Historia, w której dwudziestojednoletni mężczyzna dostaje od swoich kolegów piętnastoletnią dziewczynę.
UWAGA!
W historii występuje wiele scen seksualnych, scen przemocy i słów niecenzuralnych. Czytasz na własną odpowiedzialność.
22.08.2016 #54...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
5 miesięcy później...
Dzisiaj jest ślub mojego brata Ashtona. Teraz stoję przed lustrem próbując zawiązać tą jebaną muszkę, ale idzie mi to strasznie nieudolnie. Lucy stała za mną i się perfidnie ze mnie śmiała. W tym momencie moja cierpliwość poszła się jebać, a ja rzuciłem kawałkiem materiału o podłogę.
- Nie śmiej się ze mnie tylko mi pomóż!- powiedziałem oschle, zbierając z podłogi muszkę.
Zbliżyła się do mnie, a na niej twarzy nadal gościł wielki uśmiech. Zniżyłem się do jej poziomu tak, by patrzeć prosto w jej oczy. Gdy dziewczyna wiązała mi muszkę, zatopiłem się w jej pięknym koloru oczu. Ukochana skończyła swoją pracę, wyprostowaliśmy się przed lustrem, obejmując ją zboku. (Zdjęcie Lucy macie na górze)
Obróciłem dziewczynę w moją stronę, całując ją zachłannie w jej pełne usta.
- Haroldzie...- powiedziała cicho, pomiędzy pocałunkami.
- Łucjo...- powiedziałem, przez co dostałem kuksańca w bok.
Oderwałem się od pięknej, masując moje biedne, obolałe ramię. Uśmiechnęła się sztańsko, popędzając mnie.
Po 15 minutach znaleźliśmy się na miejscu, więc pożegnaliśmy się krótkim całusem, ruszając w swoje strony. Po krzykach mojego brata bez problemu trafiłem do odpowiedniego pokoju, w którym się znajdował.
- Stary, zluzuj majty. Słychać Cię w całym budynku.- zaśmiałem się cicho, na co posłał mi pordercze spojrzenie.
- Łatwo mówić. Ty się dzisiaj nie żenisz.- powiedział, siadając na fotelu i łapiąc się za głowę.
- Ja też bym się z Chloe nie żenił.- palnąłem, podnosząc ręce do góry w geście obrony.
Gdy jego wzrok padł na podłogę, schowałem swoje dłonie do spodni. Poczułem nieduże pudełko, przez co się jeszcze bardziej zestresowałem.
- Nie pierdol tylko mi pomóż.- krzyknął, a ja jeszcze głośniej się zaśmiałem, pomagając mojemu załamanemu psychicznie bratu.
Po kilku minutach wyglądał jak człowiek, a ja włożyłem mu do brustaszki* kwiat róży. Śmiechnąłem się do niego pokrzepiająco, za co mnie przytulił. Nagle do pokoju wkroczyła nasza mama, która uśmiechnęła się szczerze.
- Harry!- podbiegła do mnie, zatapiając w szczelnym uścisku.
Ubrana jest w czerwoną sukienkę, która przylega do jej zgrabnego ciała. Ma rozpuszczone włosy, które delikatnie sięgają jej delikatnie za piersi. Jej makijaż jest bardzo lekki, składając się tylko i wyłącznie z czerwonych ust i delikatniej kreski. Moje kąciki ust podniosły się do góry, ponownie przytulając moją rodzicielkę.
- Czemu się nie odwiedziłeś?- zapytała smutno, patrząc prosto w moje szmaragdowe oczy.
- Przepraszam ale byłem zajęty, lecz to się zmieni.- posłałem jej lekki uśmiech.
- Dobra młodzieży! Wychodzimy. No raz!- rzekła wesoło, a my opuściliśmy pomieszczenie.
Gdy znaleźliśmy się na dole rodzicielka zaprowadziła Ashtona do pomieszczenia, w którym odbędzie się ceremonia. Czekałem cierpliwie aż moja ukochana wreszcie zejdzie. Po kilku dłużących się minutach wreszcie wyszła w otoczeniu mojej siostry Gemmy i kilku innych dziewczynach. Kiedyś przyjechała do nas bez zapowiedzi i zrobiła mi istną awanturę, że nie powiedziałem jej o pięknookiej.
Godzinę później...
Ceremonia zakończyła się szybko, więc bez zbędnego przedłużania wszyscy zgromadzeni ruszyli na zewnątrz, gdzie miało odbyć się wesele.
Dziękuję wam za 6 tysięcy wyświetleń. ♡ Jesteście wspaniali. ♥