Twenty.

10.2K 488 20
                                        


Celeste

Samochód.

Pędził.

Wprost.

Na.

Mnie.

Zaraz.

Mnie.

Rozjedzie.

Do.

Cholery.

Zamknęłam oczy, przygotowując się na uderzenie. Łamanie kości. Latanie. Ból.

Ogólnie, coś co widziałam tylko na filmach i nie sądziłam, że spotka to i mnie. W wieku siedemnastu lat zginę pod kołami, albo na masce drogiego auta.

...
...
...

Jednak, nic się takiego nie stało. A z taką prędkością, jaką poruszało się auto, już dawno powinnam leżeć i wykrwawiać się dwadzieścia metrów dalej.

Otwarłam ostrożnie oczy. Dalej byłam nie pewna i zlękniona.

Auto.

To samo, które zbliżało się niebłaganie w moją stronę, stało dokładnie milimetr od moich nóg. Czułam nawet, ciepły, wydobywający się z maski, dym.

Chłopak.

Kierowca srebrnego auta, siedział przerażony. Miał rozszerzone średnice. Był rozdrażniony. Niecierpliwy. Wierzgał zdenerwowany.

Żyję.

Zdałam sobie sprawę, że nie dość, że jeszcze chwila, a przejechałby pieszą, to jeszcze był naćpany.

Kiedy zobaczył, że nic mi nie jest, a ja zbliżam się do drzwi po stronie kierowcy, wycofał maszynę, tak żeby mnie nie naruszyć, po czym z piskiem opon odjechał.

Ani ja, ani on nie byliśmy w stanie zrobić to, co należy.

On powinien mi pomóc, opuścić pojazd, a ja spisać jego numery rejestracyjne.

Cholerni popaprańcy. Siadają za kierownicę po nieznanych prochach czy alkoholu i chcą coś udowodnić. Takim, to naprawdę, trzeba dać nauczkę i musi dojść do tragedii, żeby wreszcie zrozumieli.

Tępe łby.

- Celeste! Nic ci nie jest?- podbiegła do mnie Chloe. Zaciągnęła mnie na chodnik, ponieważ cały czas stałam na jezdni.

Cała ta drogowa "kolizja" i przedsmak tragedii, przyciągnęło wielu gapiów. Patrzyli teraz i czekali na rozwój wydarzeń.

- Nie. Na szczęście- westchnęłam z ulgą. Sekundy dzieliły mnie od rozpłakania się.

- Na pewno? Kto to był? Jesteś cała?

- Jakiś chłopak, w porę wyhamował. Cholera- opadłam na krawężnik- Nie sądziłam, że cuda się zdarzają. A jednak, jestem tutaj. Cała i chyba zdrowa.

- Chodź. Usiądziemy przy stoliku. Po co dawać tym kretynom, powód do plotek- wskazała za siebie i ostrożnie pociągnęła mnie na nogi.

Pokiwałam ciężką głową i poszłam za nią do naszego stolika.

- Przyniosę ci wodę. Za chwilę wracam.

Ta chwila trwała, tyle, co odpowiedź na moje wczorajsze sms'y. Czyli niespełna minutę.

- Proszę- podała mi butelkę wody.

Upił spory łyk. Powoli uspokajałam bijące serce, urwany oddech i ...całą rozdygotaną siebie.

Pozory Mylą...Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz