Harry wyglądał, jakby ktoś uderzył go obuchem w głowę. Był aurorem przez ponad rok. Kilkakrotnie widział ofiary otrucia. Dodatkowo na szóstym roku sam ratował Rona przed śmiercią właśnie z powodu śmiertelnego toastu. Swoją drogą, dzięki Malfoyowi. Potter z goryczą patrzył na bladą twarz blondyna. Jak mógł być taki ślepy?! Zarzekał sobie, że chłodna ocena sytuacji zawsze go uratuje. Tym razem nawet to nie pomogło. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że pod jego czujnym okiem Draco został otruty. Pluł sobie w brodę, że zwalił to wszystko na histerię Malfoya. Tymczasem on naprawdę cierpiał. Zamiast tego inteligentnie bawił się w głupie podchody, pchany przez bezsensowną miłość do człowieka, który nawet nie był bliski osobie mu znanej.
- Eliksir osłabiający - mruknął Severus, przelewając coś z jednej fiolki do drugiej, nawet nie zerkając na Pottera. Harry poruszył się niespokojnie. Faktycznie, na szóstym roku zaczął świetnie radzić sobie z eliksirami, jednak jego wiedza nie była zbytnio rozległa. - Słaba trucizna z miesięcznika - mruczał, dorzucając coś do kociołka, w którym wywar zaczynał powoli bulgotać. - Mój eliksir spokojnego snu - wyliczał nadal Snape.
- Chciałeś go otruć?! - krzyknął dziko Potter, podrywając się z podłogi. Był w takim stanie, że wszystko wyprowadzało go z równowagi. Mógł teraz rozkwasić nos każdej osobie, która śmie dotknąć chociaż włosa blondyna. Severus zmarszczył czoło, wzdychając ciężko.
- Potter, rusz wreszcie tym swoim małym móżdżkiem i przemyśl co do ciebie mówię. Czy gdybym próbował go otruć, starałbym się go teraz ratować? - zapytał zjadliwie tłustowłosy profesor, sprawiając, że Harry poczuł się niesamowicie głupio. Potarł zmęczoną skroń, na chwilę zdejmując okulary z nosa. Przymknął lekko powieki i odetchnął ciężko.
- Miałeś pretekst - zauważył nieprzyjemnie czarnowłosy. Draco jęknął głośno na kanapie, przewracając się na bok. Potter dopadł go niczym dzikie zwierze i w jednym susie już znalazł się przy nim, po raz kolejny ocierając jego twarz z potu. - Podawałeś mu eliksir spokojnego snu - kontynuował błyskotliwie Wybraniec. Z czułością gładził włosy blondyna, zapominając na ułamek sekundy o obecności mężczyzny.
- Bo mnie o to prosił. Równie dobrze mógłbym oskarżyć o to ciebie, ciągle się wokół niego kręcisz, co nigdy się nie zdarza - syknął Snape, posyłając czarnemu kpiące spojrzenie. Potter zamarł, ale Severus beznamiętnie odwrócił wzrok od cierpiącego chrześniaka i wrócił do pracy.
- Ale ja... - urwał chłopak, zastanawiając się jak obronić swoją osobę przed tymi podejrzeniami. Podwinął rękawy swojej koszuli, żeby było mu wygodniej. Powoli zaczął rozwiązywać krawat blondyna, bo nagle odniósł wrażenie, że się dusi. Draco próbował odkaszlnąć, ale pozycja mu na to nie pozwalała. Potter pomógł mu, lekko go unosząc i czekając aż chłopak odzyska swój płytki oddech. Z zaniepokojeniem obserwował zmiany na twarzy Malfoya i musiał przyznać, że wpada w coraz większą panikę. Draco był blady. Jego twarz była woskową powłoką, bez życia. Można by pomyśleć, że miał koszmar i zaraz się z niego wybudzi. Jednak Potter miał świadomość, że tak nie jest. Jak mógł nie zauważyć, że to milczenie nie było bezpodstawne? Draco Malfoy nigdy nie milczy do cholery, jeżeli nie czuje takiej potrzeby! Rozgorączkowany obserwował zaciśnięte, blade usta blondyna, które co jakiś czas uchylały się na chwilę, bo złapać chaust powietrza. Zupełnie zapomniał o istnieniu Severusa, który nagle o sobie przypomniał.
- Moglibyście być bardziej dyskretni panie Potter. Z kilometra widać waszą nieudaną grę aktorską. Tylko ślepiec nie zauważyłby, że pała pan gryffońskim altruizmem, a Draco jest bardziej opanowany i złośliwy. Ta sytuacja to idealny przykład pańskiej głupoty - prychnął, po czym podszedł bezceremonialnie do blondyna. Harry jakby w geście ochrony, mocniej przycisnął bezwładne ciało ślizgona do swojej klatki piersiowej. Snape zacmokał z irytacją. - Próbuję go zbadać, nie zamierzam go skrzywdzić - na te słowa Harry nieufnie się odchylił, patrząc na dłonie Severusa. W takiej sytuacji nie ufał już nikomu. Skoro ktoś planował zabić Malfoya, to znaczyło, że nikt nie był ich przyjacielem, nawet Severus Snape.
CZYTASZ
Zielony Lew
Fiksi PenggemarWojna była i zniknęła. Harry Potter był narodowym bohaterem, a Draco Malfoy, jego największy wróg, dawnym Śmierciożercą. Powoli wszystko zaczynało się układać. Potter miał wianuszek fanów, a Malfoy grono nienawidzących go pismaków. Co się by jednak...
