Draco i Harry podążali za profesor McGonagall krok w krok, obok siebie. Żaden z nich nie odzywał się ani słowem. Obaj mieli wrażenie, że coś się szykuje. W związku z ich obecną sytuacją racjonalnie było nic nie mówić. Nie obawiali się wyrzucenia ze szkoły czy też ujemnych punktów. Mieli wrażenie, że to najmniejsze zło jakie mogło ich tu czekać. Problemem było to miejsce. Miejsce zupełnie im nie znane. Dziwny, równoległy świat, w którym wszystko było na odwrót. Dodatkowo historia im znana z ich świata nie miała tu racji bytu. Minerva, Draco oraz Harry podążyli na drugie piętro. Cisza była wygodna. Jeszcze dziesięć minut temu chłopcy spierali się o dosłownie wszystko, a teraz szli jak na ścięcie. Wiedzieli, że skoro Dumbledore ich wezwał, to zna ich sytuację. Byli niemal pewni, że to poważne. W końcu Albus Dumbledore niecodziennie wzywa swoich uczniów do gabinetu, a już na pewno nie na popołudniową herbatkę. Harry znał to z autopsji. Spędził u niego w gabinecie połowę szóstego roku i to nie z czystej przyjaźni do dyrektora. Doskonale pamiętał jak siedział wbity w fotel, słuchając wieści o poczynaniach Śmierciożerców, złości Voldemorta, śmierci jego bliskich i przyjaciół. Nie zapominajmy również o poszukiwaniu horkruksów. Harry mimowolnie się wzdrygnął, kiedy stanęli przed wielkim gargulcem broniącym drzwi do gabinetu profesora.
- Oranżowy pudding - oświadczyła bezceremonialnie McGonagall. Potter zerknął na Malfoya. Do diabła! Z każdych możliwych ludzi na tym świecie, musiał utknąć tu właśnie z nim. Czasem Harry miał wrażenie, że nie ważne na jakim świecie by się znajdowali, blondyn zawsze byłby jego śmiertelnym wrogiem. I mimo upływu lat, czarny nie mógł zakopać tego topora. Gargulec ustąpił, obrócił się po czym ukazał długie, kręte schody wprost do wieży dyrektora. Malfoy mimowolnie spojrzał na Pottera, jakby czekając na jego reakcje. Oboje stali, gapiąc się tępo. Blondyn wciągnął gwałtownie powietrze, jakby czekając na jakiś ruch ze strony Pottera. Ten zaś nie wiedział co ze sobą zrobić. Jakaś część jego chciała już znać "wyrok", inna zaś chciała uciec jak najszybciej. - Dalej z wami nie idę, ta sprawa nie dotyczy mnie, dlatego nie mogę uczestniczyć w tej rozmowie. Chłopcy... - w tym momencie kobieta zawiesiła głos, jakby wahając się jak wiele może powiedzieć w tej sytuacji. - Nieważne jak to się skończy. Wiem, że nie należycie do naszego świata, jednak wiedzcie, że mimo okoliczności postaramy się znaleźć rozwiązanie waszego problemu. Nam również zależy, żeby odzyskać "naszych Pottera i Malfoya" ostatnie słowa mocno podkreśliła, po czym chrząknęła głośno i zręcznie ich wyminęła. Obaj spojrzeli tylko jak się oddala, wchodząc w ciemny korytarz drugiego piętra. Skąd wiedziała? I kto jeszcze? Chłopcy westchnęli i wtedy każdy z nich zrobił krok. Niestety doszło do tego, że we dwóch nie zmieścili się w przejściu. Przez chwilę obaj znieruchomieli, a potem zaczęli się przepychać jak rasowe szesnastolatki.
- Przesuń się - fuknął Harry, pchając się do wejścia. Odepchnął blondyna ramieniem, próbując wcisnąć się na pierwszy stopień schodów.
- Sam się przesuń - burknął blondyn, łapiąc Pottera za kaptur szaty i odciągając go lekko od wejścia.
- Byłem pierwszy - oświadczył chłodno czarnowłosy, lekko poddenerwowany już sytuacją.
- Nie zachowuj się jak dziecko, Potter! - warknął Malfoy, prawie wskakując na pierwszy stopień. Potter jednak nie dawał za wygraną. Postanowił nie odpuścić i za wszelką cenę wejść pierwszy. Wieża była wąska i kręta. Nie było opcji, żeby szli obok siebie, któryś z nich musiał być pierwszy.
- Sam zachowujesz się jak dziecko, Malfoy! - krzyknął Harry, po czym nieświadomie dźgnął blondyna łokciem w brzuch. Draco cofnął się na krok, sycząc z bólu. Czarny z triumfem wykorzystał sytuację i wszedł na schody. Zaczął iść do góry, nie czekając na swojego towarzysza. Już po chwili słyszał jak Malfoy wchodzi za nim po schodach, mrucząc coś pod nosem. Nagle Harry zatrzymał się na ostatnim stopniu tuż przed ogromnymi drzwiami do gabinetu dyrektora. - T-ty pierwszy - wydyszał zestresowany Potter, ustępując blondynowi miejsce obok siebie. Obaj spojrzeli na mosiężną, rzeźbioną klamkę od wielkich wrót.
CZYTASZ
Zielony Lew
FanfictionWojna była i zniknęła. Harry Potter był narodowym bohaterem, a Draco Malfoy, jego największy wróg, dawnym Śmierciożercą. Powoli wszystko zaczynało się układać. Potter miał wianuszek fanów, a Malfoy grono nienawidzących go pismaków. Co się by jednak...
