Heather siedziała przed kominkiem. Newt obejmował ją ramieniem. Napawali się swoim towarzystwem, póki było im to dane. Nie odzywali się do siebie, bo nie musieli. Samą radość mieli z tego, że wreszcie są razem, sami i nie muszą ukrywać, że coś do siebie czują.
Lecz szczęście nie trwa wiecznie. W tym momencie drzwi do pomieszczenia otworzyły się z hukiem, a przez nie wszedł najpierw Minho, dźwigając nieprzytomnego Thomasa. Pomagał mu Patelniak, trzymając bruneta za nogi. Za nimi szła spanikowana Teresa, później Brenda w sukience z czerwoną górą i czarnym dołem, Jorge trzymający mocno za ręce jakiegoś mężczyznę z blond czupryną, tak by się mu nie wyszarpał, a na samym końcu Aris, który to zamknął za nimi drzwi.
Minho i Patelniak położyli Thomasa na łóżku, a Teresa usiadła obok nieprzytomnego. Zaczęła głaskać jego głowę. Minho oparł się o swoje kolana, wymęczony dźwiganiem bruneta. Wypuścił głośno powietrze i dopiero teraz zauważył, w jakiej pozycji siedzą Newt i Heather.
- Mówiłem wam, że nie macie robić nic nieodpowiedniego! - powiedział, sapiąc głośno i otarł niewidzialny pot z czoła. - Co tu się właściwie wydarzyło? - Heather już mu miała odpowiedzieć, lecz ten znowu się odezwał. - Albo nie! Nie chcę wiedzieć!
Heather i Newt roześmiali się cicho, spoglądając na siebie. Dziewczyna wyplątała się z objęć chłopaka i wstała. Oparła się o ścianę przy kominku, bo bała się, że gdy będzie stała bez oparcia, to straci równowagę przez kostkę. Newt również wstał i usiadł na oparciu fotela, na którym siedział Aris. Heather przelotnym spojrzeniem obadała ponownie całe pomieszczenie.
Patelniak usiadł na fotelu w ciemnym kącie pokoju, Brenda rozłożyła się na kanapie za nią. Minho opierał się o ścianę obok leżącego Thomasa. Jorge natomiast ustawił krzesło na środku pomieszczenia. Mocnym pchnięciem usadowił na nim nowego blondyna i związał go sznurami. Sam stanął naprzeciw niego i zaczął go okładać pięściami.
- Minho, co się stało tam na zewnątrz? - zapytała Heather, kompletnie nie znając ich obecnej sytuacji.
- Poszliśmy szukać Thomasa, no i jak widzisz znaleźliśmy go w takim stanie. Spokojnie, żyje. Leżał nieprzytomny na ziemi w klubie tego padalca. - Wskazał ręką na nowego blondyna z już podbitym okiem. - Brenda też się gdzieś tam szlajała to ją zgarnęliśmy. Jorge stwierdził, że jeszcze musimy znaleźć tego całego Marcusa i oto on. - Tym razem wzrokiem pokazał dziewczynie o kogo chodzi.
Nastolatka skinęła głową i po prostu przyglądała się całej sytuacji.
- Gdzie jest Prawe Ramię? - zapytał Jorge skrzywdzonego blondyna gotowy, by znowu wymierzyć mu cios w twarz.
Marcus jedynie zachichotał. Heather stwierdziła, że musi być pod wpływem alkoholu.
- Lepiej zacznij gadać, wszarzu! - Jorge zdzielił go z całej siły w twarz, tak że zaczęła mu lecieć krew z nosa.
Jak na zawołanie obudził się Thomas. Wstał gwałtownie, zwracając tym samym uwagę wszystkich wokół.
- Widzę, że ktoś się ubawił w cholerę - powiedział Newt, kierując to do Thomasa. On jednak, w przeciwieństwie do blondyna, nie posłał mu żadnego spojrzenia. Brunet wpatrywał się w sytuację dziejącą się na środku pokoju.
- Nie chcę cię męczyć, jasne? - odparł o dziwo miłym tonem Jorge. - Gdzie znajdę Prawe Ramię, Marcus?
- To jest Marcus? - zdziwił się Thomas.
Marcus znowu zachichotał.
- Jaki bystry. Jesteś mózgiem tej operacji? - zapytał sarkastycznie.
Jorge chwycił Marcusa za włosy i przechylił jego głowę do tyłu. Blondyn wydał z siebie stłumiony jęk.
- Wiesz, gdzie się dekują. Gadaj, to będę miał dla ciebie propozycję. - Jorge wciąż był spokojny albo starał się taki być. Marcus ponownie zachichotał. - Zabierzemy cię.
- Już dawno spaliłem ten most, a poza tym zawarłem inny układ - odezwał się Marcus z radosnym humorem. - To ty mnie nauczyłeś korzystać z każdej okazji. - Tym razem roześmiał się głośno i uśmiechnął, ukazując zakrwawione zęby.
- Ohyda - skomentowała Heather, wpatrując się w jego twarz, by później szybko odwrócić wzrok.
- O czym on gada, do cholery? - zapytał Newt, posyłając Jorge pytające spojrzenie.
- Mam na myśli Prawo Popytu i Podaży. DRESZCZ chce zgarnąć wszystkich odpornych, a ja ich dostarczam. Zwabiam ich, piją, bawią się, a potem zjawia się DRESZCZ i oddziela ziarno od plew - zachichotał, patrząc po kolei na każdego z nich.
- Zmieniłem zdanie - rzekł surowo Jorge, zbliżając się do Marcusa. - Z radością cię pomęczę! - W tym momencie pchnął nogą Marcusa, przez co spadł on do tyłu razem z krzesłem, wydając głośny huk. Jorge wyjął broń, usiadł na klatce piersiowej blondyna i zaczął wymierzać nią w niego. Wszyscy natychmiastowo wstali i podeszli bliżej, nadzorując przebieg wydarzeń. - Mów! - zawołał. - Gadaj!
- Dobra, ale niczego nie obiecuję! Często się przenoszą!
Jorge i Patelniak podnieśli krzesło razem z Marcusem. Blondyn oparł głowę o oparcie i zamknął oczy, ciężko oddychając.
- Mają w górach posterunek - zaczął - ale to kawał drogi. DRESZCZ wam depcze po piętach. Nie dacie rady - zaśmiał się.
- Nie piechotą. - Jorge uśmiechnął się cwanie. Położył ręce na ramionach Marcusa i wlepił wzrok w jego twarz. - Gdzie jest Berta? - zapytał, uśmiechając się zwycięsko.
- Tylko nie Berta! - Głos mu się załamał. Wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać.
- Pytam ponownie: gdzie jest Berta?
Marcus przez chwilę nie odpowiadał. Patrzył się błagalnie na Jorge, by jednak zmienił zdanie.
- W ciemnej uliczce... Za klubem... - wymamrotał widząc, że musi to w końcu wyjawić.
Jorge wstał gwałtownie. Uniósł ręce ku górze z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Dzieciaki! - zawołał radośnie. - Jedziemy autem!

CZYTASZ
Brave as a Bear || Newt
FanfictionPokolenie nastolatków, odpornych na chorobę panującą na świecie, zostaje uwięzione w Labiryntach. W jednym z nich są sami chłopcy. Pewnego dnia, kiedy to Pudło powinno przywieźć kolejnego osobnika płci męskiej, dostarcza dziewczynę. Pewnie to pomyłk...