To najdłuższy rozdział jaki tu dodałam. Wyszło koło 5600 słów. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Wiem, ze Yo-chin ( ale już to pisałam) różni się od typowych bohaterek, ale mam nadzieję że właśnie w tym tkwi jej urok :D
*************************************************************
- No nareszcie - mruknął Ara wpatrzony w rozciągający się pod nim pas pola, z którego gdzieniegdzie wyrastały kępy drzew.
Yo-chin wychyliła się zza urwiska, a zaraz potem wróciła spojrzeniem do Madary, który niczym cień stał pod drzewem. Podeszła do niego, zostawiając resztę, która powoli schodziła po zboczu. W myślach życzyła im powodzenia, ponieważ zwierzęta nie były chętne do tej przeprawy.
- To jest to miejsce w którym ty i Hashirama-sama podjęliście pierwsze rozmowy o ustaleniu pokoju. - Yo-chin nie przypomniała, że ona również się tu znajdowała. Czuła, że jej obecność wtedy mało znaczyła.
- Tak.
- W tym miejscy rósł gęsty las, teraz jest pustka, tutaj walczyliście po raz ostatni?- zapytała. Zmietli z powierzchni ziemi cały las, jak niszczycielską moc posiadał on wraz z Hashiramą? Pamiętam co wtedy myślałam. Karczowanie tego terenu przeciętnemu człowiekowi zajęłoby kilkanaście lat. Im? Zajęło jedną walkę.
Przestał sie opierać o drzewo, ruchem szyi kazał jej iść za resztą, sam wyprzedził ją.
- Trzeba coś zniszczyć aby coś zbudować.
Słowa te zostały wypowiedziane tak niespodziewane, że dziewczyna zastanawiała się czy on był ich autorem.
Yo-chin nie podążyła od razu za nim. Raz jeszcze podeszła jak najbliżej krawędzi góry i próbowała wzrokiem ogarnąć to co miało być ich wioską. Czeka nas dużo pracy.
Madara rzucił okiem za siebie, gdy nie usłyszał szurania dziewczyny.
Stała z lekkim uśmiechem. Wiatr w górnych partiach wiał bardziej niż w dolnych, więc włosy Yo-chin natychmiastowo rozwiały się we wszystkie strony. Sama kobieta zacisnęła dłoń na pelerynie, chcąc osłonić szyje przed ostrymi podmuchami.
Tagato- pomyślał Madara.- Jestem tu, w tym miejscu. Ten bachor jest również ze mną. Parsknął na ten przymiotnik. Sam dokona nie wierzył, że ta chwila kiedyś nastanie. Nie mówił tego głośno, ale miał wiele obaw. Po chwili opamiętał się i odwrócił wzrok od Uzumaki. Los jest przewrotny. Zapewne nie pierwszy raz tak myślę. Kontynuował sam swoją drogę na dół. Był wdzięczny Yo-chin, że nie pytała o Izunę. Musiała się więc domyśleć, czemu jego z nim nie ma...
Na samą myśl poczuł w klatce piersiowej tępy ból.
Yo-chin stała tam jeszcze minutę, dwie, trzy, dwadzieścia. Z tyłu za nią usłyszała cichy szelest.
Zaciekawiona odwróciła się.
- Króliczek- zachwyciła się. Był mały i bielutki! Zanim się obejrzała próbowała znaleźć się jak najbliżej stworzenia.
- No chodź- szeptała wyciągawszy rękę.
Oczywiście stworzenie ani myślało zbliżyć się do niej, tym bardziej, że nie posiadała żadnego jedzenia. Kucając z wyciągniętą dłonią, Yo-chin poczuła jak jej dłoń robi się ciepła. Było to niezwykłe, ponieważ należała ona do osób którym nigdy nie było ciepło, dodatkowo jej ręka przez brak ruchu powinna robić się jeszcze chłodniejsza. Przybliżyła więc ją nań do siebie i z wolna zaczęła obracać. Z cichym krzykiem uświadomiła sobie, że „zdobi" ją niebieska poświata.
Co do k...Poświata zniknęła jak tylko zaczęła machać dłonią na wszystkie strony, chcąc pozbyć się tego dziwnego nalotu. Przez jej dziwny taniec króliczek wystraszył się i uciekł dalej od niej.
- O nie! Wracaj! - szeptała. Znowu wyciągnęła dłoń, która na powrót zrobiła się ciepła.
Tym razem nie machała nią jak wariatka, kiedy znowu pojawiła się na niej ów niebieskie światło. Wyglądało to jak płomienie, ponieważ ruszały się i migotały. Niebieski ognień. Odważyła się dotknął ją zdrowo wyglądającą ręką. Płomienie łaskotały. Zachodziła w głowę cóż to było.
Moment później doznała olśnienia, swoją odpowiedź wzięła jakby z powietrza:
- To czakra - mruknęła. Czuję się podobne jak wtedy kiedy uderzyłam dłonią w ziemię. Nie potrafiłam tego powtórzyć od tamtej pory. Wciąż kucając próbowała wyobrazić sobie, że czakra z jej ciała przenosi się teraz na drugą rękę i tworzy taką samą poświatę.
- Udało się! - krzyknęła, szybko speszyła się i rozejrzała czy ktoś jej nie obserwuję. Na szczęście była sama. Obie jej dłonie ozdobione były czakrą. Nie czuła podmuchów wiatru na niej. Tworzyły barierę przed zimnem.
Bariera, bariera....W jej głowie otworzył się sejf z niechcianymi myślami, a z niego wypłynął obraz mężczyzn, którzy chcieli ją zgwałcić. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że był to test. Nie mówiła tego głośno, ale ona naprawdę nie miała pewności czy nie dokończyliby tego co zaczęli, gdyby nie jej wygrana. Nie mniej jednak wtedy użyła na nich czegoś podobnego. Ustawiła barierę wokół siebie, czuła to bardzo wyraźnie. Z całej siły na powrót zamknęła skrytkę. Niebieski blask zgasł. Marszcząc brwi spróbowała znowu przenieść czarkę drzemiącą w niej na zewnątrz. Warstwa ognia pojawiła się powtórnie, tym razem nie tak gęsta jak poprzednio. Zacisnęła pięść i uderzyła nią w ziemię. Znajdowało się w niej małe wgłębienie.
- Siła wzmacniana czakrą - oznajmił głos za nią.
Z impetem odwróciła się, a przez co poślizgnęła się, a przez co upadła na pupę.
- Saya! - podnosząc się niezdarnie pobiegła do swej pierwszej koordynatorki i z całych sił
uścisnęła ją.
- Yo-chin.- Odsunęła od siebie dziewczynę na długość dłoni, zmierzyła kobietę wzrokiem.- Wyrosłaś tak bardzo.
- A ty nie zmieniłaś się ani o jotę!
- Widzę, że ćwiczyłaś ninjutsu- opuściła ramiona lekko wzdłuż ciała. Uzumaki uniosła brew zdziwiona
- Ta technika należały do technik uzdrowienia? Skąd o tym wiesz Saya-san?
- Od lat próbuję ją opanować, skąd ją znasz?
- Jaa - zaczęła nieśmiało. - Ja nie wiedziałam, po prostu myślę o tym i już.
Wzrok Say'i nie zmienił się. Była ona zbyt wprawionym medykiem aby pokazywać jakiekolwiek emocje.
- Musisz ćwiczyć więc, szkoda aby zmarnował się twój talent. Niewiele zna tę technikę, niewielu więcej zdołało ją opanować. Dobrze, że jesteś medykiem.
- Właściwie już nim nie jestem. - Podrapała się w tył głowy. Nie wstydziła się swej decyzji, ale przy Say'i poczuła jakby ją zdradziła. Nauczyła ją przecież tyle rzeczy, a ona to marnuję. Dodatkowo bardzo ucieszyła się kiedy Saya powiedziała, że ma do tego talent. Nareszcie, możne być w czymś dobra!
- Droga Yo-chin-chan - powiedziała miękko, było to dla młodej Yo-chin strasznym przeżyciem. Saya nigdy nie mówiła miękko czy delikatnie. Wiedziała, że Saya miała już w zanadrzu dla niej ostrą reprymendę co do zostawiania stanowiska. Bogowie czuwali nad nią albowiem zdyszana Aoi wbiegła na górę.
- Saya!- uradowany ton zbił z tropu Sayę. Wykorzystując zamieszanie Yo-chin czmychnęła życząc im zdrowia. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyła była Aoi, która przytula główną uzdrowicielkę. Nie wiedziałam, że się przyjaźniły.
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
Hayran KurguWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
