Zamknięta w szafie, ściskając telefon w prawej dłoni, oddychałam najciszej jak się da.
— Mike, to już jest szczyt opierdalania się.
Usłyszałam głos Blase'a, niebezpiecznie blisko mojego miejsca ukrycia. Widziałam na podłodze jego stopy, a potem szybko pojawiły się kolejne, plecami niemal opierając się o drzwi szafy.
Przesunęłam się bliżej prawej ściany, buty zasłaniając niebieską sukienką matki Mike'a.
— W trakcie jarania sobie przypomniałem by coś tam wrzucić, to padło na koszulkę.
Głos Mike'a lekko się trząsł, a sam widocznie nie mógł utrzymać równowagi.
— Dobrze, że mam tego skuna, bo jesteś w chuj pospinany.
— Dzięki stary, chyba kupiłem jakieś gówno. Przodem, Blase.
Blase ruszył w stronę balkonu, a Mike nachylił się do drzwi od szafy i wyszeptał:
— Powiem, kiedy.
Nie odpowiedziałam nic, aby tylko Blase nic nie usłyszał.
Siedzieli na balkonie, a ja słyszałam tylko szmery zamiast jakichkolwiek logicznych sformułowań. A może już zbyt ze stresu szumiało mi w głowie, aby cokolwiek zrozumieć.
Na telefonie, na szczęście wyciszonym, przychodziły mi powiadomienia od Violet, Any i Bena. Wszyscy wysyłali Snapy jak siedzą pod szkołą, z podpisami, że za mną tęsknią.
Ja za wami też, zdecydowanie.
Usłyszałam donośny kaszel Mike'a, a zapach silnie chemicznej trawy dusił mnie nawet w szafie. Plan Blase'a wydawał się dla mnie jasny: naćpać Mike'a i wycisnąć z niego wszystko, co tylko można.
Powoli się uspakajałam, przez co ból w moich nogach potęgował się nieustannie, wywołany obiciami podczas biegu po schodach. Kołysałam się w przód i w tył, aby dać sobie chociaż pozór komfortu.
Szum narastał, a moje serce znów zaczęło przyspieszać. Idą tu.
Usłyszałam donośny trzask, spowodowany wręcz rzuceniem się na zamknięte drzwi szafy
— IDZIEMY DO POKOJU.
Doceniłabym jego starania, ale zdecydowanie były one przesadzone, na tyle, że stresowało mnie to jeszcze bardziej. Jakbym zaraz miała zostać przyłapana.
— Tak Mike, idziemy do pokoju — usłyszałam głos Blase'a. Jak dobrze, że on nigdy nic nie potrafił zauważyć. A Mike był absolutnie beznadziejnym aktorem.
— MOŻEMY WYCHODZIĆ.
Drzwi otworzyły się, i już ponownie się nie zamknęły. Chłopcy zeszli na dół, a to był mój czas.
Zobaczyłam na telefonie powiadomienie od Bena, który pytał się, czy wszystko okej, że nie było mnie dzisiaj na lekcjach.
Nie, Ben, jest jakoś najgorzej, ale odpisałam tak, to tylko migrena.
Powoli, delikatnie, otworzyłam szafę i wyszłam, zamykając ją za sobą. Okej, pierwszy krok podjęty.
Skierowałam się szybko na balkon i zgarnęłam resztki trawy, bo przydadzą się po tym wszystkim, nie ma co.
Zeszłam w dół, słysząc mocny bas Apple Pie z głośnika Mike'a. Włączył muzykę, by mi to wszystko ułatwić.
Uważałam na każdy krok, walcząc z trzeszczącą podłogą. Udawało się.
Wzięłam głęboki oddech przed drzwiami, powoli pociągając za klamkę.
Kurwa, zamknięte.
Pęk kluczy Mike'a znajdował się w drzwiach, ale nie było opcji, by zrobić to po cichu. Wszystkie będą dzwonić, obijać się o siebie. To jest nieuniknione.
CZYTASZ
bad boys fuck better
Romansa-hashtag na tt: #bbfb- Niektórzy po prostu są dla siebie stworzeni. Tacy ludzie muszą być razem, a ich związki należą do tych najbardziej udanych. Ale co jeśli nie potrafią stworzyć zdrowej relacji? Te osoby powinny zerwać i ledwo radzić sobie samo...
