Pragnienie

255 22 5
                                        

Hejka kochani! Czy wy widzicie ile mamy wyświetleń? 3k !! Alleluja 👼 ciekawe ile sama z nich nabiłam aby upewniać się czy wszystko napisałam tak aby było jak najbardziej czytelne i klarowne...🤔🤔
Nieważne, cieszę się bardzo i dziękuje wszystkim którzy wciąż tu są i wspierają mnie, czy to gwiazdkami, czy też komentarzami <3 Jesteście super!
nowe osoby witam i zachęcam do zostawiania opinii, a wszystkim weteranom przesyłam buziaki 🥰😘
*******************************************************************

  Słońce schowało się za chmurami gdy Yo-chin wraz z Madarą kierowali swe kroki ku odległej polanie za murami wioski. Od chwili, w której Yo-chin zadeklarowała się w poszukiwaniu Haori, minęło dziesięć minut. Pięć- od chwili gdy opuścili sale narad. Madara nie dał jej czasu na powiedzeniu „oo" lub „aa", po prostu kazał podążać za sobą.
- Jesteśmy - powiedział. Stał parę metrów przed nią, wpatrując się w niebo. Zza chmur prześwitywały promienie słoneczna, oświetlając na żółto krawędzie kanciastego, białego puchu.
  Niebo jest dziś wyjątkowo piękne, zastanawiam się jakby to było wznieść się do g..
- Zaatakuj mnie.
  To musiałoby być fascynujące. Zaraz, co?! Kobieta spojrzała na plecy Madary.
- Jak to? Teraz? Zaraz?
- Nie przyprowadził bym cię tu z innych powodów - odfuknął. Kobiety, mogą różnić się elementami ale na końcu są tymi samymi nierozgarniętymi istotami. - Atakuj, czekam.
  Yo-chin nie miała broni. Jej ciało i techniki musiały wystarczyć. Jeżeli w ogóle coś mogło wystarczyć na Madarę Uchiha. Nie mogąc liczyć na element zaskoczenia postanowiła takowy stworzyć. Tworząc na szybko plan podniosła kamień, następnie przywołała jednego klona cienia i posłała go wprost na Madarę.

  Mężczyzna słyszał każdy jej krok. Mógłby nawet walczyć z zamkniętymi oczami. Odliczał w myślach do trzech. Teraz.
  Odwrócił się i posłał jej prosty cios pięścią w brzuch. Lekko zawiedziony tym, iż dała się złapać w tak bezpośrednim ataku nie zauważył jak z jej ręki wylatuje kamień.
  Puff. Klon znikł, a z obłoczków dymu wyłoniła się Yo-chin. Użyła techniki klonowania i podmiany jednocześnie - pomyślał, bez trudu blokując jej ciosy.
  W pewnym momencie jej pięść zamigotała na niebiesko. Madara wiedział, że właśnie zgromadziła czakrę w ręce. Jeżeli zdoła go trafić może być poważnie uszkodzony. Postanowił sobie, że nie wykorzysta żadnej ze swych technik przeciwko niej. Nie planował jej zranić..mocno. Chciał sprawdzić zakres możliwości w starciu jeden na jeden. Złapał ją za nadgarstek i wykręcił dłoń posyłając na ziemię. Zanim cała runęła Yo-chin zdołała pokryć ciało ochronną barierą, przez co musiał oderwać dłonie aby się nie sparzyć.
  Cholera, nie zawaha się mnie uderzyć, tak jak zaprezentował to mojemu klonowi. Ta myśl ją lekko przeraziła, ale zmotywowała jednocześnie. Madara stanął na odległość pięciu kroków od kobiety i obserwował jak wstaje.
- Czekam - powtórzył. Wydawał się być znudzony.
  Yo-chin nie mogła po prostu wstać i podbiec do niego, od razu posłałby ją na ziemie. Nie uwłaczając nikomu i bez żadnym podtekstów, nie czuła się dobrze będąc na dole. Spojrzała na swą pięść. Zacisnęła ją zgrzytając zębami.
- Shannaro!- skierowała całą swą siłę ku ziemi. Uderzyła parokrotnie chcąc zagonić Madarę jak najbliżej drzewa.
  Mężczyzna odskakiwał od niechcenia zbliżając się do jej upragnionego celu. Wykorzystując kurz i wciąż trzęsącą się ziemię, podbiegła od tyłu do drzewa i spróbowała przebić się przez nie, tak aby uderzyć go w głowę, ewentualnie kark.

  Madara oparł się o drzewo analizując pole.
  Nie ma jej- oznajmił patrząc na wprost.- Tu też nie.- sprawdził prawą i lewą stronę. Wystarczył mu ułamek sekundy aby przechylić głowę o milimetr i tym ominąć jej pięść biegnącą na spotkanie z jego głową. Złapał ją, a przy próbie wyszarpnięcia ręki z kory drzewa, mocno pociągnął do przodu. Mógł usłyszeć jej zduszony krzyk.
  Yo-chin, myśl co mówił ci mistrz..przypomnij sobie! Pulsujące czoło, którym uderzyła, nie pomagało. Podobnie jak jego uścisk na odsłoniętym nadgarstku. Tadashi-sensei kazał jej postawić na zaskoczenie, ale co mogło zdziwić człowieka, który widział ją pojedynkującą się?! Na dodatek nie miała katany, na której głownie opierał się jej trening.
  Ale było coś jeszcze...Kopnęła nogą bok drzewa licząc, że się przewróci. Nie myliła się. Wysoka choinka, przychyliła się o kąt czterdziestu pięciu stopni. Yo-chin wykorzystała chwilowe osłabnięcie uścisku Madary i wyszarpnęła rękę, posyłając małe sznurki czakry w kierunku jego nogi.
  Mam cię. Jakaż ucieszona była kiedy objęła swymi sznurkami jego kostkę.
- Za wolno- odparł kopiąc sznurki, przez Yo-chin poleciała do przodu. Upadła w kierunku przeciwnym niż drzewo, które powaliła.
  Głośno oddychała. Ze zgrozą zdała sobie sprawę, że tak naprawdę Madara nie zaatakował jej z powrotem. Nie użył żadnej techniki!! Powalił ją czystą siłą mięśni, wrodzonemu sprytowi i wyćwiczonej szybkości. A ona się cieszyła z tego pojedynku z Hyuugą!
  Na bogów, gdyby byłby to ktoś bardziej wyćwiczony to przegrałabym, zanim mistrz powiedziałby "Teraz."
  
Uchiha wyglądał jak cień, spoglądając na nią z góry. Oparł dłoń na biodrze.
- Nie jesteś ani szybka, ani elastyczna. Ruszasz się jak wół.
  Komplementy, komplemenciki.
- Na dodatek jesteś za głośna. Mogłem usłyszeć cię doskonale, następnym razem zawiąże sobie oczy bo i tak na próżno je otwierałem.
  Yo-chin czuła się jak gówno, a zapewne wyglądała jeszcze gorzej. Obolała wstała, słuchając dalej. Madara i tak był powściągliwy jeżeli chodzi o dobór słów. Gdyby usłyszał mojego mistrza..
- Jeżeli mamy wyjść z wioski i skupić się na poszukiwaniach muszę wiedzieć, że nie umrzesz gdy zostawię cię samą.
- Prawie w ogóle nie uczyłam się walki wręcz - próbowała się bronić.- Mistrz skupił się na walce kataną. Ja sama szlifowałam kontrolę czakry.
- Zdradzę ci tajemnicę: żadne techniki nie pomogą, jeżeli wróg będzie dysponował potężniejszymi. Przykładowo: ogień jest silniejszy niż wiatr. Mógłbym przywołać kulę ognia i patrzeć jak płoniesz. Druga sprawa: katana, co będzie jeżeli ktoś ci ją wyrwie? Albo zostanie złamana?
- Mam nadzieję, że to nie jest podchwytliwe pytanie - mruknęła masując guz formujący się na jej czole.- Rozumiem, kaplica. Wtedy leże i kwiczę.
  Gdy skończyła popatrzyła na Madarę.
- Od czego więc zaczniesz?- zapytała, ciekawa tortur jakie jej zafunduje. Yo-chin zauważyła, że ciemnofioletowa szata dobrze podkreśla czerń jego oczu.
- Rozciąganie, samoobrona.- Bez ostrzeżenia podniósł jej ramię, jakby ważąc jej ciężar.- Odpuszczę typowy boks, zastosuję mechanizm dźwigni. Inaczej nie dasz rady z twoją posturą.
  Yo-chin delikatnie odsunęła swe ramie, które od razu puścił. Aby nie wyjść na zdziczałą na jego dotyk, niby przypadkiem poprawiła włosy. Dla Madary ich kolor w cieniu wyglądał na typowo brązowy, za to jej oczy nie zmieniły się w ogóle. Nawet na przestrzeni tych lat. Wciąż miały ten swój unikalny kolor. Dziwi się, że nie rozpoznał jej od razu, kiedy zabrał ją z kompleksu podczas wojny. Widział mnóstwo kobiet i żadna nie miała takiego spojrzenia jak ona.
- Wyruszymy za trzy dni. Jutro i pojutrze będziesz ze mną trenować. Trzeciego dnia odpoczniesz, resztę treningu będziesz odbywać podczas podróży ze mną.
- To bardzo mało czasu, ale rozumiem, że więcej nie mamy. - Musimy odbić Haori.
- Nie będziemy marnować ani minuty - zapowiedział masując nadgarstki. Z pasa wiszącego na jego biodrze (którego nie zauważyła wcześniej) wyciągnął dwie katany.
  Gwizd w jej głowie zelżał, poczuła się pewniej, trzymając swoją ukochaną broń. Wpatrzona w błyszczącą klingę zapytała:
- Czy będziesz używać sharingana?
- Nie będę potrzebował. Na genjutsu jesteś odporna, nie muszę również próbować odczytać twoich ruchów, nie zaskoczysz mnie niczym.
  Nie było to arogancka obietnica, a zwyczajne stwierdzenie faktu... i przypomnienie jej, że znajduje się na samym dole łańcucha pokarmowego ninja.
  Cóż, przynajmniej w ogóle na nim jestem. -pomyślała, dodając sobie otuchy.

Duty first. Love second (1)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz