Rola do odegrania

191 22 0
                                        

- Czyli ta Yo-chin była przyjaciółką twego brata, to by wyjaśniało czemu Madara-sama nie użył na niej iluzji- zagadnął Yura Izunę. Młody chłopak był wciąż blady i zmęczony po operacji, jednak chętnie zdecydował się na pogawędkę ze starym druhem.
-Tak, widziałem ją parokrotnie jak bawiła się z Tagato. Myśleliśmy, że nie żyje. A tu proszę, świat jest taki mały.
 Więc, nie tylko ze względu na Izunę broniłeś ją.-pomyślał były ninja Uzumaki. Yura odliczał czas od wyjścia Madary z ta dziewuchą, zdawał sobie sprawę, że nie zostaje mu dużo czasu. Postanowił przejść do sedna:
- Jaką wymówkę wymyśliłeś?- spytał konspiracyjnym głosem, nachylając się odrobinę w stronę leżącego Izuny. Był ciekawy co też powiedział Izuna kompanom odnośnie swoich ran.

- Oddziały Senju, te które mają w zwyczaju chodzić po swoich śladach- odpowiedział słabym tonem wpatrzony w Yurę, poszukując znaku aprobaty. Na jego szczęście odnalazł go-  zmarszczki Yury pogłębiły się od uśmiechu.
- Mój chłopak! Ufam, że walka była owocna. Znalazłem i zakopałem zwłoki. Oczywiście- przymknął oczy, podnosząc dłonie w geście „jestem niewinny"- zrobiłem to z szacunkiem. Był twoim przyjacielem.
- Był.. żałuje, że musiałem tak postąpić. Jednak skoro mamy zobaczyć się w nowym, lepszym świecie...- Yura nie dał mu dokończyć:
- Pokaż mi to, chłopcze- poprosił emocjonalnie- To będzie nasz sekret.
Izuna w tym momencie szybko aktywował Magekyou Sharingana.
- Pomoże nam to nawet w walce z Senju- mruknął Izuna, wciąż myśląc o walce jaką stoczył z bliską mu osobą.
Yura pokiwał głową
- Wiedziałem, że ty to zrozumiesz. Zwycięstwo zależy w dużej mierze od Ciebie i...- Yura skończył gdy poczuł się zaalarmowany.
„Przybył Madara"- było to ostatnie słowa zanim poderwał się dziarsko z zamiarem opuszczenia namiotu.



Droga Madary wydłużyła się przez list Hashiramy, który przyleciał wraz z jego ptakiem gdy Uchiha był już prawie przy wejściu do obozowiska.
Widząc długość wiadomości i pamiętając o obecności Yury, Madara wycofał się w cień. Za pomocą przywołanego ognia mógł dojrzeć treść. Ledwo mógł uwierzyć w to co czytał:
„..jeżeli jednak to nie wy stoicie za tymi atakami, moje przypuszczenia są prawidłowe, a ludzie których ci opisałem są dla ciebie obcy to możliwe jest, że ktoś chcę was wrobić i przedłuża tym wszystkim wojnę. Pomyślałem, że może ty również możesz posądzać mnie (i moich ludzi) o masowe porwania twoich. Przyrzekam Ci, że nie zabieramy Twoich rannych żołnierzy z pola bitwy, nie porywamy też bezbronnych kobiet i dzieci niewplątanych w politykę. Przemyśl to, daj mi odpowiedź.~ Hashirama"
Madara zgniótł kartkę w ręce, a zaraz potem zdecydował, że bezpieczniej byłoby ja spalić.
- Katon..-wyszeptał, a resztę formułki zagłuszył wiatr.
Madara poważnie przemyślał treść listu. Hahsirama jest idiotą, ale nie kłamcą.
Zastanowił się zrywając źdźbło trawy. Najczęściej znikali ninja ranni, pozostawieni na polu bitwy, którzy musieli czekać na nowy patrol który zabierał ich do szpitala polowego. Popatrzył w dół na prawie całą oberwaną roślinę. Czyli ktoś się nami bawi? Wstał, napisał i wysłał szybko odpowiedź. Czas to nie pieniądz, to życie moich ludzi. Napisał po ciemku parę słów na kartę, która zaraz potem szybowała na tle granatowego nieba wraz z sokołem Madary.


Yo-chin opatrywała rannego ninje, który miał poparzone ¾ twarzy. Zabandażowany pacjent leżał, a przez opatrunek widziała jego prawe oko. Powoli leczyła czakrą jego szyje przechodząc  w dół. Usłyszała ciche stęknięcie świadczące o przebudzeniu się mężczyzny. Yo-chin spojrzała przez zieloną poświatę leczącej czakry na oko pacjenta. W momencie w którym ich wzrok się spotkał on zamrugał parokrotnie, jakby nie mógł uwierzyć w to co widzi.
- Jesteś w szpitalu, nic ci nie grozi- powiadomiła Yo-chin- zaczynam leczyć resztę obrażeń, za kilka dni odwinę bandaż z głowy.
- Katon?- mruknął cicho pacjent, ledwo wymawiając każde słowo.
- Tak- przytaknęła ciągle patrząc w dół. Dziewczyna miała mętlik w głowie, zaledwie parę dni temu leczyła Uchiha, teraz leczy ofiary ich ognia. Wszystko wydawało jej się odrealnione i bez sensu. Ten cały konflikt powadzi przecież donikąd. Zawsze cierpią na tym osoby najbardziej niewinne. Jednak robiła to co wykonywała wcześniej- pracowała, pracowała i pracowała. Przyzwyczaiła się do jęków ofiar, do widoków wszystkich ludzkich wydzielin. Jej sejf z myślami pozostawał zamknięty na 4 spusty.
Nagle pacjent złapał ją poparzoną dłonią za rękę i próbował przemówić. Udało mu się to dopiero za trzecim razem.
- Jaa, ty- gubił się- ja cię znam.
- Możliwe że mnie kojarzysz- zgodziła się. Pokręcił głową delikatnie
- Nie- nie zważając na jego słowa, Yo-chin odłożyła jego dłoń z powrotem na materac.
- W wieży..- stracił głos – bbyłaś w wieży.
Yo-chin spojrzała znowu w jego twarz. Nie wiedziała o czym mówił.
- To nie pomyłka. Nie pomyliłem się, ja pracuje z truciznami. Nie mylę się, to nasiono było trucizną- wychrypiał
Yo-chin rozchyliła usta, myśli z jej głowy eksplodowały : atak, wieża, nasiono, wybuch.
- To ty dałeś mi to nasiono.
Jego wzrok wyraźnie pokazywał jak wycieńczony był
- Dałem ci toksykant, nie było to nic zwalniające akcje serca.
Yo-chin otrząsnęła się i wróciła do badania. Może jest zbyt wycieńczony? Może naprawdę się pomylił, a jeśli nie? To była trucizna, nie miałam prawa tego przeżyć. Odrzuciła tą ostatnia myśl, żyła, a on się pomylił. To wszystko, koniec pieśni. W tym samym momencie do namiotu wkroczył gość:
-Yo-chin, potrzebuję pomocy, wyjdź na zewnątrz jak skończysz- oznajmił Hashirama szybko puszczając połę. Wszyscy oczywiście rozpoznali głos Senju. Dziewczyna czuła na sobie wzrok wszystkich obecnych. Zastanawiają się: kimże ja jestem, że Hashirama Senju potrzebuje mojej pomocy?? Yo-chin wyprostowała się, po wcześniejszym klęczeniu przy pacjencie. Skończyła go leczyć.  Zdjęła lekko już zakrwawiony fartuch i używając go jako ręcznika wyszła wycierając o niego ręce.
- W czym mogę pomóc?- spytała uśmiechając się radośnie jak tylko zauważyła Hashiego.
-Nie tu, przejdźmy się- jej uśmiech zmalał gdy usłyszała jego suchy ton. Obawiała się co mogło się stać. Nie czekając na jej odpowiedź Hashirama podjął drogę w jemu tylko znanym kierunku. Yo-chin w paru krokach zrównała z nim krok, czekając aż w końcu zacznie mówić.
- Planuje spotkać się z nieoficjalnym wodzem klanu Uchiha, aby rozwiązać kwestie porwań ludzi. 
Wszystko w Hashiramie było dziś przygnębiające: jego spuszczona głowa , poddenerwowany wyraz twarzy. Yo-chin czekała dalej, zdziwiona że ujawnia swoje plany.
- Potrzebuję ciebie jako świadka. Znam Madare- dziewczyna nie zdziwiła się słysząc jego imię. Wiedziała, że to jemu przypada w większości dowództwo- nie będzie chodziło mu o ilość zeznań, ale ile z nich będziemy mogli udowodnić. Chodź byliśmy przyjaciółmi to słowo honoru znaczy tu za mało. Rozumiem go.
Yo-chin zakrztusiła się gdy usłyszała słowo „przyjaciółmi". Teraz to się zdziwiła. Wiedziała już czemu Madara rzadko ich sprawdzał gdy spędzała czas z Tagato.
- Oczywiście, że ci pomogę. Pójdę z Tobą- odpowiedziała Yo-chin uradowana, że wreszcie będzie mogła okazać się użyteczna. Ale czuła lekki niepokój -nie chciała wyjść na idiotkę i zdradzić udział Madary w całej sprawie z barierą.
- Rozumiem, że Tobirama nic o tym nie wie?- upewniła się próbując jednocześnie odgonić obawy. Hashirama spojrzał w pochmurne szare niebo.
- Nie wie o tym nikt- spojrzał na nią z ukosa- tylko ty.
Dziewczyna poczuła ciepło rozlewające się po jej ciele. Hashirama był dobrym człowiekiem, to był dla niej zaszczyt. Gra była więcej niż warta świeczki: chodziło o możliwość zakończenia wojny.
*****************************************************************
Co się porobiło? To nie była pomyłka? Specjalnie dałam w tamtym rozdziale znak zapytania :D 
Kolejny plottwist z udziałem Izuny..jak potoczą się losy reszty? 
Pamiętacie o gwiazdkowaniu! Komentarze są również bardzo mile widziane <3 Poznam wtedy dokładnie wasz punkt widzenia.
Pozdrówki moje Yochiludki <3

Duty first. Love second (1)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz