41.

1.6K 79 4
                                    

Odeszli paręnaście metrów od reszty. Delikatny powiew wiatru rozwiewał ich włosy. Heather założyła ręce na piersi, dygocząc lekko. Była odwrócona do Newta plecami. Wpatrywała się w gwiazdy na niebie, szukając idealnych słów, by wyjaśnić mu wszystko.

Musiała to zrobić i dobrze o tym wiedziała. Może razem znaleźliby na to wszystko wyjaśnienie.

- Pamiętasz jak jeszcze w Labiryncie mówiłam ci o mojej wizji? - zaczęła. Nie czekając na odpowiedź chłopaka, ciągnęła dalej. - Myślałam wtedy, że to zagrywka DRESZCZu. Że robią to specjalnie, by nam tylko zamącić w głowach. Byśmy zadawali kolejne pytania i nie doczekali się odpowiedzi. Byśmy się denerwowali, bo niewiedza jest wkurzająca. - Jej głos brzmiał spokojnie.

Heather zrobiła przerwę, czekając na jakąś reakcję Newta. Chłopak podszedł do niej i spojrzał na jej profil twarzy mówiąc:

- Co masz przez to na myśli?

- Wciąż je mam. Te wizje. Pojawiają się co noc. Raz nowe, raz te, które już widziałam, lecz wtedy dostrzegam więcej szczegółów. - Z każdym zdaniem jej głos stawał się bardziej zdenerwowany. Nie znała na to wszystko odpowiedz i to ją dręczyło. - Tak jest od początku pierwszej wizji.

I znowu przerwała, ale teraz po to, by uspokoić swój głos i samą siebie. Westchnęła głośno i kontynuowała:

- Przez to wiem, że w poprzednim życiu też strzelałam z łuku. Uczył mnie tego tata. Wiem, że moja mama była na coś chora, wiem, jak wyglądał mój dom, wiem... Wiem, że DRESZCZ porwał mnie i mojego tatę, by po kilku latach umieścić w Labiryncie. - Wzruszyła się na myśl o ojcu i matce. Głos zaczął się jej lekko załamywać. Szybkim mrugnięciem oczami, odpędziła łzy, które wezbrały się w ich kącikach. Zagryzła wargę, by opanować chęć płaczu. - Wiem, że Ava Paige coś mi dała, ale nie wiem, co to było. Sen urwał się w momencie, gdy chciałam na to spojrzeć i jak dotąd się nie powtórzył.

Newt słuchał jej w skupieniu. Rozumiał każde słowo. Pojmował jej problem, lecz niestety odpowiedzi nie znał. Wpatrywał się w nią tylko, a ona latała wzrokiem po kolei od każdej z gwiazd.

- To wszystko mnie przytłacza - powiedziała, gdy Newt nie dodał nic od siebie. - Nie chcę znać mojej przeszłości. To może za dużo zmienić. Próbuję skupić się tylko na uratowaniu Minho, ale przez to nie mogę. Zaczynam bać się zasypiać. - Zrobiła pauzę, by zaczerpnąć powietrza i ponownie uspokoić swój głos. - Powinnam powiedzieć ci o tym wcześniej, ale bałam się - odparła spokojniej.

- Czego się bałaś? - odezwał się.

Dziewczyna przełknęła ślinę. Sama nie wiedziała dokładnie czego.

- Nie wiem... Odrzucenia? Tego, że mi nie uwierzysz? Samej siebie? Nie wiem.

Newt dostrzegł, że Heather wygląda na zrezygnowaną, zasmuconą, zagubioną... Chciał jej pomóc dając odpowiedź na to wszystko, ale bez żadnych innych dowodów nic nie wskóra. Jedynie położył swoją dłoń na jej ramieniu, w ramach dodania jej otuchy i nadziei. Heather odwróciła głowę ku niemu i zbadała jego zatroskaną twarz wzrokiem.

- Opowiadaj mi o każdym śnie, jakiego doświadczysz. Może razem zauważymy jakąś rzecz, która je łączy i dojdziemy do wniosku - powiedział delikatnie.

Heather przytaknęła głową. Cieszyła się, że chłopak naprawdę stara się jej pomóc.

- Dziękuję, że przy mnie jesteś - odparła, delikatnie unosząc kąciki ust ku górze. Newt też się lekko uśmiechnął i przytulił ją, by dać jej jeszcze większe wsparcie.

Heather właśnie tego potrzebowała - opieki od drugiej osoby, którą chyba zaczyna kochać.

***

W czasie kilku kolejnych tygodni, Heather opowiedziała Newtowi o wszystkich swoich wizjach. On słuchał jej uważnie, starając się zapamiętać jak najwięcej i by potem wyciągnąć jakieś wnioski. Stwierdzili, że najprawdopodobniej jej matka umarła na Pożogę, a ojciec możliwe, że jeszcze żyje (choć jest tego małe prawdopodobieństwo).

W międzyczasie, nastolatka powiedziała o wizjo-snach również Thomasowi, Patelniakowi i Brendzie, z którą mocno zaprzyjaźniła się przez czas podróży.

Jack natomiast zaczął ją nieco irytować. Przez większość czasu chciał z nią rozmawiać i zabierał jej prawie całą wolną chwilę. Gdy tematy do pogaduszek im się kończyły, chłopak zaczynał wypytywać ją o to, co mówiła po tysiąc razy.

Lecz bardziej od niej był tym wszystkim zdenerwowany Newt. Jedyny czas, jaki spędzał z Heather, to noce, gdzie to opowiadała mu dalej o wizjach, wspominali o przeszłości jeszcze w Labiryncie, czy po prostu napawali się swoim towarzystwem w milczeniu. Blondyn nie chciał być niemiły w stosunku do Jacka, ale naprawdę nie podobało mu się to, że ewidentnie chce on odciągnąć od niego Heather. W życiu, by się do tego nie przyznał, ale chyba był zazdrosny o to, że spędza mniej czasu z dziewczyną niż czarnowłosy.

Tygodnie mijały, a nadzieja na znalezienia tego czego szukali, powoli odchodziła. Całymi dniami byli wycieńczeni, ale musieli iść dalej. Według tego, co mówił Vince, budynek, którego szukają, jest tak duży, że pomieści setki osób. Tylko problem w tym, że minęło pół roku, a oni nadal nic nie znaleźli.

Lecz pewnego, cudownego dnia, kiedy to Heather miała w zamiarze wreszcie się poddać, jedna z osób wskazała ręką na coś z wielkim uśmiechem na twarzy. Dziewczyna podniosła zmęczony wzrok ku górze i oniemiała.

Przed nimi stały dwa wielkie budynki, wyglądające jak ruiny czegoś, ale wciąż się dobrze trzymały, umiejscowione przy morzu. Co prawda miały w niektórych miejscach dziury w ścinach, czy w suficie, ale to jest ten obiekt, którego szukali od początku. Siły im powróciły i biegiem wbiegli do środka pierwszego budynku.

Wpadli, jak się wydawało Heather, do głównego holu. Na ziemi leżały cegły, a na prawo i lewo prowadziły schody w górę. Heather po szybkim obadaniu pomieszczenia, udała się piętro wyżej.

Zastała wąski korytarz bez połowy jednej ściany na lewo, przez co było widać, co dzieje się przed budynkiem. Na prawej natomiast były kolejne pokoje. Jak się dziewczyna zorientowała po wejściu do kilku z nich, każdy wyglądał tak samo. No może czasem brakowało jednego mebla w środku. Porównała jeden do jednego i ten budynek musiał być kiedyś hotelem. Na końcu korytarza były następne schody, lecz ich połowa zapadła się, przez co nie dało się wejść wyżej. Zeszła na dół i szybko pognała do drugiego budynku, który był w o wiele gorszym stanie.

Widocznie miał piętro, ale cała podłoga i dach musiała się zawalić, bo gdy podniosła głowę w górę ujrzała tylko ich części. Cała reszta leżała przed nią w postaci rozbitych cegieł, czy dachówki. Przeszła wszystkie pomieszczenia. Wyglądem nie różniły się zbyt wiele od siebie poza ich wielkością. Jeden musiał być garażem, czy coś w tym stylu, bo doszukała się dwóch aut w środku. Kolejny, tuż obok poprzedniego, miał wejście od zewnątrz budynku i oprócz ścian, nie miał nic. Znalazła jeszcze pomieszczenie, które musiało być kiedyś jakąś jadalnią, bo rozciągało się kilkanaście metrów dalej. Na piętro nie było co wchodzić.

- Heather! - zawołał, o ile dobrze rozpoznała po głosie, Thomas. - Chodź coś zobaczyć!

Dziewczyna w podskokach wyszła z budynku i podbiegła do grupki osób zebranych przy brzegu morza. Mieli uniesione głowy przed siebie, a ich uśmiechy jeszcze bardziej się poszerzyły niż wcześniej. Heather spojrzała w tym kierunku, co oni i dech zaparło jej w piersiach.

Nie wiedziała, jak wcześniej tego nie zauważyła, ale tuż przed nią na wodzie pływał gigantyczny prom. Miał dziury w niektórych miejscach i na pewno trzeba go naprawić zanim uda się w daleką podróż.

- Chyba nam się udało - powiedział w wielkiej zadumie Thomas.

Heather miała ochotę płakać ze szczęścia. Teraz pozostało im uratować Minho i uciec na tym statku daleko, by ich DRESZCZ już nigdy nie znalazł.

- Chyba tak - szepnęła w odpowiedzi Thomasowi.

Brave as a Bear || NewtOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz