|43|Ciekawość

7 1 0
                                        

Shoto zakładał, że mógł liczyć na ponowny kontakt dwa dni od rozmowy. Dlatego też kiedy dostał telefon tego samego dnia tylko wieczorem, był zaskoczony – a jeszcze bardziej, gdy usłyszał:

Możemy się spotkać?

— Kiedy?

Najlepiej teraz.

Zauważył przez uchylone drzwi Kawaguchiego zmieniającego Izuku opatrunki.

— Oddzwonię.

Będę przy telefonie. — rozłączył się.

Shoto spojrzał na telefon, westchnął przeciągle i wszedł do sypialni. Kawauchi odwrócił się najpewniej po to, aby zacząć narzekać, że przeszkadza; ale wyglądał jakby w połowie zmienił zdanie.

— Może pan na chwilę. — zapytał uprzejmie Shoto.

Kawaguchi wyszedł za nim z pokoju. Kiedy znajdowali się już poza zasięgiem wzroku Izuku, Todoroki wcisnął mu do ręki dwadzieścia tysięcy jenów.

— Muszę gdzieś wyjść, a pan mi go przypilnuje. — wymownie spojrzał w kierunku Izuku.

— Nie jestem opiekunką...

— Niech pan bierze.

— Nie jestem opiekunką i nie mogę za to brać pieniędzy. Jestem lekarzem. — uśmiechnął się półgębkiem, oddając pieniądze.

Shoto schował je, posyłając mężczyźnie podejrzliwe spojrzenie.

*

Przyjechał taksówką do wcześniej ustalonego miejsca. Był późny wieczór, a w tego typu lokalach, panował największy ruch. Shoto czuł się nieco zestresowany. Przez chwilę stał przed wejściem, wahając się, ale po chwili zganił się za takie zachowanie.

W restauracji – tak jak zakładał – było gwarno, co nieco go odpychało. Dopiero gdy zaczął się z zagubieniem rozglądać po wnętrzu, zrozumiał, że za długo nigdzie nie wychodził. Jeszcze bardziej stresowała go perspektywa kolacji. Jak on coś zje, skoro żołądek skręca mu się ze zdenerwowania?

Kiedy miał już wyciągnąć telefon i wybrać ponownie ten sam numer, który dostał pocztą pantoflową od Toyi, dostrzegł coś wręcz niemożliwego. Miał przed oczami Izuku siorbiącego jak gdyby nigdy nic ramen.

Dopiero po chwili zauważył, że to nie mógł być Izuku z prostej przyczyny. Ten, którego zostawił z Kawashimą w mieszkaniu, miał od dłuższego czasu problem z niedożywieniem. Jego ciało szczelnie pokrywały siniki i rany po cięciach, które opatrywano tak, aby nie wdało się zakażenie. W efekcie Izuku miał zabandażowane ręce od grzbietu dłoni aż po ramiona. Ten, którego teraz wiedział nie dość, że ze smakiem zajadał się, to nie wyglądał na takiego, co miałby problemy z niedowagą. Po prostu wyglądał zdrowo.

Kiedy zestawił ze sobą te dwa obrazy, zrozumiał, że „Izuku" z ramenem to człowiek, z którym umówił się. Po chwili Shoto ocknął się i podszedł do tego stolika, przy którym siedział Hisashi Midoriya. Ten właśnie odłożył pustą miskę.

— Pan Todoroki — bardziej stwierdził niż zapytał. — Niech pan usiądzie. Musi mi pan wybaczyć, że zacząłem, nie czekając na nikogo. Żołądek skręcał mi się z głodu.

— Nic się nie stało. — usiadł naprzeciwko. Nie mógł chyba liczyć na lepszy obrót spraw.

Nie dość że nie czuł się głodny, to nawet bez tego nie umiałby chwycić za pałeczki przy panu Midoriyi. Powiedział mu rano ogólnikowo, że Izuku ma problemy ze zdrowiem. Tyle wystarczyło, żeby ten rzucił wszystko, wsiadł w samolot i przyleciał ze Stanów Zjednoczonych. Po jego wyglądzie Shoto wnioskował, że przyjechał do tej restauracji prosto z lotniska.

tsunami; tddkOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz