Zamaskowani żołnierze zaczęli pchać kolejno to ludzi w obozie na sam jego środek, gdzie już zebrana była ich połowa. Każdy ustawiony był w rzędzie, klęcząc z rękoma w tyle.
Minho, Heather, Newt, Patelniak, Aris, Harriet i Sonya znajdowali się w na samym początku, a za nimi kilka kolejnych rzędów ludzi. Po ich prawej były kolejne szeregi osób, gdzie między innymi był Vince i kobieta, która zajęła się Brendą.
Heather spostrzegła, że nigdzie nie widzi Thomasa, Jorge i Brendy. Ciemna myśl usnuła się w jej głowie, że oni po prostu uciekli. Szybko jednak pokręciła czerepem, by oddalić ją od siebie. Thomas nie zostawiłby ich, prawda?
- Ilu mamy? - odezwał się Janson, żwawym krokiem obchodząc wszystkie rzędy. Uśmiechał się cwanie i zwycięsko. Heather przez cały czas wlepiała w niego wrogie i pełne pogardy spojrzenie.
- Prawie wszystkich - odpowiedział jakiś mężczyzna, odhaczając kolejno to osoby na tablecie.
- Prawie? - zdziwił się.
- Paru brakuje.
Janson rozglądnął się jeszcze raz po wszystkich. Przypomniał sobie jaka osoba mu umknęła.
- Gdzie jest Thomas?
Ludzie z DRESZCZu zaczęli obracać głową dookoła, by gdzieś go wyhaczyć.
- Tutaj. - To Thomas. Odezwał się strasznie ochrypłym głosem.
Natychmiastowo żołnierze podbiegli do niego, celując bronią w jego klatkę piersiową. Chłopak uniósł ręce do góry i szedł we wskazanym przez mężczyzn kierunku. Jeden z nich chwycił go za kurtkę i szarpnął mocno, by zmusić do szybszego dojścia na miejsce.
Heather, mimo że jej twarz nie wyrażała żadnego uśmiechu, to cieszyła się w głębi duszy jak dziecko, że nic mu nie jest. Odetchnęła z ulgą, spuszczając ze swojego serca ogromny kamień, a zastępując go kolejnym. Bała się co może zrobić im DRESZCZ.
Thomas stanął naprzeciw Jansona. Mężczyzna uśmiechnął się sztucznie.
- Thomas! - zawołał niby radośnie. Objął go ramieniem, jakby chciał go przytulić, lecz w tym momencie z całej siły uderzył go pięścią w brzuch.
Zduszony krzyk rozniósł się wśród wszystkich. Thomas zgiął się w pół z bólu, jaki doznał. Vince już wstawał, by mu jakoś pomóc, ale zamaskowany żołnierz, który stał obok niego, przycisnął go do swojego miejsca.
- Do szeregu! - nakazał Janson, zwracając się tym do dwóch żołnierzy. Szarpnęli oni Thomasem i chwilę później znalazł się w rzędzie obok Minho. - Dobra. - Podszedł do faceta, który to odhaczał wszystkich na liście i szepnął do jego ucha. - Wezwij ją.
Mężczyzna przytaknął i kliknął w kilka przycisków na tablecie.
- Dlaczego nie zwiałeś? - mruknął Minho. Pustym wzrokiem patrzył się gdzieś w punkt przed sobą.
- Mam tego dość - odpowiedział Thomas, kręcąc głową.
Heather posłała mu niezrozumiałe spojrzenie. Nagle gdzieś nad sobą usłyszała jakąś maszynę nadlatującą z góry. Skierowała ku niej wzrok, co uczynili pozostali, zmrużyła oczy i próbowała wyhaczyć to, co nadlatuje. Światła maszyny przeleciały po kolei po twarzach każdej osoby w szeregach. Maszyna zaczęła lądować, wywiewając tym samym jej włosy, przez mocny wiatr, jaki spowodowała. Musiała osłonić sobie oczy, by piasek w nie nie wpadł. Teraz Heather mogła określić, co to jest. To ta sama maszyna, którą widziała kilka dni temu, wtedy nazywając ją po prostu statkiem kosmicznym.

CZYTASZ
Brave as a Bear || Newt
FanficPokolenie nastolatków, odpornych na chorobę panującą na świecie, zostaje uwięzione w Labiryntach. W jednym z nich są sami chłopcy. Pewnego dnia, kiedy to Pudło powinno przywieźć kolejnego osobnika płci męskiej, dostarcza dziewczynę. Pewnie to pomyłk...