Kolejny rozdział, dajcie znać o swojej obecności poprzez ocenianie lub komentowanie ! Obie opcje są mile widziane ^^
***********************************************************************
- Sto!- krzyknęła, wyrzucając jednocześnie kunai w tarczę. Oczywiście chybiła. Yo-chin chciała zapomnieć o upokorzeniu jakie wczoraj doznała, na samą myśl czuła jak palą ją policzki. Nie wiedziała czemu było jej wstyd, nic nie zrobiła, jednak nie potrafiła się go pozbyć. Mowa tutaj o jej niepomyślnej wizycie w akademii:
-Dziecko, co ty tutaj robisz, zgubiłaś się?- zapytał instruktor.
- Niee, chciałabym nauczyć się walki w ręcz.
Instruktor popatrzył na nią jakby była szalona. Wzrok nadążył za językiem, ponieważ po chwili wykrzyknął:
- Oszalałaś ! Od kiedy kobiety z klanu Uzumaki uczą się walczyć?! Po drugie jesteśmy w stanie mobilizacji, a ty zawracasz mi głowę aby uczyć ..właśnie- zatrzymał się i zastanowieniu pochylił się w jej stronę.- Czy ty w ogóle ukończyłaś jakiekolwiek podstawy?
- Mam dziewięć lat, ukończyłam Akademie Podstawową.-dziewczyna coraz bardziej czuła się zawstydzona. Spuścila wzrok.
Instruktor był rosłym mężczyzną z ogolona głową i masą blizn na dłoniach. Nawet dorośli czuli się onieśmieleni jego wyglądem i posturą.
- Brawa- powiedział kąśliwie.- Czyli potrafisz czytać, pisać, znasz historię swojego i innych klanów oraz potrafisz utworzyć parę pieczęci ochronnych. Słuchaj dzieciaku i spójrz.- zaczął i wskazał dłonią otwarte na oścież drzwi,które znajdowały się po jego lewej stronie, prawą dłoń umieścił na ramieniu dziewczyny. Popatrzyła na wskazany kierunek: zza drzwiami odbywały się zajęcia co było jeszcze bardziej żenujące, ponieważ była pewna, że wszyscy obecni w sali przysłuchują się ich rozmowie.- Walka wręcz nie jest dla kobiet, szczególnie słabych.
Spojrzenie które jej posłał jasno mówiło że ostatni przymiotnik tyczy się jej.
- Jesteś wątłej budowy oraz nie kojarzę aby ktoś cokolwiek mówił o twoich osiągnięciach, więc zakładam, że ich nie masz. W innym przypadku zostałabyś skierowana do mnie. Tak, zdarzają się kobiety z talentem do walki w ręcz. Uczyłem wszystkie, które były takimi „przypadkami" przez ostatnie dwadzieścia lat, a wiesz ile ich było?
Zaprzeczyła głową, sensei kontynuował:
-Mogę policzyć ich na palcach jednej ręki, uznaję więc , że ich nie ma.
To nielogiczne -pomyślała dziewczyna. Brakowało jej jednak odwagi aby powiedzieć to na głos. Patrzyła zatem w podłogę. Przez kilka sekund nikt się nie odezwał. Dziewczyna kątem oka zarejestrowała kątem oka, jak sensei puścił jej ramie i wyjmuję coś co wyglądało na monetę z kieszeni,a po chwili rzucił nią w drzwi.
- Wracać do treningu!
Za drzwiami słychać było odgłosy wznowionej walki.
- Wracaj do domu dziecko- mówiąc to wchodził już do sali.
Yo-chin zamiast do domu zaczęła szukać miejsca na trening. Znalazłszy je zabrała z domu dziesięć kunai i postanowiła sama nauczyć się operowania nimi. Najpierw zdecydowała osiągnąć perfekcje rzut kunaiami, a potem będzie doskonaliła wszelkiego rodzaju pieczęcie. Jeżeli nie będzie mogła walczyć w ręcz zrobi to z odległości. Dziewczyna spojrzała na tarczę, ćwiczyła już od dwie godziny, czego dowodem były odciski na dłoni. Żaden z kunai nie zbliżył się nawet do środka tarczy. Nie oczekiwała, że wszystkie zaczną trafiać idealnie w punkt, ale mógłby być w jego okolicy.
- Robisz to źle, ustabilizuj najpierw nadgarstek- poinformował łagodny głos.
Yo-chin szybko odwróciła się i zobaczyła starszego mężczyznę z siwią brodą i włosami. Obie rzeczy były długie i sięgały mu do pasa. Brodę miał związaną złotym rzemykiem, a na włosach leżała czarna opaska. Mężczyzna ubrany był w czarny strój z usztywnionymi ,szarymi elementami zbroi na ramionach, łokciach i kolanach. Rozpoznała go natychmiastowo, szybko skłoniła się.
- Ashina-sama.- Był to lider ich wioski, widziała go na obrazach w jej klasie oraz na paru uroczystościach.
Wódz zbliżył się do niej i wyjął z jej ręki kolejny kunai, którym miała zamiar rzucić, a następnie cisnął go w tarczę. Trafił w sam środek. Dziewczyna popatrzyła to na tarczę to na wodza, zrobiła to parokrotnie.
Ashina uśmiechnął się.
- Widzę, że zamiast walki w ręcz zdecydowałaś się na coś innego.
Serce Yo-chin nieznacznie przyspieszyło i poczuła że jej policzki znowu stają się czerwone.
Skąd on ..?
- Widziałem Ciebie wczoraj- wytłumaczył patrząc w dól, na nią.- Przez przypadek przechodziłem obok tej placówki gdy usłyszałem czyiś podniesiony głos. Muszę pogratulować hartu ducha.
Yo-chin lekko się uśmiechnęła. Ashina spoważniał wygładzając zmarszczki przy oczach.
- Chodź dziewczyno, zobaczymy co jeszcze musimy poprawić. W końcu trafisz.
Po kolejnej godzinie Yo-chin parę razy udało się trafić w sam środek, czuła się wykończona, jak na złość jej wódz wyglądał tak świeżo jakby wrócił ze spaceru.
Jestem taka zmęczona, gdybym tylko mogła mieć trochę więcej wigoru. Wzięła parę głębszych wdechów i wydechów, poczuła jak jej siły nieznacznie wracają. Zadowolona kontynuowała trening.
Dziewczyna była nieświadoma spojrzeniu jakim obdarował ją Ashina-sama. Gdy ta poczuła czuła, że siły jej wróciły on poczuł jakby ktoś zabrał mu trochę energii. Ashina zauważył jak pot spływający chwilę wcześniej z czoła przestaje skapywać. Dziewięciolatka skądś nagle znalazła siłę.
Nie skądś, ale od kogoś, wzięła ją ode mnie-zauważył. Postanawiając obserwować ją.- Cóż za nietypowe umiejętności.
To nie przypadek, że chciał pocieszyć dziewczynę, której prośba zakończyła się fiaskiem. Nie był to przypadek, że postanowił wyjść z lasu i pokazać jej prawidłową technikę. Bogowie chcieli abym odkrył jej umiejętność. Postanowił obserwować ja i nie mówić o jej umiejętnościach. Jeszcze nie.
Tydzień później
Oficjalnie wybuchła wojna. Śmierć nadchodziła. Yo-chin miała być ewakuowana wraz z innymi dziećmi i osobami niewalczącymi. Mieszkanie przy granicy nie było już bezpieczne. Wszędzie można było dostrzec ninja z klanu Senju, którzy pomagali w ewakuacji. Był to ostatni dzień dziewczyny w tym okręgu. Spojrzała w kierunku domu, ciągle przed oczami miała zmartwią twarz matki oraz większą niż zazwyczaj nerwowość ojca. Sora przestała widywać się ze znajomymi, a w wiosce panowała powszechna mobilizacja. W sumie nie mówiono o niczym innym niż o wojnie. Dziewczynka od czasu ogłoszenia wojny nie założyła ani razu dziewczęcego kimona, nosiła męskie spodnie i długą czerwona tunikę. Pilnowała aby mieć przy sobie kunai, którym rzucanie przy pomocy Ashina opanowała do perfekcji. Dziewczyna nie pytała wodza o sprawy polityczne, choć bardzo chciała. Domyślała się czemu wybrał klan Senju ponad klan Uchiha-były to klany siostrzane, wywodziły se od Ashury. Dodatkowo chciała wierzyć, że wódz robi wszystko tak aby jej klanowi było najlepiej. Czuła, że lider traktuje naukę jej jako sposób odprężenia. Nie śmiała tego przerywać zasypując go gradem pytań, po drugie trening z najsilniejszym ninja z wioski traktowała jako zaszczyt. Ashina zaczął uczyć ją również o pieczęciach i naturach czakry. Dowiedziała się, że potrafi panować nad powietrzem. W specjalnym podręczniku wódz pokazał jej opis pieczęci na „powietrzne igły" wyrzucone z dostateczną duża szybkością potrafiły poważnie zranić przeciwnika. Na więcej nie miał czasu jej uczyć , jednak wręczył jej ów podręczyć i nakazał aby uczyła się tyle ile będzie w stanie.
Idąc bez celu Yo-chin znalazła się w swojej starej szkole gry na instrumencie. Odruchowo spojrzała na stara szopę gdzie spędzała najwięcej czasu z Tagato. Postanowiła wejść i zabrać większość nut, które ciągle tam leżały. Drzwi szopy otworzyły się z cichym zgrzytem.
Dawno nikt tu nie zaglądał.
Zaczęła układać i sprzątać nuty z pianina gdy nagle spostrzegła leżący pod nutami kunai z czarnym opalizującym ostrzem. Zdziwiona wzięła bron w rękę i zaczęła delikatnie nią obracać. Na rękojeści było wygrawerowane T.U .Yo-chin nie mogła pomylić tej broni.. należała do Tagato. Nagle poczuła, że brak jej oddechu.
- Zostawię ci go w testamencie. -Były to te słowa które wypowiedział Tagato. Jeżeli kunai jest tu to oznacza, że Tagato...
- Nie żyje- wyszeptała, zaczynając płakać.
Odchodząc do wioski, Madara usłyszał krzyk ogromnego bólu który wydobywał się z szopy.
Więc Yo-chin już przybyła.
Tagato zmarł dzisiaj. Nie przeżył jednej z wielu potyczek z klanem Senju. Wciąż pamiętał dumę jego ojca gdy Tagato obudził jako pierwszy z jego rodzeństwa Sharingana, wspominał nieustępliwość brata który chciał stać się silniejszym aby zmienić świat. Teraz wszystko wydało mu się nikłe i nieważne. Chłopak poczuł jak jego serce powoli, kawałek po kawałku, zostaje wyrwane a na jego miejscu pojawia się kamień. Po raz ostatni odwrócił się w stronę szopy i zlustrował otoczenie swoim Mangekyou Sharinganem.
Yo-chin spędziła południe płacząc w szopie. Otępiała i ledwie świadoma wszystkiego wokół niej wytarła łzy i wybrała się w powrotną drogę do wioski. Nie przeszła paru metrów gdy usłyszała dźwięk łamanej gałęzi. Wcześniej zaczęłaby uciekać, jednak teraz zobojętniała i otępiała po wiadomości jaką otrzymała zdecydowała, że wszystko jej jedno. Jak gdyby nigdy nic zrobiła dwa kroki po czym szybko odwróciła się i rzuciła kunai, który miała przy sobie (kunai Tagato wisiał przy jej biodrze) usłyszała jak ktoś przeklina i wychodzi z lasu. Przed nią stanął chłopak z białymi włosami i czerwonymi oczami trzymając w ręku jej kunai. Mógł być ze trzy lata starszy od niej. Na czole miał przepaskę z symbolem klanu Senju.
- Uważaj do cholery- powiedział chłopak bez zbędnych ceregieli.- Milimetr wprawo i miałbym twoje inicjały wycięte na twarzy.
Yo-chin spojrzała na niego, mogła czuć się onieśmielona pewnością siebie jaką emanował i siłą jaka od niego biła, ale dziś ..
- Jasne, następnym razem gdy przyjdzie mi rzucać kunaiem w moje zagrożenie po prostu ostrzegę wroga żeby przesunął się tak abym go nie zraniła- jej ton był zimny i ironiczny.
Chłopak spojrzał w jej zamglone zielone, niebieskie (?)oczy.Nie potrafił jednomyślnie określić ich koloru. Dziewczyna szybko odwróciła się i kontynuowała wędrówkę w stronę wioski.
*********************
Nasza dziewczynka potrafi być zimna, o czym przekonacie się w następnych rozdziałach, w większości (dużej większości) będą to wpisy Yo-chin ( teraz zdałam sobie sprawę, że nie napisałam jej wymowy, więc zrobię to teraz : joczin) z jej wspomnień z wojny. Nie chcę was zanudzić więc będzie to parę najważniejszych wydarzeń. Za jeden rozdział będziemy świadkiem akcji z udziałem dziewczyny już w wieku 13- lat , tak ja wiem to baaardzo dużo :P
Trzymajcie się cieplutko !
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
FanfictionWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
