~~Ross~~
- Ross, otwórz mi. Możesz być spokojny, ojca w domu nie ma. Jesteśmy sami.
Wstałem z podłogi i zakrwawioną ręką przekręciłem kluczyk w drzwiach.
- Czego chcesz?!- warknąłem otwierając drzwi.
- Boże! Ross!- krzyknęła na widok nadgarstka.
- Skąd w tobie tyle przerażenia?! Przecież od początku wiedziałaś, że to robię!!!
Zaczęła płakać.
- Wiem, że jestem okropną matką, ale... to wszystko przez twojego ojca. Za każdym razem kiedy zamykasz się w łazience po kłótni z ojcem... mam ochotę iść za tobą i cię przytulić... pocieszyć, ale on mi nie pozwala. Mówił, że jak pójdę to, albo zabije mnie, albo ciebie. Ja się go po prostu boje.
- A co ja mam powiedzieć? Przecież to MNIE bije. To ja cierpię.- płakałem jeszcze mocniej.
- Wiem Ross.... Wiem to.- przytuliła mnie.
Zrobiła to pierwszy raz odkąd pamiętam.
Objąłem ją i schowałem twarz w zagłębieniu jej szyi.
- Tak bardzo cię przepraszam.- głaskała mnie po głowie.
Pokiwałem głową.
Puściła mnie, ja ją też.
- Pomogę ci opatrzeć rany.
- Okej.
Usiadłem na wannie, a ona wyjęła z szafki opatrunki i wodę utleniającą.
Na początku wytarła mi krew z ręki, a potem przemyła rany wodą utlenioną. Zabandażowała i schowała rzeczy do szafki. Brudne waciki wyrzuciła.
- Mam coś dla ciebie. Poczekaj.- powiedziała i wyszła z łazienki.
Po minucie wróciła z czarną bandanką.
- Nie wiedziałam jakiego koloru byś wolał, więc wybrałam czarną. To tak, żebyś nie musiał nosić ciągle tych bluz. Wiem, że jest ci wtedy bardzo ciepło.
Przewiązała mi bandankę wokół obwiniętego bandażem nadgarstka.
- Nie zakryje wszystkiego, ale przynajmniej nie będzie się rzucać w oczy.- uśmiechnęła się lekko.
- Dzięki.
- Iii... skoro ojca nie ma w domu to może wyjdziesz i poznasz kogoś fajnego, co?
- Mówisz serio?!- bardzo się zdziwiłem.
- Tak, chciałabym, żebyś w końcu miał jakiegoś przyjaciela.- pomasowała mnie po ramieniu- Ojciec wróci dopiero jutro, więc szkoda byłoby nie skorzystać.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Mamo... czyyyyy.... czy ja mogę ci się do czegoś przyznać?
- Oczywiście... o co chodzi?
- Ale nie powiesz tacie?
- Nie powiem, obiecuje, że zostanie to między nami.
- No... znam już taką dziewczynę.
- Dziewczynę? No proszę. Słucham dalej.
- No... przyjaźnimy się. Ona... też się tnie.- czekałem na jej reakcje.
Pokiwała głową.
- Wiesz co Ross. Chodźmy do kuchni. Nie rozmawiajmy w łazience.
Pokiwałem głową i razem z mamą poszedłem do kuchni.
- No mów.- powiedziała zachęcająco.
- Nooo.... Ona ma anoreksje. I... no.... znaczy zaczęła już jeść... bo... no ja ją jakby... proszę, a raczej po prostu pytam się jej czy je. Mam nadzieje, że to robi...
- Okej..... nie za bardzo zrozumiałam.
- No... Codziennie się jej pytam, czy zjadła i zawsze odpowiada, że tak..... no mam nadzieje, że mi nie kłamie, po prostu jej ufam.
- Już rozumiem.
- No... i ona mieszka obok nas. Mamy do siebie blisko.... no, bo ona ma pokój okno w okno z moim.
- Naprawdę? Wiedziałam, że ktoś tam ma okno, ale nie wiedziałam, że mieszka tam twoja przyjaciółka.
Pokiwałem uśmiechnięty głową.
- No i na co czekasz? Leć do niej!- zaśmiała się.
Pokiwałem głową i pobiegłem do pokoju się przebrać.
Założyłem jeansy i białą bluzkę z napisem 'Smoking kills'.
- To ja idę mamo!- krzyknąłem i wyszedłem z domu.
Skierowałem się prosto do domu Natalie.
Zapukałem w drzwi.
Otworzyła je ona.
- Ross?- zdziwiła się na mój widok.
Zaśmiałem się i przyciągnąłem ją do siebie.
- Powiedzmy, że mama jednak mnie szanuje, ojca w domu nie ma, więc jestem.- zaśmiałem się.
Pokiwała głową i ścisnęła mnie jeszcze mocniej.
- Ross.... możemy porozmawiać? Tak całkiem szczerze. Bez omijania pytań.
- Możemy.- powiedziałem niepewnie.
C.D.N.
CZYTASZ
Nadzieja
FanfictionSiedemnastoletnia Natalie postanawia się zabić. Odciąga ją od tego pomysłu chłopak z Internetu... Okładkę robiła @WiktoriaBelke
