Rozdział 13

676 58 2
                                        

Harry Potter z wdzięcznością przyjął dzwon na kolację. Obrona Przed Czarną Magią zupełnie go wykończyła. Szczególnie, że coś dziwnego go podkusiło, żeby na nią wrócić po wyjściu Draco. Prawdopodobnie próbował czymś zająć myśli. Teraz na szczęście jedyne co miał w głowie to kolacja. Jak na zawołanie jego brzuch zagrał swoją piosenkę. Potter zbiegł po schodach i lekko zziajany wpadł do sali. Dyskretnie przyjrzał się stołowi Gryffindoru. Zobaczył kilka znajomych twarzy, które wzbudziły u niego cień melancholii. Nie dostrzegł jednak białej czupryny wśród śmiejących się osób. Zmarszczył brwi w zamyśleniu, kiedy ktoś dotknął ciepłą dłonią jego ramienia. 

- Harry? Głodny? - zapytał Nott, stając za nim jak jego cień. O dziwo Harry przyjął go z niemałą serdecznością, bo ani myślał siedzieć sam przy stole ślizgonów wśród tych wszystkich dokuczających mu przed laty ludzi. 

- Jak wilk! - mruknął entuzjastycznie. Teodor nieśmiało objął jego palce, jakby przez chwilę się wahał. Harry zerknął ukradkiem na jego twarz. Teo się uśmiechał, ale wyglądał na zawstydzonego. Potter wahał się przez chwilę, ale potem uścisnął ciepłą dłoń Notta. Chłopak od razu się rozpromienił. - Chodźmy - rzucił Harry, ciągnąc ślizgona w stronę stołu. Usiedli obaj obok siebie z niemałym zadowoleniem. Czarnowłosy zarejestrował, że tym razem Teodor nie starał się być nachalny ani nie naciskał. Wręcz przeciwnie. Z niemałą uprzejmością i może troską? podawał mu różne dania. Harry chichotał kiedy chłopak zakrztusił się sokiem z dyni, klepiąc go pomiędzy łopatkami. Już po chwili dosiadł się do nich Zabini. 

-Jak tam gołąbki? - rzucił złośliwie, nakładając sobie na talerz dwie łyżki pieczonych ziemniaków. Teo zaborczo objął Harry'ego ramieniem, na co ten zniesmaczony zrzucił jego rękę. 

- Wolnymi krokami, Teo - wymruczał do niego pieszczotliwie, a potem cmoknął go w nos. Nott zamrugał kilkakrotnie, a potem spąsowiał bardziej. Harry westchnął, bo Blaise właśnie niekontrolowanie zaczął się śmiać. 

- Co wam tak wesoło? - zagadnęła Pansy, właśnie siadając blisko Blaise'a. Wyglądała na zmęczoną, ale nie tak jak Potter. Jednak ten w towarzystwie ludzi wyjątkowo odżywał, więc wybaczone. 

- Nasze gołąbki nie ukrywają miłości - zażartował Zabini, a potem wziął kęs pieczonego kurczaka. Pansy skrzywiła się nieznacznie, patrząc na jedzącego Blaise'a. W tej kwestii zawsze wolała patrzeć na swój talerz, bo inni jedzący nieznacznie ją obrzydzali. 

- Och! Jakie to altruistyczne Harry, że przyjąłeś uczucia Teodora. Na szczęście wiem, że mi nie zagraża - skwitowała, błyszcząc swoimi białymi zębami w obezwładniającym uśmiechu. Potter był niemal pewien, że w lepszym świetle te równe zęby by go oślepiły. Niestety teraz był zbyt zadowolony z ich obecności, żeby przejąć się złośliwym komentarzem. 

- Jesteście nieznośni! - jęknął Potter, teatralnie kładąc rękę na czole. Wszyscy czworo zachichotali. Już po chwili Nott i Parkinson zaczęli sprzeczać się o przestrzeń w łóżku Harry'ego, ale on zupełnie przestał ich słuchać, bo do sali właśnie wszedł Draco. Potter wciągnął powietrze. Draco był jeszcze bledszy niż godzinę temu, oczy miał podkrążone jakby dopiero co płakał, a włosy roztrzepane. Harry zamyślił się na chwilę. Może miał koszmar? Przecież mówił, że idzie spać. Jego koszula była rozpięta pod szyją, a na twarzy miał odcisk szwa poduszki. Malfoy przetarł zmęczoną twarz i zerknął w kierunku Pottera. 

- A ty co myślisz Harry? - zapytała niecierpliwie Pansy, przewracając oczami do zirytowanego Notta. Blaise nadal chichotał. 

- Co? - zapytał zdezorientowany, na chwilę odwracając wzrok od Draco. Parkinson zacmokała z dezaprobatą. 

Zielony LewOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz