Jak się trzymać w sprawie tego wirusa? Mam nadzieję, że u was wszystko w porządku...
Ja siedząc w domu napisałam krótki rozdział, który może pozwoli wam oderwać się od rzeczywistości.
<3
****************************************************************
Trenowali w deszczu, pogodę można by określić mianem podłej. Yo-chin była morka za równo z potu jak i z kropel deszczu, które nieustannie spadały z szarego nieba. Wiosna była kapryśną porą roku. Kobieta sapała, a mokre kosmyki przyklejone do twarzy przeszkadzały jej w dopatrzeniu się Madary i jego ciosu. A za pewne już się do niego przymierzał. Nie wiedziała jeszcze skąd nadejdzie.
Tam. Słuchając instynktu opadła na ziemie, w sekundzie, w której Madara wyskoczył na nią. Usłyszała strzał przypominający ryknięcie pioruna. Mały konar drzewa rozpadł się. Madara wykonał tylko jedno kopniecie. Gdyby go nie ominęła dostałaby w brzuch i miałaby połamane żebra. Szybko podniosła się gdy natarł na nią. Uchylała się za ciosami, możliwe, że zamknęła oczy na ułamek za długo, ponieważ kiedy otworzyła je z powrotem nie miała go przed sobą. Natychmiast przypomniała sobie słowa Uchihy:
- Kiedy przeciwnik nie będzie mógł cię uderzyć na wprost, to zacznie poszukiwać innej drogi.
Yo-chin rozpuściła swoje nitki czakry. Wyczuła szarpniecie i w gotowej pozycji obronnej odwróciła się.
- Najczęściej będą to twoje tyły, przeciwnik w osiemdziesieciu procentach wykona kopnięcie. Nogi są najsilniejszą bronią, dodatkowo zachowa dystans.
Słuchała Madary, tego nie mógł jej zarzucić. Krzyżując przedramiona przyjęła jego kopniecie, które miało być posłane na jej odsłonięte plecy. Siła tego uderzenia zgięła ją w pół. Zachwiała się i poleciała w tył. Głośno dyszała. Niebo zaczęło się rozjaśniać. Mogła przysiąc, że wszytko widziała jak w zwolnionym tempie. Madara podnosił dłonie. Wąż-tygrys-dzik-koń-tygrys.
- Katon: Goukakyuu no jutsu.
Deszcz zaczął słabnąć, ale nawet on nie zmniejszyłby potęgi tego ognia. Yo-chin zareagowała żywiołem, na żywioł. Mając doskonale w pamięci, że jej wiatr nie ma szans z jego płomieniami.
- Futon: Daitoppa.
Nie mogła zgasić ognia, postanowiła go odbić. Wciąż jeszcze leżąc widziała, jak bez trudu podskoczył, posyłając jej obronę na drzewo. Dziwny wachlarz w jego dłoni zatrzepotał. Oparł się o niego patrząc na nią z góry. Deszcz z ulewy przeszedł na mżawkę.
- Nie jesteś taka słaba. - Za jaką cię miałem.
- Wezmę to za komplement- odpowiedziała wstając.
Syknęła, ponieważ jej ramiona odmówiły posłuszeństwa. Zagryzając wargę nie chciała pokazywać swego bólu. Nie dała rady mieć kamiennej twarzy i marszcząc się podniosła z ogromnym wysiłkiem. Miejsce na które przyjęła kopnięcie Madary nosiło czerwony tatuaż, będący odbiciem jego nogi. Szykował się piękny siniak. Gdyby nie minimalne wzmocnienie czakrą prawdopodobnie złamałby jej ręce. Mężczyzna spojrzał w górę, z jego włosów skapywały stróżki wody.
- Koniec. Wykończenie ciebie i pobicie nie jest celem szkolenia.
- Nieprawdopodobne.
Madara zignorował to sarkastyczne mruknięcie z jej strony. Wracając spojrzeniem do niej, zauważył jak stanęła w pozycji, której ją nauczył: lekko ugięte kolana, a kciuk i palec środkowy były skrzyżowane. Dzięki takiemu ułożeniu dłoni mogła natychmiast zacisnąć je w pięść. Wyglądała jak ofiara gwałtu, brakowało tylko rozcięć na jej ubraniach.
- Dasz radę..?
- Tak.
Nie wiedziała o co pyta dokładnie, ale wolała odpowiedzieć twierdząco. Wolnym krokiem podszedł do niej i chwycił ją za szyję. Oszołomiona faktem iż ją dusił szybko wepchnęła brodę w dół, starając się wykręcić mu nadgarstek. Wyglądał jakby bawił się świetnie. Tak jakby brak tlenu był czymś zabawnym. Jego uścisk rozluźnił się, a kiedy kciuk znalazł się blisko jej ust, nie myśląc wiele wykorzystała szansę.
Zaskoczony uwolnił ją, zabierając rękę.
- Nie nauczyłem cię gryzienia.
Nie mówił tego w naganą, ale w lekkim zamyśleniu. Chyba nikt mu tak do tej pory nie zrobił.
- Postanowiłam ...dodać coś ...od... siebie- wycharczała między kolejnymi kaszlnięciami.- Co to miało być?
Przeniósł spojrzenie z ręki na nią.
- Pytałem czy dasz radę jeszcze coś przećwiczyć. Zgodziłaś się.
Aa, o to chodziło...mój błąd.
Deszcz ustał całkowicie, dopiero teraz gdy adrenalina zaczęła ją opuszczać, poczuła jak chłód przenika jej ciało. Chcąc pozostawać w ruchu zgarnęła jeden z noży stojącego pod drzewem. Musiała zmuszać się do tego, gdyż jej mięśnie krzyczały w proteście.
- Za porwaniem Haori stoi ta sama grupa, która panoszyła się podczas wojny. Prawda?
Madara wstrząsnął głową pozbywając się przeszkadzających mu kosmyków. Nawet jego włosy były mu posłuszne i ułożyły się tak jak on tego chciał.
- Skąd to wiesz?
- Tobirama.
Pokiwał głową.
- To podejrzenia, nie mamy zamiaru siać paniki.
Przyglądał się jak sprawnym ruchem obraca ostrym narzędziem.
- Żałuję, że nie udało nam się wybić ich co do nogi. - Jej obroty robiły się coraz agresywniejsze. Madara zwrócił uwagę na ślady jakie na niej pozostawił. Łatwo można było ją zranić. Mimowolnie pomyślał o jego śnie z nią w roli głównej. Czy również inne ślady równie łatwo zostawałby na jej ciele?
Pomyślał o jego ustach na jej odsłoniętej przez kucyk szyi. Co za natręctwo.
- Ciekawi mnie jedna rzecz..
- Chodzi ci pewnie o Yurę.
Jego głos brzmiał gardłowo, kobieta nie zwróciła na to uwagi. Na dźwięk imienia tego zdrajcy obróciła nóż i gładko wbiła go w korę.
Ruch. Kunai. Stół. Yura. Dziewczyna wbijająca i zatapiające ostrze w nadgarstku lisa Uzumaki. Znowu deja vu. Znowu patrząc na nią przypomniała mu się scena w wieży. Za pierwszym razem mógłbyć to przypadek, za drugim jego seksualne napięcie, ale trzeci raz? Spowodowany przez tą samą osobę? Jego intuicja nie chciała słuchać o żadnym zbiegu okoliczności.
- Jak mogłeś zaakceptować w swoich szeregach zdrajcę?- zapytała. Echo oskarżenia zawisło w powietrzu.
- Czy myślisz, że masz władzę nad swoim życiem? Nie możesz zmieniać niektórych spraw. Czy ty miałaś prawo kwestionowania zdania swego ojca? Masz prawo zabierać osobom tobie bliskim..im kochane osoby?
Zamiast drążyć dalej, zamiast oskarżyć go jeszcze mocniej, ona zrozumiała.
- Zawsze kiedy przychodziłeś po Tagato czułam się od ciebie gorsza, ponieważ miałam wrażenie, że to ty zawsze dyktujesz warunki. – Mały uśmiech zagościł na jej twarzy. - Zapomniałam, że nasze zdanie nie liczyło się. Nie ważne kim byłeś. Ale mimo to zaprzyjaźniłeś się z Hashiramą...Mimo faktu bycia wrogami. To nadal ukazuje cię jako osobę odważniejszą ode mnie.
Wiatr zmógł się, Yo-chin pokryła się gęsią skórką i kichnęła.
- Zbieramy się - rozkazał.
Szła lekko za nim trzymając noże, którymi operowanie doszlifowywała.
- Co do kwestii zabierania kochanym osobom innych ludzi to sądzę ,że dla ich dobra byłabym to gotowa uczynić.
Pomyślała o swojej siostrze i jej narzeczonym. Pomyślała również o Izunie i Yurze, nie była pewna, ale Yura musiał być bliski dla brata Madary. Dlatego przyjechał kiedy go leczyła. Czy to było przyczyną dla którego Madara go tolerował? Nie wydawał się przecież pałać do niego sympatią. Shi powiedział jej kiedyś, że nie ma klanu który kochałby bardziej od Uchiha. Pojmowała teraz dlaczego tak jest.
Madara milczał, wiedząc, że prawdopodobnie wszystkiego się domyśliła. Jej zdolność analizowania innych ludzi mogła zdziałać na nerwy, ale dla niego było ono tym co mu się w niej podobało. Odezwał się dopiero kiedy doszli do wioski:
- Pójdziesz ze mną do kompleksu klanu Uchiha.
Razem odnieśli do szopy stare sprzęty na których ćwiczyła. Chciała już oddalić się, ale Madara złapał ją za rękę.
- Użyłem za dużo siły - przyznał oglądając z bliska siniaki. Nie mówił tego z żalu, nie posiadał czegoś takiego.
- Prawdopodobnie gdyby nie bariera złamałbyś mi ręce, ale dzięki temu wiedziałam, że nie mogę się obijać.
Stali tak przez parę sekund.
- Za mną.
- Gdzie, po co?- pytała zdezorientowana. Czemu prowadził ją wgłąb korytarzy?
Wszystkie osoby które mijała patrzyło na nich z mieszaniną szoku i podejrzenia. Prócz niektórych mijanych żołnierzy. Oni jasno pokazywali co myślą...zboczeńcy.
- Madara, moje nogi są jak z żelaza i zapominam jak powinny się zginać kolana.
Otworzył największe drzwi. Pokój do którego ją wprowadził posiadał wyjście na taras oraz małe biurko a na nim stos papierów i dywanik. Gabinet przywódcy klanu. Po prawej stronie blisko drzwi którymi weszła znajdowało się stare pianino.
- Masz. - Rzucił jej ręcznik.
Podziękowała mu i otarła twarz i włosy. Poczuła korzenny zapach. Ten ręcznik należał do Madary, ponieważ pachniał tak jak on. Dzięki deszczu miała mały prysznic. W trakcie pocierania czerwono-brązowo pukli podeszła do instrumentu na którym leżały pożółkniałe nuty. Poznała te niechluje zapiski należące do jej oraz te dokładne należące do Tagato.
- Patrząc na to czuję jakbym cofnęła się z w czasie.
Z pochyloną głową widziała jak rozsunął górną cześć szaty i zaczął wycierać tors. Nie wzdrygnęła się, nie zarumieniła. Nie pozwoliła sobie na to, widywała dużo półnagich mężczyzn na wojnie. Tobirama jest wyższy i szczuplejszy, a Madara niższy i barczysty.
- Czemu mnie tu przyprowadziłeś?
Odrzucił ręcznik jak niepotrzebną szmatę w róg pokoju.
- Mam jedno pytanie, zależy mi na szczerej odpowiedzi. Poznam kiedy kłamiesz, ponieważ nigdy nie byłaś w tym dobra.
Zaintrygowana kiwnęła głową. Złożyła ręcznik i mijając Madarę odłożyła go. Mężczyzna czuł jak jego żołądek zaciska się. Zmuszał się do zachowania naturalnego oddechu, a tak naprawdę chciał zaciskać pieści, złapać ją za ramiona i potrząsnąć.
- Czy to ty pięć lat temu zostałaś w wieży klanu Uzumaki, którą planowaliśmy przejąć dla jeńców? Czy to ty wysadziłaś ją?
Czy to ciebie pragnę przez te wszystkie lata, ptaszyno?*
***********************************************************************
* Hobby Madary było sokolnictwo. Bardzo mi pasował ten zwrot :D
Jak wam się podoba? Podkręcone emocję? <33
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
FanfictionWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
