#180 Best Chef on the Multiverse

36 4 41
                                        

Kai wraca właśnie z dostarczania jedzenia wchodząc właśnie do przestrzeni gdzie odbywa się obecnie cała procedura.

Zrzucił plecak i zmienił szybko strój mimo, że za jakiś czas również powinien już wyzbywać dostarczać zamówienia.

Kai: hejka Sophie...

Sophia: Cześć. Już jesteś? Nawet jeszcze nie mamy gotowych zamówień.

Kai: więcej czasu na przerwę.

Sophia: przynajmniej ty.

Kai: Sorry, że myślałem to na ciebie zrzucić.

Sophia: co? Nie. Ja tam sobie radzę świetnie. Zawsze miła odmiana. Niby praca za biurkiem a jest sporo do roboty. Raczej martwię się o Silera. Loona. Potem Zkuryo. Wiem, że nie chcesz zbytnio ingerować. Ale może coś da się zrobić?

Kai: niestety. Niewiele mogę pomóc poza sprowadzaniem ich obu tutaj. Jednak by niczego nie naruszyć stosuję tamte zasady. Jak wróci to zapomną. Więc znów będzie... Kicha...

Sophia: A chociaż pogadać?

Kai: Tyle mogę zrobić. Chyba. A ty?

Sophia: myślę, że raczej potrzebuje męskiego towarzystwa. I bez obrazy Lucas... Ale nie jesteś w najlepszym stanie by udzielać rad...

Lucas: *stoi sobie kilka metrów za nimi jedząc.* Nie wiem co masz na myśli tym razem jestem trzeźwy.

Sophia: a obiecasz wejść do kuchni bez podjadania?

Lucas: aż takim łakomczuchem nie jestem... Ale tu mnie masz. Dalej jestem głodny.

Kai: najchętniej to bym sprawdził Sayankę... Ale to też może namieszać...

Darkside: ta... Bo ty niby się przejmujesz... Zwłaszcza budując wielopiętrowy plan i łażąc po snach innych by-

Kai: 🙄

Kai: dobra. Pójdę do niego i zobaczę co się da zrobić.

W międzyczasie Kai odebrał połączenie składające bardzo nietypowe zażalenie.

Kai: jest tu kto?

Silver: jestem. Już prawie gotowe. Jeszcze tylko doprawić i możesz lecieć.

Kai: *oparł się tyłem o blat* jesteś pewien, że nie chcesz pogadać?

Silver: po prostu... Wiesz co... Dziwne to...

Kai: *spojrzał w górę* masz wrażenie, że bliskie ci osoby powoli cię opuszczają? I widzisz w tym swoją winę? Najpierw Sayana i powrót do piekła. Potem Loona. No i Zkuryo. Lucas też teraz musi więcej spędzać czasu z małą niż z kolegami... Życie bywa trudne. I zanim zapytasz co mogę o tym wiedzieć... Też musiałem być w ukryciu by chronić i patrzeć na tych na których mi zależało, z daleka. Z tobą jest o tyle prościej, że masz szansę.

Silver: Racja. Jakaś szansa, że Loona wróci zawsze jest.

Kai: ja bym spojrzał na to nieco inaczej. To nie Loona powinna wrócić. To wy oboje Musicie zrozumieć Siebie na nowo. Przypomnieć sobie co tak właściwie stało się powodem dzięki któremu się zakochaliście. Nie traktujecie miłości przedmiotowo. Jak coś co można stracić i zyskać. Tylko raczej jak coś co daje się całym sercem. I tylko jeśli otrzymujesz ją wzajemnie bez wymagania jej... Tak. Właśnie tą iskrę widzę w was.

Silver: Ty...

Kai: ?

Silver: zrozumiałem tylko tyle, że Loona to nie rzecz którą mogę odzyskać lub liczyć, że wróci. Tylko pokazać jej, że ją kocham i strać się przypomnieć jej faktyczny sens naszego związku. Dobrze myślę?

Kai: no. Mniej - więcej. Ja tylko ubrałem to w jakieś zawiłe słowa i metafory by lepiej brzmiało... A co do Zkuryo... Uwierz mi. i zaufaj sobie... Poradzi sobie. I ty jeden wiesz ile trzeba poświęcić wybierając się w inny świat...

Silver: trafiłeś w punkt. Jednak są różnice.

Kai: zawsze są róż- coś się jara czy weszła tu jakaś hotówa?

Oboje spojrzeli na drzwi do kuchni jednak nie były nawet ruszone.

Silver: Kurczak!

Ogar podbiegł do patelni i zaczął ją gasić po czym zdmuchnął ogień za pomocą mocy i techniki.

Kai: a skoro o kurczaku mowa. Dzwoniła Bee. Powiedziała, że jej kurczak był tak surowy, że zaczął wpieprzać jej sałatkę...

Silver: jasne. Przekaż jej, że zrobię nowe. Za... Jakieś kilka minut.

Kai: z tego co wiem to nie było konieczne. Tamta Bee zaadoptowała go i nazwała Mr. Loosehead. nie pytaj.

Silver: nie pytam.

Kai: myślę, że przyda ci się trochę przerwy. Może już koniec na dziś? Sophie i tak miała wyjść wcześniej bo zaplanowała wypad z Nathanem. O ile mi wiadomo. Ja też dam cynk Krisowi, że dziś nie musi mnie zmieniać.

Wiadomość: Zn

Silver: dzięki. Zrozumiałem... Że nie do końca zrozumiałem, ale przynajmniej wiem, że jesteś koszmarny jeśli chodzi o pocieszanie.

Kai: jakby nie patrzeć z dziewczynami bywa nieco prościej.

Silver: z której strony?

Kai: nie mam kurcze pojęcia...

Oboje wyszli z kuchni i tym razem nic się nie spaliło, a Sophia widząc to uśmiechnęła się lekko gdy Silver choć przez chwilę był szczęśliwy.

Darkside: tak. Tak. Ładna bajeczka. Prawda? Ale czemu nikt nie widzi? Jak wszystko jest podane na tacy. Jakoś inaczej trzeba to wyjaśnić?

Kai: co ty tu znów kombinujesz?

Darkside: dokładnie wiesz co. Dopinam celu... Tak jak ty swo-

Multiverse TalksOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz