- Witajcie uczniowie ! - McGonagall przechadzała się między nami, ściskając różdżkę w kościstych dłoniach.
- Dzień dobry pani profesor ! - odpowiedzieliśmy chórem.
Jako, iż była to moja pierwsza lekcja z tą nauczycielką, a trzecia w tym dniu, to nie darzyłam jej sympatią. Kobieta wydawała się być za sztywna i sroga, jak na ... nauczyciela transmutacji w szkole magii.
Ławkę dzieliłam na szczęście z Regulusem, z którym swoją drogą złapałam dobry kontakt. Mimo różnej krwi lubiliśmy się, w sumie spędzając ze sobą każdą chwilę. Pasowało mi to, poczułam się tutaj chciana , choć z początku przejmowałam się docinkami starszych kolegów z domu.
- Jestem profesor Minevra McGonagall i będę was uczyć transmutacji... - i tak zaczęła się niezwykle według mnie wciągająca lekcja z tą czarownicą.
Wszelkie wątpliwości, jakie zagdnieździły się w moim umyśle rozwiałe te 45 minut. Naprawdę polubiłam ten przedmiot.
- Halo, ziemia do Nancy! - Black machnął mi parokrotnie przed twarzą, na co spojrzałam na niego zamyślona.
- Odpłynęłaś. - wzruszyłam niedbale ramionami, grzebiąc w moim jedzeniu znużona.
Pośpiesznie oznajmiłam, że idę do biblioteki, opuszczając zatłoczoną WS.
Przemierzałam korytarze, na których stali pojedynczy uczniowie, których głód nie sprowadził na obiad. W większości byli to Krukoni, z nosami w podręcznikach, ale natknęłam się na kilku Puchonów.
Gdy miałam wchodzić do biblioteki, drzwi zostały zamknięte. Westchnęłam.
- Proszę, proszę, Lilka, nie wiedziałem, że zabierasz szaty od Smarkerusa, nie ładnie... - rzesz ty .
James Potter oraz Syriusz Black stali oparci o ścianę, z zadziornymi uśmiechami.
Ta dwójka nie daje mi spokoju, odkąd przekroczyłam mury tego zamku.
A to jakaś głupia doczepka , a to kawał, upokarzający przed połową szkoły. Cudowne...
- Potter , ja jestem Nancy, Lily to Gryfonka, ja to Ślizgonka. DOTARŁO?! - fuknęłam, a na moją twarz wkradł się rumieniec złości.
- Aj już nie udawaj ... - zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Przysięgam.
- Merlinie , odwalcie się ... -
- Ej , Merlina w to nie mieszaj! Nie jest niczemu winny! - pisnął teatralnie James, na co ja zgromiłam go wzrokiem. Co za...
- Ej , spadać, zdrajcy krwi ! - mam mega szczęście...
Regulus, chyba podirytowany starszym bratem stanął przede mną, mordując Gryfonów spojrzeniem. Jak dobrze, że mam takiego przyjaciela...
- Nie ma to jak obrona Gryfonki o poranku... - rozmarzył się ten przygłup ( czyt. James ).
Przeginają.
- Po 1 - jest druga po południu. Po 2 - ja wiedziałam , że jesteście daltonistami oraz debilami poza skalę , ale aż takimi?! - wybuchłam, z widoczną wściekłością.
Machałam rękami, chcąc jakkolwiek ująć w nich kretyńskie zachowanie chłopaków, ale to było niemalże niemożliwe i graniczyło z cudem. Niestety.
Reg nic nie mówiąc złapał mój łokieć, ciągnąc do biblioteki - jedynej kryjówce, do której nie wbędą te barany ( z pewnością z tego powodu , że o niej nie wiedzą ).
Usiadłam z nim przy wolnym stoliku, wyjmując jednym, mocnym ruchem podręcznik do eliksirów.
Nie miałam teraz tej lekcji, ale sama z siebie miałam ochotę o tym poczytać.
Pierwsze 15 minut uszły w kompletnej ciszy, każde z nas było zajęte sobą.
W końcu dotarłam do rozdziału dwudziestego, ale nie miałam już nawet siły spojrzeć na książkę.
Kochałam czytać, ale jak na jeden raz za dużo informacji o tych miksturach.
- Reg? - spytałam, nieświadomie bawiąc się palcami pod stołem.
- Tak? - chłopak nawet nie podniósł wzroku spod obszernego tomu o smokach.
- Dziękuję za pomoc, nie wiem, co by się wtedy stało...
- Ej, od tego są przyjaciele , tak? - posłał do mnie miły, wesoły uśmiech , lustrując mnie spojrzeniem. Oddałam je.
- Eee... Reg... -
- Nie teraz, Nan , daj mi chwilę... -
- Regulisie Arkturusie Blacku, jesteśmy o 3 minuty spóźnieni na zielartstwo! A nie, sory. Cztery minuty. - poprawiłam się.
Rzuciliśmy się biegiem do drzwi, nie chcąc jednak obudzić smoka (czyt. zdenerwować bibliotekarki ) i już mieliśmy pole do popisu.
- To kawał drogi stąd, nie wyrobimy się! - załamałam ręce, truchtając z ciężką torbą na ramieniu.
- Chodź,znam jeden skrót - niespodziewanie skręciliśmy, co okazało się słuszne, gdyż dotarliśmy do wyjścia .
Tam znaleźliśmy naszą cieplarnię, do której cichaczem weszliśmy.
Znawało mi się, że nie zauważono naszej nieobecności. Trudno. Tym lepiej dla nas.
***
- Wow, Nancy, jesteś niesamowita! - krzyknął Black, gdy czarowałam w moim dormitorium.
Moje współlokatorki w większości znosiły moja obecność, ale nie oszukujmy się. Bellatrix Balck ogicjalnie nienawidzi mnie za splamienie godności Slytherynu. Szkoda, bo chętnie bym się z nią zakolegowała.
- Dzięki, Reg, ale ja jeszcze się uczę. W sumie, to nie powinnam dostać tego listu... - mruknęłam, chowając różdzkę do kieszeni szaty.
Chłopak ponownie zagłebił się w swojej lekturze, na co ja uczyniłam to samo.
- Niech to Merlin - zaklnął brunet , patrząc na zegarek i zrywając się jak poparzony - mamy 2 minuty do eliksirów ! - o . nie .
Z opowieści koleżków przyjaciela dowiedziałam się, iż Horacy nie należy do najcierpliwszych, mogłabym rzec, że urazi go nasze spóźnienie. Więc mamy u tego profesora na pieńku .
Z prędkością światła biegliśmy do sali, toteż naprawdę rzutem na taśmę zdążyliśmy z 15-sto minutowym opóźnieniem.
- O, panienka Evans i pan Black raczyli się zjawić! - pychnął Slughorn, nie spuszczając wzroku z kociołka jakiegoś malca z Gryfindoru.
Speszył mnie wzrok całej klasy, ale mimo tego kroczyłam na prostych nogach, ramię w ramię z młodym Blackiem.
Gdy siadałam w drugiej ławce, zatrzynal mnie staruszek.
- Panna Evans ... nie , nie panna , panno...eh... - Lily wstała na prośbę profesora , ale automatycznie zrozumiała, iż chodzi o mnie, więc speszona usiadła.
Ja za to stanęłam przed srogo, ale nadal zabawnie wygladającym profesorem.
- Zapewnie panienka uczyła się, nieprawdaż? -
- Naturalnie - zagięłam go.
Lubiłam dobijać ludzi prawdą, toteż wykorzystałam to na swoją korzyść.
- Em..więc.. - mruczał nauczyciel, ale w porę się ocknął, widząc moje ciekawe, a zarazem przestraszone spojrzenie.
- Więc powiesz mi, Nancy , z czego robi się eliksir ułatwiający sen? -
Hm...eliksir na sen...a no tak, idiotka ze mnie, przecież czytałam o tym jakieś 20 minut temu .
- Głównie ze sproszkowanego rogu dwurożca, ale z czasem dodaje się określone zioła ... - mówiłam cicho, nie chcąc być zbytnio... albo BARDZIEJ widoczna.
Horacy zamilkł, wlepiajac wzrok w moją przestraszoną twarz.
- Wasze spóźnienie zrekompensowała ta odpowiedź . Plus 20 punktów dla Slytherynu. Możesz usiąść. - w duchu skakałam z radości. Opanowana usiadłam obok Blacka , ale ten niestety zauważył moją radość, toteż sam uśmiechnął się pod nosem.
°°°
CZYTASZ
RESPECT | james potter
Fanfiction-James, kretynie od siedmiu boleści, oddawaj moją różdżkę. -Też cię kocham! Chaotyczna historia o Gryfonie i Ślizgonce, którzy kompletnie do siebie nie pasowali. Oczywiście oprócz kiełkującego uczucia ich życie pełne było potworów, czarnoksię...
