FIFTY EIGHT

623 61 21
                                        

  Lights gone out but have no fear
You're closer now than stars appear
We climbed so high, a hundred trees
So don't look down, just follow me  

Ember Island - Need you

Jakie randki?!

Podrzucam w dłoniach niewielki kamyk, lekko kołysząc nogami, zwisającymi z wysokiego murku, na którym siedzę. Ciągle trawię w myślach wczorajszy dzień i wszystko to, co mi się przytrafiło, ale nie wyciągam żadnych wniosków. Zwyczajnie myślę i analizuję, ale to na nic się zdaje, więc tylko marnuję swój cenny czas. Zerkam w bok na Dennisa, zajadającego swoją kanapkę z kurczakiem. Lubię mu się przyglądać, jest naprawdę ciekawym człowiekiem. Zerkam na jego ucho, od niedzieli przebite przez daitha. Nigdy nie sądziłam, że Soler zrobi sobie kolczyki, ale nawet do niego pasują.

– Na moje oko – przełyka głośno – mamy wygraną w kieszeni. Nie żebym był jakimś niepoprawnym optymistą, ale chyba już zacznę się cieszyć.

– Przyszedł już mail z werdyktem? – pytam, a on kręci głową. – Myślałam nad tą nową piosenką i... – Nie udaje mi się dość do słowa.

– Reece już prawie ją skończył. Nie mówił ci? – Teraz to ja kręcę głową. – O wilku mowa, ktoś tu jest wkurzony.

Zerkam na miejsce, na które wskazuje Dennis, zauważając Martina. Chłopak ma na sobie ciężkie buciory, które głośno uderzają o chodnik, dopasowane spodnie i zwykłą koszulkę z logo zespołu The Word Alive, którą okrywa żółta, kraciasta koszula. Jego chód wyraźnie wskazuje na to, że jest nie w humorze, ale to te brązowe oczy wyrażają najwięcej uczuć, których niestety nie jestem w stanie zinterpretować. Kiedy chłopak wreszcie do nas podchodzi, niedbale rzuca plecak na trawę i natychmiast przystępuje do ofensywy.

– Zwariowałaś?! – woła. – Umawiać się na randki z facetem z Dustera?!

Oniemiała otwieram usta, czując, jak wzbiera się we mnie gniew. Kątem oka widzę zainteresowane spojrzenie Dennisa.

– Jakie randki? Poszliśmy tylko na kawę! Daj spokój... – Próbuję go jakoś uspokoić.

– A czy to musiał być on?! To rywal, Juliette! – Nie przestaje się wkurzać.

– To była tylko kawa! – Podnoszę głos. – Nie podpisałam cyrografu, więc daruj sobie. Mogłam się spodziewać, że jak zawsze będziesz wtykać nos w nie swoje sprawy.

Już mam zamiar odejść w kierunku szkoły, kiedy zbuntowany rockman, od siedmiu boleści, nagle zmienia zdanie i łapie mnie rozpaczliwie za rękę, jakbym zaraz naprawdę miała pójść i już więcej nie wrócić.

– Czekaj, przepraszam – mówi od razu. – Po prostu się wkurzyłem, okej? Dowiaduję się o tym jako ostatni i... Czy to naprawdę musiał być akurat ktoś z Duster?

Wiem dobrze, że gdyby nie fakt, że obiecał mi niedawno, iż nie będzie więcej wtrącać się w moje życie i to, że jesteśmy przyjaciółmi, pewnie nawet by mnie nie zatrzymał. Jakaś iskierka nadziei płonie w moim sercu.

– Patrz na moje usta i czytaj: to była tylko jedna kawa. – Jego wzrok naprawdę spoczywa na moich wargach, a wtedy fala niezręczności zalewa moje ciało. – Poza tym, to moje życie i mogę robić co chcę, ale gwarantuję ci, że spotkanie z Silasem nijak wpłynie na zespół.

Reece wzdycha i chowa twarz w dłoniach, pocierając policzki, a potem ściąga okulary i przeciera oczy kciukiem. Wracam wzrokiem do Dennisa, który nie odzywa się ani słowem, ale wciąż przygląda się naszej wymianie zdań.

Juliette | DE #1Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz