Rozdział 64

8.6K 320 1
                                        

Wsunął jej pierścionek na palec i przypieczętował to miejsce pocałunkiem.

– Natalio, bardzo cię kocham.

– A ja ciebie mniej – zażartowała, podając mu usta. 

Andrew pocałował ją, a gdy wziął ją na ręce i spytał, gdzie jest sypialnia, radośnie mu ją wskazała.

– Nadal jesteś mi winna kolację.

Natalia roześmiała się i podparła na łokciu.

– O ile dobrze pamiętam, proponowałam ci kilka godzin temu kanapkę, ale ty twierdziłeś, że chcesz jedynie trzymać mnie w ramionach, a jedzenie nie jest ci potrzebne.

– Co mogę na to odpowiedzieć? Moje serce mówi co innego, a żołądek co innego. A teraz właśnie żołądek w

ygrywa i wcale nie jest zadowolony, że nie dostał kolacji.

– Jeszcze mi nie powiedziałeś, dlaczego tak późno przyszedłeś – zauważyła Natalia.

Andrew zmarszczył czoło.

– Daniella wróciła wieczorem do domu i poszedłem się z nią zobaczyć.

– Powiedziałeś jej o Taylorze, prawda?

– Tak. – Na myśl o Cannonie twarz Andrew stężała.

– Musiała być zrozpaczona.

– Przeżyła prawdziwy wstrząs. Pewnie czuła się jak idiotka, dowiadując się, jak ten drań ją wykorzystywał.

– Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co musiała czuć –powiedziała Nati. – Pewnie ją to okropnie zraniło.

– Chyba tak. Ale nie jestem pewien, czy to jej serce zostało zranione, czy też raczej duma.

– Mówiła, co zamierza zrobić?

– Wiem, co powinna zrobić. Powinna go rzucić i być wdzięczna losowi, że dowiedziała się jeszcze przed ślubem, jaki z niego łajdak.

– Ale z tego co mówisz, domyślam się, że Daniella planuje coś innego.

Andrew westchnął.

– Powiedziała, że zanim podejmie decyzję, najpierw chce porozmawiać z Taylorem.

– Ślub jest za trzy dni – zauważyła Nati.

– Za dwa – poprawił ją, pokazując okno.

Wschodziło już słońce. Spojrzał na Natalię, pomyślał o nowym życiu, jakie właśnie rozpoczynają i jakie w niej rośnie. – Jedź ze mną do moich rodziców – poprosił. – Powiemy im o naszych zaręczynach.

Niestety, na razie wolałbym powiadomić o tym tylko ich, bo chociaż bardzo chciałbym krzyczeć na cały świat, że zgodziłaś się za mnie wyjść, chyba powinniśmy z tym zaczekać, aż Daniella podejmie jakąś decyzję.

– Masz rację – zgodziła się. Ale na myśl o spotkaniu z rodzicami Andrew ogarnęły ją obawy. – Jak oni to przyjmą?

– Kochanie, pokochają cię tak samo mocno jak ja cię kocham.

Następnego dnia wieczorem pojechali nad jezioro, do rodziców Andrew. Andrew miał rację, pomyślała, gdy Charlotta i William przyjęli ją z otwartymi rękami, serdecznie ucałowali i w ogóle okazywali wielkie zadowolenie z wiadomości o ich zaręczynach i ciąży Natali.

Ale zgodzili się też, że nie należy psuć Danielli dnia, w którym to ona miała się znaleźć w świetle jupiterów, więc nowinę ogłosi się dopiero po jej ślubie.

– Nie mogę uwierzyć, że nadal zamierza wyjść za tego faceta – powiedział Andrew do swej ukochanej, przynosząc jej lamkę z sokiem pomarańczowym – Mogłoby się wydawać, że po tym, co usłyszała, powinna przepędzić go kopniakami. A tymczasem ona jutro bierze z nim ślub. Muszę znaleźć jakiś sposób, by jeszcze jej to wyperswadować.

– Kochanie, zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Teraz decyzja należy do twojej siostry. Nie do ciebie.

– Tak. Pewnie masz rację. Ale mimo to kusi mnie, by jeszcze dziś faceta, zapakować na statek i wysłać do Estevana, do Rizonu.

Natalia położyła mu rękę na ramieniu.

– Twój brat ma dość własnych kłopotów.

– To prawda – przyznał i uścisnął jej rękę. – Kiedy ostatnio ci mówiłem, jak cię bardzo kocham?

– Musiało już minąć co najmniej pięć minut. Tę czułą rozmówkę przerwała im Charlotta.

– Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła powiedzieć o was Carli i Patricowi.

– Myślicie, że będą zadowoleni? – Natalia denerwowała się na samą myśl o informowaniu dziadków Andrew o zaręczynach.

– Będą zachwyceni – zapewniła ją Charlotta. – Tak samo jak ja i William.

– Charloto, gdzie się podziewa Damiella? – spytała Carla, podchodząc do nich.

– Poślę po nią Camillę– zdecydowała Charlotta i odeszła poszukać gosposi.

– Babciu, chodź, pomogę ci usiąść – zaproponował Andrew.

– Przestań się nade mną trząść – parsknęła staruszka. – To, że używam laski, nie oznacza jeszcze, że cierpię na starcze zniedołężnienie.

Randka z szefemOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz