THREE

1.1K 92 64
                                        

How long can I keep pretending to be?
That all the stars in the sky could mean something to me,
Heaven will open up if I live on my knees,
A man of many words, but a man of few deeds!

Hollywood Undead - Hear Me Now

Czy gra będzie warta świeczki?

Parkujemy niedaleko klubu i wybiegamy z samochodu, pędząc w kierunku drzwi, bojąc się, że ktoś nas nakryje. Nigdy w życiu nie uciekłam z domu. Może moje słowa zabrzmią bardzo prozaicznie, ale nie byłam i nigdy nie będę jedną z dusz towarzystwa, które wyrywają się na każdą imprezę, organizowaną w ich mieście. I choć od zawsze pragnęłam wolności, byłam wychowana na innych zasadach.

Kolejka rusza bardzo szybko i już niedługo wchodzimy do środka. Wnętrze klubu jest dokładnie takie, jakie je sobie wyobraziłam. Niewielki barek z pokaźną ilością alkoholi, mnóstwo stolików z dostawionymi do nich krzesłami i czerwone reflektory, rzucające światło na niewielką scenę. Panuje tutaj pełna kultura. Goście śmieją się wesoło, popijając trunki z ciężkich szklanek, tańczą w rytmie jednej z jazzowych melodii - All blue Milesa Davisa. Nikt nie zachowuje się wulgarnie, nie odstawia szopek, nie całuje się pod ścianą. Ci wszyscy ludzie gromadzą się tutaj tylko po to, by spędzić czas w miłym towarzystwie oraz w akompaniamencie pięknej muzyki, ich zadaniem nie jest picie do rana. Zgaduję, że Reece tylko marzył o tak kulturalnej widowni.

Camila ciągnie nas do jednego ze stolików i zamawia trzy oranżady z lodem. Nasza widoczność staje się coraz gorsza, bo do środka wchodzi więcej osób, ustawiając się gęsto pod sceną. Jestem pewna, że Double Exposure zyskają tej nocy wielu fanów. Nie czekamy długo, gdy na scenę powolnym krokiem wchodzi szatyn, a za nim jego świta. Chłopcy występują pod krawatami. Każdy z nich jest zaciągnięty pod samą górę i raz po raz dostrzegam, jak zluzowują swoje więzy.

– Dajesz, Exposure! – krzyczy ktoś, dodając im odwagi.

Uwaga Reece'a kieruje się w naszą stronę. Jego brązowe oczy promienieją, gdy zdaje sobie sprawę, jak wielu nas jest. Może zespół gra tylko jako support, ale to i tak wielkie osiągnięcie.

– Nim wszyscy przejdziemy do słuchania gwiazdy rockowego wieczorku i tych jego epickich kawałków, a uwierzcie, słyszałem je niedawno i są genialne, pomęczymy was trochę naszą muzyką – zabiera głos Reece, a widownia śmieje się cicho. – Mam jednak nadzieję, że przez tę godzinę będziemy się razem dobrze bawić.

Dennis stuka o siebie pałeczkami, a zaraz potem zaczyna uderzać w perkusję. Gdy rozbrzmiewają pierwsze akordy gitary, publiczność wydaje z siebie mruknięcie aprobaty, a potem klaszcze.

So I refuse
To apologize for who I am
And I refuse
To ever let somebody say I can't
I refuse, I refuse, I refuse
I refuse, I refuse, I refuse*

Nie jestem w stanie oprzeć się muzyce, więc po prostu skaczę do rytmu. Wyśpiewuję pod nosem teksty piosenek, które, choć nikomu jeszcze oficjalnie nieznane, chodzą mi po głowie od wielu miesięcy.

I zapominam. Naprawdę zapominam, że nie tak dawno wymknęłam się z domu, by pójść do klubu. Bo warto było zedrzeć sobie dłonie, aby tutaj przyjść.

~~~

If it feels good, tastes good
It must be mine
Heroes always get remembered
But you know legends never die**

~~~

Bailey bawi się słomką w swojej oranżadzie, przyglądając się innemu zespołowi, który właśnie wchodzi na scenę. Chcemy już wracać do domu, ale musimy poczekać na Cam, która jakiś czas temu poszła do łazienki i jeszcze wróciła. Decyduję się po nią pójść i zobaczyć, czy wszystko gra. Wstaję od stolika i przemykam przez tłum, idąc w kierunku łazienek. Gdy przechodzę obok męskiej toalety, zauważam Reece'a, który z niej wychodzi. Mam zamiar wlepić spojrzenie w buty, ale chłopak uśmiecha się do mnie szeroko.

– Hej, Julie! – wita się, a ja prawie otwieram usta ze zdziwienia.

– Znasz moje imię? – pytam zaskoczona, a szatyn prycha cicho.

– No jasne, że tak. Pisałaś świetne piosenki do szkolnych przedstawień. Przecież też nad nimi pracowałem. Zapomniałaś?

– Ja nie... – Mam zamiar skłamać, ale on przerywa mi gestem dłoni.

– Masz wielki talent.

Dziękuję mu i nie jestem w stanie dłużej patrzeć w te brązowe, czarujące oczy.

– Yhm, Julie... – Reece unosi rękę do mojej twarzy, a ja zastygam.

Jego dłoń ląduje w moich włosach, a chwilę później wyciąga z nich kawałek małej gałązki, która musiała się w nich zaplątać.

Jak dziewczyny mogły mi nie powiedzieć, że mam drzewo we włosach?!

– O Boże, to żenujące... – Rumienię się, ale przez panujący półmrok, on nie może tego zobaczyć.

– Wcale nie, to urocze! – stwierdza i właśnie w tym samym czasie Camila wychodzi z łazienki i kładzie mi dłoń na ramieniu.

– Gratulacje chłopaki, świetny występ – odzywa się dziewczyna.

Mam ochotę rzucić jej się na szyję i podziękować za jej pęcherz wielkości orzeszka, który sprawił, że w samotności mogłam porozmawiać z Martinem.

– Dzięki. Do zobaczenia! – od razu się żegna i odchodzi.

Jego sylwetka powoli znika za rogiem, zostawiając za sobą długi cień.

Nie odwraca się za siebie ani razu.

Rzucam Camilii wesoły uśmiech i razem z dziewczyną powoli wracam do Bailey, która zdążyła już wypić całą oranżadę. Nie wierzę, że naprawdę z nim rozmawiałam! Nie wierzę, że on zna moje imię i jeszcze powiedział, że byłam urocza! Przecież to jak spełnienie moich najskrytszych marzeń!

~~~

Powoli przebiegam w kierunku drzewa i łapię za jego pień, podpierając się na kilku kołkach, które z niego wystają. Nigdy nie miałam zamiaru korzystać z mojej drogi ewakuacyjnej, ale zdecydowanie warto było poświęcać. Mogłam zostać złapana, a moja miednica mogła nie wytrzymać, ale ta rozmowa była warta wszystkiego! Powoli łapię się za parapet i wpełzam do wnętrza pokoju. Przez moment leżę jeszcze na podłodze, ale zaraz wstaję i idę do łazienki, aby przebrać się w piżamę. Postanawiam, że prysznic wezmę rano. Gotowa kładę się na łóżku i wpatruję się w sufit, wciąż nie mogąc sobie uświadomić, że ten dzień zdarzył się naprawdę.


A/n: Kochani, podczas sprawdzania i korekty tego rozdziału zorientowałam się, że... to nawet nie rozdział. Okazało się, że był tutaj tylko jego fragment i sama nie wiedziałam, jak do tego doszło, bo jeszcze niedawno rozdział był kompletny. Przyznam szczerze, że ogromnie się załamałam, bo właśnie w tym rozdziale zaczęła się historia Julie i Reece'a, a ... jej zwyczajnie nie było.

Starałam się jak najlepiej napisać ten rozdział OD NOWA, zachowując stary sens. Działałam na strzępkach wspomnień. Co prawda pojawiło się tutaj wszystko to, co było w pierwowzorze, ale nie byłam już w stanie odtworzyć myśli Julie, z czego bardzo mi przykro. Rozdział ma zaledwie 900 słów, ale nie jestem w stanie zrobić nic więcej. Wiem, że mogłabym się postarać, ale wierzę, że mi wybaczycie, bo jego usunięcie wcześniej nie zależało ode mnie.

* Simple Plan - I refuse

** Panic! At The Disco - Emperor's New Clothes

Juliette | DE #1Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz