(czytaj: Randewu) (czyli po polskiemu... Chyba randka.)
Loona: więc...
*Loona stała w progu mieszkania Blitza, ubrana w czerwoną sukienkę z pentagramem*
Kai: Hej... *Czarny ogar był nieco bardziej skołowany niż mogło się wydawać*
Kai: "Pewnie zastanawiacie się jak wylądowałem w tej sytuacji... Więc już tłumaczę. Ta piękna dama stojąca przede mną to Loona.
'Nic nowego' zapewne powiecie. Cóż... To nie jest moja Loona. I to nie tyle, że traktuję Loonę jak przedmiot. Oczywiście, Loona nie należy do nikogo. A jednak to nie moja była. Już bliżej jej do byłej Silvera... Tak. To Loona Silverkowa... Ale co robię tu ja?"
Kai: gotowa?
Loona: ta... Tak myślę. *Przejrzała się jeszcze w lusterku po czym poszła tuż za mną na dół.*
Kai: "Zapewne zbieram sobie na wpierdziel od Silvera. Ale uwierzcie. To po prostu mniejsze zło. Już lepiej by Loona umówiła się na spotkanie ze mną niż podjęła jakaś decyzję której potem będzie żałować... Więc tak. Traktuję siebie jako mniejsze zło... Choć skoro już tu jestem..."
*Kai otworzył Loonie drzwi pomagając jej wejść do auta po czym sam zasiadł za kółkiem*
Kai: "zamierzam sprawić by Loona zapomniała o problemach i swojej złości na niego"
*Loona oczywiście jak zwykle w telefonie. Gdyby chciał to mógłby wywieźć ją na jakieś zupełne pustkowie, a ona by nawet nie zauważyła.*
Loona: więc co tam masz w głowie? Jakiś film i kolacja? Mam nadzieję, że nie żadna tandeta. Jak romans czy coś...
Kai: "w głowie? W głowie to ja mam pustkę... I taki fajny kołowrotek co to chomiki mają... I tak w kółko zapierdalają... Skup się!" Tak właściwie. To wiedziałem, że żadna tandeta nie wchodzi w grę. Więc przygotowałem coś innego.
Loona: czyli jakaś samoróba po taniości?
Kai: "nie daj się ponieść emocjom... Nie denerwuj się... Nie denerwuj jej..." W sumie. Wiem, że chciałaś iść tylko dlatego, że chciałaś wzbudzić zazdrość Silvera. Ale nie musisz być taka oschła.
Loona: niech ci będzie...
*Po pewnym czasie w końcu dotarli na miejsce. U podnóża jednej z gór otaczających Pentagram City.*
Loona: wspinaczka?
Kai: całe szczęście, że nie... Pozwolisz? *Kai wyciągnął rękę w stronę wilczycy*
Loona: Okay?
*Gdy tylko złapał jej rękę oboje poczuli się jak w stanie nieważkości*
*I tak dotarli na skalną półkę gdzie przygotowany był już koc i koszyk*
Loona: *gdy tylko dotknęła ziemi stopami, z lekkim złośliwym uśmieszkiem uniosła brew* serio? Piknik?
Kai: no weź. Bardziej banalnie już zrobić nie mogłem.
*Loona usiadła przodem do miasta. Czyli bliżej góry. A Kaik na przeciwko*
Loona: no dobra. Przyznaję. Widok nie najgorszy.
Kai: mój też.
Loona: *od razu jej pyszczek pokrył się Głębokim Karmazynowym Rumieńcem. Więc odwróciła wzrok* <tak
.. musiałem przetłumaczyć "Deep Crimson Blush" XD takie są moje umiejętności języka polskiego.>
Loona: zamknij się...
Kai: "wkurw Silvera. Wyczuwam." Głodna?
Loona: czemu nie? Co tam masz.
Kai: "ty głupcze... Wpadłaś wprost w moją pułapkę. Przekąski te stworzył sam mistrz kuchni. Silver. Nie ma bata, że nie przypomni sobie o nim w pozytywny sposób gdy ich skosztuje"
*Chłopak włączył głośnik, zapuszczając nie aż tak przypadkowo wybraną muzykę.*
*Loona zaczęła kosztować pierwszej kanapeczki, a w jej oczach pojawiały się iskierki*
Loona: wow! Ale cudo. Sam to robiłeś?
Kai: tak właściwie to nie. Dzieło Silvera.
*Loona zaczęła się krztusić co chłopak musiał pojawić się za nią by poklepać ją po plecach, by mogła odkaszlnąć.*
Loona: ty jebany chuju! To był twój pomysł?
Kai: No weź. Znalazła byś lepszą kuchnię?
Loona: *mamrocze coś pod nosem* nie zmienia to faktu, że stawiasz nie w bardzo dziwnej pozycji. A ta muzyka? Brzmi w kurwę znajomo. I też mi się z nim kojarzy.
Kai: Loona.
Loona: co "Loona"!? Co Loona? Jebać. Chciałam się dobrze bawić. A nie musieć o nim ciągle myśleć! Do chuja.
Kai: *wrócił na swoje miejsce. Przez chwilę bawił się kulą światła lecz jednak po chwili zrezygnował*
*Siedzieli tak w ciszy. Jednak wciąż wspólnie. Loona zatkała pysk koleją kanapką. I choć wkurzona wyglądała słodko to nie uspokoiło to chłopaka*
Kai: chciałem... *Huh...* Jestem po twojej stronie... Nie chciałem cię urazić... Chciałem po prostu miło spędzić z tobą czas. Przy okazji sprawiając byś nie zapomniała o nim...
*Loona uspokoiła się trochę. Przełknęła i westchnęła*
Loona: jak na razie mi się podoba...ło. Ale nie próbuj układać mi życia. Jasne? Bo pożegnasz się z jajami.
Kai: nie obiecuję. Ale postaram się.
Loona: tyle wystarczy.
CZYTASZ
Multiverse Talks
De Todo(okładka losowa ale potrzebowałem jakiejś więc jest. głównie będzie hazbin hotel [na chwilę obecną] ) coś do mojego lore ale w formie talksów. nikt nie pytał, nikt nie potrzebował ale jest. achronologicznie i alokacyjnie więc nie roztrząsajcie... wa...
