68 rozdział ♔ | Rozejm, a może pokój? |

151 11 135
                                    

| Rola córek | Ojcowska lekcja | Matczyne serce |

| Królewska miłość |

Wyszehrad, Królestwo Węgier, koniec czerwca 1335 r.

| Tydzień później |

Wziął głęboki wdech, powolnie wypuszczając powietrze i uciszając nerwy. Audiencje onegdaj niosące mu satysfakcję, podczas których wspierał poddanych, przy tejże sposobności prezentując się również po latach walk o tron w roli legalnego władcy, teraz ciążyły mu w momentach boleści podagry. Pragnąc zagłuszyć odnawiającą się ranę u stopy, sięgnął po sztylet i drewienko, kontynuując rzeźbienie. Dłuższa chwila pomiędzy audiencjami miała przynieść mu ukojenie i spokój.

— Ojcze — zagadnął go niespodzianie Ludwik, przekraczając próg sali tronowej.

Karol Robert przymknął oczy, siląc się na cierpliwość, boć brakowało mu jej przy nieznośnym pulsowaniu w nodze.

Spojrzał atoli na syna wzrokiem beznamiętnym.

Malec zgarniał co rusz ciemne włosy z zaczerwienionego od wysiłku lica. Docierając przed jego oblicze, pokłonił się pospiesznie. Już po chodzie Karol wyczuł, iż żywi doń jaką pretensję.

— Co przykazałeś Mroczkowi?

Andegawen zmrużył oczy, odsuwając ostrze od naznaczonego drewna. Syn wyraźnie miał mu co za złe. Rzucał w niego osądzającymi gromami, tonem tnąc spokój, jakiego nieomal zaznał w samotności. Nieomal.

— Mówże wprost — zarzęził, zanosząc się raptownym kaszlem.

Ludwik przeczekał napad i podszedł bliżej. Gdy Karol był w stanie zaczerpnąć powietrza, rzekł:

— Wywiedziałem się od Atili o ranie Leili. Nie była w stanie przyjść na trening. — Nie potrafiąc wystać w miejscu, stawał raz na jednej raz na drugiej nodze. — O tym miałem nie mówić matce?

Zapadła cisza. Karol spodziewał się dłuższego wywodu, podczas gdy syn ino nie spuszczał z niego palącego spojrzenia, domagając się odpowiedzi i wiedział, iż ona mu nie wystarczy.

Był niczym matka, wścibski, męczący, nieustępliwy, wszędobylski. Nie wygrałby z nim teraz. Wskazał następcy tron królowej, na którym pospiesznie się usadowił, jakoby jeno czekał na zezwolenie.

— Za wszelkimi misjami podąża zagrożenie. — Karol oparł się na łokciu, wysuwając w stronę syna. — Zwłaszcza za tymi, które wymagają wejścia do paszczy lwa. Wiedział o tym Mroczko, wie i Leila. Sama wymusiła na mnie pozwolenie, by ruszyć z Draganem. — Na te słowa uderzył plecami w oparcie, spoglądając na drewienko. — Co jeszcze masz mi do zarzucenia? — spytał, zabierając się za robótkę.

Ludwik przyglądał mu się ukradkiem, by po chwili stanąć przed podestem.

Widział Karol, z jakim trudem przychodzi mu opanowanie gniewu. Tymczasem w moment przywdział spokojny wyraz, na co pogratulował mu w duchu.

— Ufam twej mądrości i przezorności, panie ojcze — przemówił dojrzałym tonem, patrząc na dłonie rzeźbiące jedynie sobie znany wzór. — Zawsze będę stał u twego boku. — Pokłonił się. — Jeśli ja, żem się domyślił, do matki prędzej niż sądzisz, dotrą pogłoski o wyprawie. To bodajże ostatni moment.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Sep 28 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Królowa ♔ Piastówna na węgierskim tronie | Elżbieta Łokietkówna |Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz