THIRTY FIVE

708 66 13
                                        

  Why I can't take anymore,
I'm so sick of these excuses,
Tired of living in the dark,
And I won't be another victim,
Starving from an empty heart.  

Papa Roach - Hope For The Hopeless

Długo zamierzałaś to przede mną ukrywać?


Dziś na lekcji biologii kroimy żaby. To jedno zdanie wystarcza, żebym dostała mocnych mdłości. Normalnie nie jestem wrażliwa na tego typu zajęcia, ale od samego rana nie czuję się najlepiej, w dodatku na śniadanie zjadłam chyba nieświeży jogurt i mój żołądek przechodzi katusze. Postanawiam być jednak twarda i nie rozklejać się na widok byle jakiego płaza. Co to dla mnie? Mieszkam w Australii od urodzenia i już nie raz miałam z nimi do czynienia. Pamiętam, że podczas generalnego remontu naszej willi, musiałam biegać do łazienki przy pokoju rodziców, bo moja była świeżo wykafelkowana i nie mogłam jej używać. Pewnego dnia w domu byłam tylko ja i Sue, i bawiłyśmy się w ogrodzie. Musiałam pilnie skorzystać z toalety, więc pobiegłam do domu, otworzyłam klapę i... ujrzałam ogromną, zieloną ropuchę! Wtedy naprawdę piszczałam. Teraz śmieję się z tej sytuacji, bo nauczyłam się, że przysłowie „w Australii wszystko chce cię zabić", które funkcjonuje na świecie, jest jak najbardziej trafne do mojego kraju.

Gdy nauczycielka wyciąga z szafy ogromne pudło, pełne niewielkich, szklanych naczyń, które przypominają mi trumny, truchleję. Jeden z uczniów rozdaje nam żaby i żeby zabić czas, pozostały do niewielkiej sekcji, zerkam w kierunku nowej sąsiadki z ławki. Carmen dosiadła się do mnie dopiero dziś. Nie kojarzę jej i przypuszczam, że po prostu zmieniła lekcję, ale nie rozmawiałyśmy o tym. Wcześniej rzuciłyśmy tylko kilka grzeczności i nasza relacja na tym stanęła. Teraz jednak zauważam, że Carmen też się stresuje. Jej pomalowane na blady róż paznokcie ciągle tka do ust, nerwowo je przygryzając. Dziewczyna jest Argentynką, co wywnioskowałam z tego, że wspominała o swojej starej szkole w Rasario. Specjalnie sprawdziłam w Internecie, gdzie leży miasto, z którego przyleciała dziewczyna, a Google wskazał, że to gdzieś w prowincji Santa Fe. Poza tym, nie trudno było się domyślić, że dziewczyna ma jakieś zagraniczne korzenie, ponieważ ma piękne, kruczoczarne włosy, opaloną karnację i mówi z hiszpańskim akcentem.

– Też się tak stresujesz? – pyta nagle czarnowłosa, a ja uśmiecham się delikatnie.

– Rozkrajanie żab to nie moja bajka – wyznaję.

– No tak, żaby powinno się raczej całować, a nie rozkrajać – żartuje i obie chichoczemy na jej słowa.

Markotniejemy dopiero wtedy, gdy i na naszym blacie ląduje martwa żaba. Dotychczas ciągle miałam nadzieję, że sekcje odbywają się tylko na amerykańskich uczelniach, ale jak widać, przeliczyłam się. Carmen jęczy cicho, a na jej twarzy pojawia się grymas obrzydzenia. Mnie ten zepsuty jogurt też podchodzi do gardła, ale przełykam gulę zniesmaczenia i zakładam na dłonie ochronne rękawiczki. Do kompletu mam jeszcze duże gogle i maseczkę, która zaraz też ląduje na mojej buzi. Nauczycielka pozwala nam otworzyć naczynka i rozpocząć sekcję.

Dios, ten piedad de mí* – szepcze pod nosem Carmen i wykonuje znak krzyża.

Nie mam zielonego pojęcia, co powiedziała, bo jedyny język obcy, jaki znam, to włoski. Z którego swoją drogą zrezygnowałam na trzecim roku. Teraz jedyne zajęcia z włoskiego mam w wymiarze jednej godziny tygodniowo, co może i było błędem. Bo nic nie umiem.

– Zgadzam się w stu procentach – wzdycham ciężko i podnoszę niewielki skalpel do dłoni. – Przypomnij mi, że muszę się dobrze odkazić – dodaję i gdy tylko wymieniam się spojrzeniem z czarnowłosą, przystępuję do krojenia naszej żaby.

Juliette | DE #1Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz