę
Tiry i jeepy przez wczesny zmrok
Kasuję bilet, jadę tramwajem
Wracam do klitki dwa na dwa
Nawet nie własnej, lecz na wynajem
Co już do końca życia trwa
Wyraz nadziei zmywam z mej twarzy
Watą i mleczkiem eco style
Stek z mikrofali w usta mnie parzy
A w wiadomościach Epstein Files
Przełączam kanały na pilocie
Rakiety lecą na Iran, Krym
W smoleńskim grzebią znów samolocie
I znów nad jakimś lasem dym
Zasypiam pośród świateł ekranów
I znów się budzę tak bez sił
Robot złożony z kości, organów
Człowieka, który kiedyś żył
CZYTASZ
Śnieżyny
PoesíaW trzewiach ziemi przebudzona, zobaczyłam złoty kwiat Usłyszałam pieśń syrenią, wyszłam w doskonały świat Gniazda ptaków rozkwilonych, kępy zzieleniałych drzew A nad nimi niósł się nocny, z gwiazd pędzony, srebrny śpiew - "Przebudzenie" I śmiejcie s...
