Pierwsze, co stamtąd pamiętam, to ciemność. Było ciemno. I zimno.
Nie wiedziałam, co tam robiłam, ani jak się tam znalazłam. Ja tam porostu byłam, w długiej, ciemnej sukni, w otoczeniu cieni Zakazanego Lasu.
Byłam w jego sercu. Wokół mnie chodziły małe jednorożce, a ich mamy w spokoju odpoczywały pod drzewami. Słońce, jakie przedzierało się przez korony, miało dodawać miejscu charyzmy oraz uroku.
Jednak czułam, że coś jest nie tak.
Ze skupieniem patrzyłam na to wszystko. Scena jak z bajki, ale czy napewno? Zdawało mi się, że za moment znikąd wyskoczy jakiś potwór.
Nie mogłam się poruszyć, a jedynie obserwować. Jakbym była tylko widzem całego zdarzenia. Do tego nie mogłam nic powiedzieć. Było to cholenie wkurzające, ale postanowiłam tego nie komentować...
Aż nagle wszystko ucichło. Kompletnie! Zwierzęta wstały, spłoszone krokami. Sama nieźle się wystraszyłam, choć nie mogłam tego okazać.
Czułam, że to nie wróży nic dobrego.
W ciszy czekałam na rozwój wydarzeń.
Zza pni drzew wychodziły jakieś postacie. Miały na sobie czarne szaty do ziemi, a maski zasłaiały ich twarze. To sprawiło, że dostałam palpitacji serca. Oni nawet nie wyglądali, jakby byli po stronie dobra. Przez maski nie umiałam odczytać, czy dana osoba to kobieta, czy mężczyzna.
Przechodzili obok mnie i przeze mnie, ale zdawali się tego nie czuć. Ja w sumie też, choć nadal nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Tego wogóle się nie spodziewałam, a ucieczka z tego miejsca graniczyła z cudem.
Wszyscy stanęli przy jednym z wyższych i bardziej poniszczonych drzew, a istoty, jakie tamto miejsce oblegiwały, dawno uciekły.
Było cicho.
Wtem z wielkiego drzewa wydarł się skrzek, niesamowicie podobny do odgłosu nietoperza, choć o wiele głośniejszego. Z niepokojem wypatrywałam istoty. Napewno była duża a, a ja napewno nie powinnam tam być.
Wreszcie z pnia coś wyszło. COŚ. Nie umiem tego wam nazwać, ale napewno cholernie się tego bałam.
Miało długie, zgniłozielone nogi, które nie posiadały palców, a jedynie dwie ostre ich części. Ogólnie było wysokie, a jego ciało nie cechowało się najlepszym kolorem. Skóra była jak u jaszczurki, ale nie była to jaszczurka. Wiecie, może 2.50, może 3, a może jeszcze więcej wysokości.
CO TO DO JASNEJ CHOLERY BYŁO?!
Ale na tym się to nie kończyło. Istota miała wysoką, prostokątną twarz, z której góra była wyższa od dołu. Usta były małe.
Do tego postać posiadała na plecach długie, ostre skrzydła, zupełnie, jak u... A bo ja wiem, dużego komara? Całość komponowała się masakrycznie, aż trudno było patrzeć.
Istota zleciała na dół, a ja, jakbym mogła cofnęłabym się do tyłu. Ale nie mogłam się poruszyć, a jedynie patrzeć.
Osoby mówiły coś do wyższej. Ta obróciła głowę w ich stronę, chyba słuchając albo raczej sprawiając takie wrażenie. W tym czasie zastanawiałam się, czy ona jest zwierzęciem Zakazanego Lasu.
Wreszcie ucichli, czekając na reakcję istoty. Ta nie atakowała ich, była potulna jak baranek. Jednym mocnym ruchem skrzydła rozsadziła korę drzewa, w jakim prawdopodobnie mieszkała. Wstrzymałam oddech, widząc, co, a raczej kto jest w środku.
-Aaaaa!!! - podniosłam się z łóżka z cichym okrzykiem.
Byłam kompletnie spocona, krótkie kosmyki przylepiły mi się do twarzy. Oczy nie mogły się na niczym skupić, a ciało drżało. Sparaliżował mnie strach. Przed tym, co mi się śniło i wiadomość, że może być to prawdą.
CZYTASZ
RESPECT | james potter
Fanfiction-James, kretynie od siedmiu boleści, oddawaj moją różdżkę. -Też cię kocham! Chaotyczna historia o Gryfonie i Ślizgonce, którzy kompletnie do siebie nie pasowali. Oczywiście oprócz kiełkującego uczucia ich życie pełne było potworów, czarnoksię...
