Rozdział 66 - "Nieplanowane Olśnienie"

591 35 4
                                        

Nancy POV

Dni w szkole mijały. Zaczęłam przygotowania do egzaminów. Siedziałam w bibliotece dodatkowe godziny, byle tylko nadrobić materiał i zdać SUM-y. Oprócz tego myślałam też nad moją współpracą z Potterem. Co jakiś czas spotykaliśmy się i wymienialiśmy spostrzeżeniami na temat naszych przyjaciół. Oni ewidentnie coś ukrywali. Jak mogłam być tak głupia i na początku tego nie zauważać?!

-Wiem, że pewnie już i tak się tym stresujesz - zaczęła Narcyza, wyrywając mnie z zamyślenia. - Ale... Kiedy odbędzie się pierwsze zadanie?

Ah, no tak. Zapomniałam.

Jeszcze Turniej Trójmagiczny.

-Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami. - Nie powiedziano nam, na czym będą polegać zadania, a więc i tak nie mam jak się do tego przygotować. Powtarzam podstawowe zaklęcia i trochę ćwiczę.
-Ale to będzie ekscytujące! - zawołała Andromeda, a widząc moje przerażone spojrzenie, dodała - O... Przepraszam.
-Sądzisz, że wygrasz?
-No pewnie - skłamałam. - W końcu cały mój dom na mnie liczy.
-Dokładnie! - usłyszałam krzyk Bellatrix z łazienki.
-Chłopcy z Durmstrangu wyglądają naprawdę groźnie - przyznała Narcyza. - Trochę się ich obawiam.
-To tylko tępe kupy mięsa, nie ma się czego obawiać - "Tak, jest się czego obawiać!" krzyknęłam w myślach. "Zmiażdżą mnie jednym uderzeniem!"
-Mam dość stereotypów, że Ślizgoni to tchórze - syknęła Andromeda. - Cieszę się, że się zgłosiłaś. Utarłaś nosa Gryfonom!
-Ale oni też mają zawodnika - przypomniałam.
-Na serio myślisz o Potterze jak o zawodniku? Godnym rywalu? - spytała Bella, jaka właśnie wyszła z łazienki.
-A skoro już o tym mowa... Potter często się tutaj kręci - zauważyła Andromeda, a mi serce podskoczyło do gardła. - Ciekawe, czego tu szuka...
-Pewnie kłopotów - warknęłam. Podniosłam się. - Idę do biblioteki.
-Przecież byłaś dzisiaj w bibliotece - zdziwiła się Narcyza.
-Ja... Zapomniałam podręcznika. Pójdę go tam poszukać.

Ulotniłam się z dormitorium, a później z Pokoju Wspólnego. Czasami Ślizgoni mnie przytłaczali. Ich sztuczne uśmiechy, chociaż wszyscy wiedzą, że i tak nie życzą komuś dobrze. Poklepywanie po ramieniu, chociaż w krytycznej sytuacji wbiliby komuś nóż w plecy. Czasami napadała mnie myśl, czy siostry Black nie są zamieszane w te całe przekręty i kłamstwa. W końcu są w tym idealne i nie dają po sobie poznać, że coś się zmieniło.

Kiedy dotarłam do biblioteki, było południe. Niedziela mijała mi żmudnie i powoli, zdawało mi się, że idę pod prąd wielkiej rzeki. Każda sekunda zdawała się trwać wieczność. Nie wiedziałam, czy to skutek długich godzin nad książkami czy może stresu, który mnie nie opuszczał.
Usiadłam przy stoliku, odsuwając się od ludzi. W środku było zaskakująco dużo osób jak na to, że był weekend. Do tego było dość ładnie i naprawdę żałowałam, że nie wyszłam z zamku.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy zauważyłam przede mną mój podręcznik z eliksirów. Faktycznie go zapomniałam - musiałam go tam zostawić. Chciałam uderzyć się dłonią w czoło, ale jedynie westchnęłam przeciągle i ukryłam twarz w dłoniach. Czułam się przemęczona. Miałam ochotę wpaść do swojego dormitorium, rzucić się na łóżko i nigdy z niego nie wstać.

Kątem oka zauważyłam, że o półkę za mną opiera się jakaś postać. Po chwili rzuciła, niezainteresowanym, lekceważącym tonem:

-Wszystko w porządku, Evans?

Spojrzałam na ów osobę - James czując mój wzrok także na mnie zerknął. Ramiona miał skrzyżowane i wyglądał tak, jakby znalazł się tam kompletnie przypadkiem. Ale ja wiedziałam, że mnie szukał. Głos miał sztucznie obojętny, chociaż chciał ode mnie informacje.

-Nic mi nie jest - westchnęłam, nie mogąc się opanować. - Co tutaj robisz?

Potter rozglądnął się i usiadł naprzeciwko mnie.
-Muszę Ci coś powiedzieć.
-Co takiego? - zmarszczyłam brwi, starając się nie zwracać uwagi na to, jak absurdalnie blisko usiadł.
-Miałem naprawdę dziwny sen.
-Czy ja ci wyglądam na wieszczkę? Idź do Trelawney, ona wywróży ci czy umrzesz dzisiaj, czy jutro - prychnęłam.
Ku mojemu zdziwieniu James złapał mnie za nadgarstki i nadal hardo na mnie patrzył.

-Nic nie rozumiesz - wymamrotał. - W tym śnie byłaś ty. I ten sen był zdecydowanie zbyt realistyczny, aby był nieprawdziwy.
Poczułam, że zmroziło mi krew w żyłach. Wyrwałam ręce z jego ucisku, masując je.
-Nie dotykaj mnie - warknęłam. W głowie miałam jednak swój własny sen z Jamesem w roli głównej.
-Byliśmy w jakieś puszczy - nie zwrócił uwagi na moją reakcje. - To było naprawdę dziwne. Otworzyliśmy coś na wzór grobowca albo świątyni. Razem.
-Co ty gadasz? - przełknęłam ślinę. Puszcza. On ten miał sen o tej przeklętej puszczy!
-Mówię prawdę - zapewnił. - Był tam Syriusz, Remus, Lily...
-I Regulus? - dokończyłam za niego. Jego błękitne oczy zdawały się nagle zabłyszczeć. - I była tam wielka góra z dziurami?
-Skąd ty to wiesz? - spytał zdziwiony.
-Mi też się to śniło - skwitowałam. - Ta puszcza. I ty.
-Śniłem ci się...? - momentalnie James zamienił się w śmieszka i zaczął sugestywnie poruszać brwiami. Zmroziłam go wzrokiem, a on nadal miał to samo spojrzenie.
-James, ogarnij się! - warknęłam. - Mówiłam o tym, że ty też byłeś w tej puszczy.
-Yhm - mruknął, a ja miałam ochotę zdzielić go po twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że w tak krótkim czasie James z poważnego chłopaka zamienił się w małe dziecko. Trochę tak, jakby w jednym ciele żyły dwie jego osobowości...

Nagle mnie olśniło.

-Potter! - zerwałam się na nogi i spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Przestał się śmiać i zmierzył mnie wzrokiem.
-Co...?
-Mam pewną teorię - wydusiłam. - Ona jest naprawdę realna.
-To powiedz o co chodzi!
-Czasami zachowujesz się normalnie, jak ty... Znaczy jak palant - poprawiłam się. - A czasami jak odpowiedzialny człowiek. Jak inna osoba. A co, jeśli my byliśmy w tej puszczy i to dlatego czasami zachowujemy się inaczej?
-Co chcesz przez to powiedzieć?

Złapałam go za ramiona, potrząsając nim ożywiona.
-Że podczas pobytu w tej puszczy się zmieniliśmy! Na lepsze! To właśnie dlatego ja czasami przestaje cię nienawidzić, a ty zachowujesz się poważnie!
-Czyli jesteśmy absolutnie pewni, że nasi przyjaciele nas okłamali - mruknął, a ja puściłam go.
-To już było wiadome. To był cały spisek, zadanie z góry.
-Z góry? - zdziwił się.
-Od kogoś rangę wyżej - sprostowałam. - Gdyby to był ich pomysł, wpadliby znacznie wcześniej. To musiał zlecić im jakiś nauczyciel albo... Dyrektor.
-To kompletnie szalone - przejechał ręka po włosach. - To... Co robimy?
-Jeśli moja teoria jest słuszna, musimy odnaleźć "tamtych" siebie - pokazałam w powietrzu znak cudzysłowiu. - I przywrócić wszystko do normy. Skoro przez dwa lata nie spaliśmy, to musiało wydarzyć się coś innego.
-Może to wtedy byliśmy w puszczy? - palnął James. Zacisnęłam usta.
-Tego dowiemy się tylko na miejscu. Przykro mi, ale nasza współpraca musi ciągnąć się dłużej.

Zgarnęłam podręcznik i ruszyłam do wyjścia. Kiedy wychodziliśmy, James zawołał:
-Mamy przełom w śledztwie!

_________________

Ludziska, zatrzymajcie się na chwilę!
Pewna wspaniała osóbka, Nerdziara
Zrobiła arta naszej kochanej NANCY! O bogowie, nawet nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłam.
Art przedstawia Nancy w momencie jej życia, w którym jej włosy były ciemne, a ona została obdarzona czarną magią :)

No tylko spójrzcie na to cudo! To jest MAGICZNE!

RESPECT |   james potterOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz