Bèrnat zatrzymuje się niedaleko Parlamentu. Widzę, że rany mu dokuczają, ale nie jest tak blady jak wcześniej.
Parlament to najlepiej zachowany budynek w Budapeszcie z tego, co dzisiaj widziałem. Owszem, nosi ślady jakiejś wielkiej walki lub bitwy (nadal nie wiem, co tutaj się wydarzyło, gdy byłem w domu Bèrnata i w lesie) ale w porównaniu do zoo albo zamku wygląda na niemal nietknięty.
Już kilkanaście metrów od bramy stoją żołnierze. I to o wiele więcej niż na moście. Na mundurach mają amerykańskie flagi. Czterech z nich podchodzi do nas, gdy wysiadamy ze Zgnilizny.
- This is closed zone - mówi ten z kędzierzawymi włosami. Wygląda na dowódcę.
- I... I know but we have a werewolf. - Mam nadzieję, że mój angielski nie jest najgorszy.
Dowódca odwraca się do żołnierzy i coś mówi. Jeden z nich - niski z czarnymi włosami - podchodzi do mnie i zaczyna łamanym węgierskim.
- Gdzie on? - pyta. Wskazuję na Nadę, która wysuwa się do przodu i staje obok mnie. - Scan her.
Dowódca wyciąga taki sam skaner jak żołnierz na moście. Kręcę gwałtownie głową.
- It didn't work. One soldier tried but it didn't work.
Dowódca marszczy brwi i mimo moich słów skanuje Nadę. Wzdycham ciężko i odwracam się w stronę żołnierza mówiącego po węgiersku.
- Powiedz mu, że to na nią nie działa. Ona jest inna. Tak jakby w części zdrowa. O tym właśnie chcę pogadać z lekarzem.
Żołnierz kiwa głową i mruczy pod nosem, że nie jesteśmy na "ty". Dowódca po cichu naradza się z resztą. Po kilku minutach wyciąga jakiś papierek i wręcza mi go.
- You can go. It's your permission.
Odwracam się w stronę Viktora i Bèrnata, który wygląda, jakby nie nadążał za naszą rozmową.
- Mówi, że możemy iść. Mam pozwolenie. - Pokazuję mu papierek.
Ruszam do bramy i pokazuję żołnierzowi, który pilnuje wejścia, papier od dowódcy. Ogląda go, a potem nas puszcza. To samo powtarza się przy drzwiach i w środku.
Na parterze zatrzymuje nas kobieta. Biała koszula i ołówkowa spódnica opinają jej ciało. Szpilki stukają, gdy do nas idzie.
- W czym mogę pomóc? Gdzie się państwo kierujecie? - pyta po węgiersku.
- Mamy wilkołaka. I chciałbym porozmawiać z lekarzem albo kimś odpowiedzialnym za badania.
Woła jednego z żołnierzy. Na jego mundurze jest flaga Węgier. Chwilę szepczą do siebie i kobieta odwraca się z powrotem do nas.
- Sierżant Mayers was zaprowadzi.
Idziemy za nim na górę. Zakładam, że zmieniono wystrój Parlamentu na potrzeby badań. Gdy idziemy jednym z wąskich korytarzy, słyszę głuche warczenie, drapanie i wycie.
Jeden dźwięk jest niepokojąco blisko. Wydaje mi się, że sierżant idący z przodu go nie słyszy.
Odwracam się i staję oko w oko z rudym wilkołakiem. Krzyczę do żołnierza i wyciągam Glocka. Widzę, jak szykuje się do skoku. Ma obłęd w oczach. Bez namysłu strzelam.
Jeszcze zanim kula doleci, wilkołak zamienia się w rudą kobietę - a raczej dziewczynę. Jej ciało pada bezwładnie na podłogę. Wokół jej nagiej skóry tworzy się kałuża krwi.
Widzę jej nieruchome, szklane oczy i młodą twarz. Nie mogła być wiele starsza niż ja - może nawet jest troszkę młodsza. Jej usta przez chwilę drżą, zanim na dobre znieruchomieją. Udaje mi się usłyszeć kawałek tego, co mówi.
- ...przepraszam.
Opadam na kolana i wymiotuję. Jestem mordercą.
![](https://img.wattpad.com/cover/132095721-288-k983072.jpg)
CZYTASZ
Cienie
WerewolfRozpoczął się koniec ludzkości. Nie było to coś, czego dokładnie spodziewali się fani science-fiction. Nieznany wirus atakuje ludzi w sile wieku. Nigdy nie dotyka osób poniżej dwudziestu lat i powyżej czterdziestu. Pierwsza Faza: apatia. Zarażeni s...