Hejka hejka, przepraszam, że nie publikowałam opowiadania już tyle czasu, ale doszły mi problemy natury pieniężnej (poszłam do pracy). Mam nadzieję, że jeszcze ktoś śledzi losy naszej dziewczynki ;)
******************************************************************************
Zmęczona Yo-chin weszła do jednopokojowej izby, w której mieszkała wraz z rodzicami i Sorą.
Miała ciężki dzień w pracy, a od kiedy nauczyła się leczenia za pomocą czakry dostawała coraz to poważniejsze przypadki. Pierwszą osobą, która rzuciła jej się w oczy była Sora leżąca na łóżku z ...chłopakiem! Yo-chin wiedziała, że jej nie zauważyli. Specjalnie z całej siły trzasnęła drzwiami, powodując podskoczenie dwójki zakochańców.
- Yo-chin! Miałaś być w pracy!- krzyknęła oskarżycielsko Sora, przytulając się do swojego mężczyzny.
Wstrząsała ramionami.
-Ups- odpowiedziała zdejmując buty.- A ty nie masz pracy do wykonania?
Pytanie o pracę działało na Sore jak płachta na byka. Jej pracą było sprzątanie sal spotkań i innych takich. Starsza siostra swoją frustrację wyraziła słowami "Nie interesuj się, dzieciaku!"
Relację Yo-chin z siostrą były dziwne. Jak była mała nie była dobrze przez nią traktowana, gdy odeszła do wieży nie miały w ogóle kontaktu, po tym jak wróciła „cudownie ocalona" pierwsze kilka tygodni były miedzy nimi niezręczne, jakby były kimś dla siebie obcym. Jednak po jakimś czasie zaczęły się kłócić jak prawdziwe rodzeństwo. Z grozą dla Sory jako starszej, zaczęła ona przegrywać kłótnie! Tak, szokiem było dla niej gdy Yo-chin ucinała jej wypowiedzi argumentami, nie kuląc się i nie płacząc.
Sora wciąż miała momenty kiedy chciała „ustawić" ją, aby zachowywała się jak potulna, mała siostrzyczka. Niestety te czasy mijają. Przechodząc obok niej i jej chłopaka bez emocji oznajmiła:
- To nie odpowiada na moje pytanie, ale dobrze zakończmy to.
Ni stąd ni zowąd, jej chłopak odezwał się, wielce dostojnym głosem:
- Yo-chin, nie powinnaś zaczepiać starszej siostry, zadawając jej pytania które wiesz, że ją zdenerwują.
Dziewczyna nie lubiła chłopaka siostry, tak z zasady. Sora już jako piętnastolatka miała zły gust w chłopakach, przez co dochodziło do kłótni w domu. Zadawała się z szemranymi typami, zadufanymi w sobie samolubami. Czyli po prostu dupkami. Niro jak na razie nie pokazał rogów, ale czuła że to kwestia czasu. Coś w nim odpychało ją, miała „to" przeczucie.
- Właśnie Yo-chin, słyszałaś!- wtórowała Sora.
Yo-chin myślała, że się przesłyszała, odwróciła się i spojrzała na nich. Co do cholery?
Chciała mu wykrzyczeć żeby nie wtrącał się w dyskusję jej z siostrą. Potem rzucić metaforą „oko za oko", a na koniec powiedzieć siostrze,że - "ja może nie powinnam je Ciebie zaczepiać, ale ty jako moja starsza siostra powinnaś mnie chronić za dzieciaka, a nie traktować jak małego gówniarza, którym mnie nazywałaś".
Yo-chin pokręciła tylko głową, nie robiąc żadnej z tych rzeczy na które miała ochotę. Nie wierząc w idiotyzm ludzki, wyszła z domu, aby nie denerwować się więcej. Cóż tyle jeżeli chodzi o jej relacje z siostrą.
Postanowiła szybko wyjść z domu w poszukiwaniu ziół, których nigdy za wiele. Nie przeszła nawet paru metrów gdy podbiegła do niej opalona, czarnowłosa dziewczyna. Była to Aoi, starsza od Yo-chin, pracowały razem w chatce. Aoi była bardziej doświadczona od Uzumaki, więc ta traktowała ją jako swojego koordynatora.
- Yo-chin!- wysapała.- Choć musimy iść, Saya wzywa.
Yo-chin podbiegła za dziewczyną wchodząc do chatki. W środku powitał ją ten sam zapach ziół zwisających z belek, które podtrzymywały budynek. W środku zobaczyła Saye oraz paru innych pomocników uzdrowicieli. Wszyscy mocno nad czymś dyskutowali. Głowna uzdrowicielka miała pomarańczowe włosy splecione w warkocz, głęboko nad czymś myślała, ponieważ zagryzała paznokcie prawej dłoni i marszczyła oczy.
Głowa Say'i poskoczyła na widok wchodzących dziewczyn. Oderwała rękę od buzi i zaczęła rzeczowym głosem:
- Brakuje uzdrowicieli w sektorze wydzielonym dla starszych osób.
Yo-chin spojrzała na uzdrowicielkę, gdy poczuła jak coś w jej umyśle zmieniło się. Tak jakby ktoś przekręcił jakąś wajchę. Nagle czuła niesamowitą jasność umysłu, była tez bardzo skupiona.
- Jest to strefa najbardziej wysunięta i narażona na działania wojenne, przez co ląduje tam najwięcej rannych ninja- spojrzała każdemu z obecnych w oczu.- Potrzebujemy wysłać im pomoc. Dwie osoby powinny wystarczyć.
Saya zatrzymała swój wzrok dłużej na Yo-chin, chcąc "perswazyjnym" wyrazem twarzy nakłonić dziewczynę do podjęcia decyzji.
- Kto chętny?- spytała.
Yo-chin znowu czuła to „coś". Było to uczycie podobne do tego na wieży, tym razem jednak mocniejsze. Wtedy odczuwała to jako propozycję, teraz wręcz przymus.
Jej głos brzmiał obco gdy zgłosiła się, za nią podążyła Aoi. Yo-chin dostała wytyczne aby stawić się jutro w budynku głównym, któryś z ninja z jej klanu będzie miał je odprowadzić. Droga zajmie dwa dni. Wracając do domu i cicho modląc się, aby jej mama już wróciła, a chłopak Sory wyszedł, nie zauważyła machającej do niej Mito.
Yo-chin, przystanęła gdy ta zawołała ją po imieniu.
- Witaj Mito!- krzyknęła z uśmiechem wreszcie ją zauważając.
Mito podeszła do Yo-chin jak zwykle pełna gracji. Nosiła białe kimono z wyhaftowanymi czerwonymi jaskółkami, w wersji ze spodniami. Jej żywo czerwone włosy nadawały pięknego kontrastu jej ubraniu. Gdyby Hashirama widział ją teraz na pewno nie mógłby oderwać wzroku. Nie widziałam jego i Tobiramy już od ponad roku. Ciekawe czy wszystko u nich w porządku. Może i Tobirama znalazł już swoja narzeczoną? Ta myśl była dziwna i niemiła dla niej.
Choć Yo-chin rozmawiała z Mito, to czuła, że dziedziczka podchodzi do niej z rezerwą i dziwnym chłodem. Nie potrafiła tego nazwać. Od zawsze była bardzo wyczulona na takie sygnały. Potrafiła określić czy ktoś żywi do niej choć malutką urazę, umiała również stwierdzić prawdziwy nastrój po rozmowie z kimś. Jak jakieś medium.
Nie medium głupia, tylko ktoś kto ma w sobie trochę empatii, nie ekscytuj się tak.
- Więc Yo-chin, właśnie to dzieje się u mnie. A co ty będziesz robić?- spytała z napiętym uśmiechem
Odpowiedziała zgodnie z prawdą o swoich przenosinach do innej strefy. Mito na swojego rodzaju wieści lekko poskoczyła, jakby była zdziwiona i zaniepokojona.
- Aa wiesz przecież, że stacjonuje tam Hashirama z Tobiramą?- Imię młodszego brata swojego narzeczonego wypowiadała z gulą w gardle.
Yo-chin wpatrywała się, zaskoczona nagłym zmienieniem tonu na ostrzejszy.
- Nie miałam pojęcia, ale ma to sens, dlatego wysyłają mnie z Aoi jako wsparcie. Ta osada była i jest gorącą strefą- wydedukowała Yo-chin.
Nagle napięcie z jej spadło, delikatnie odetchnęła jakby spadł z niej wielki ciężar.
- No tak, oczywiście, wszystko jasne.- Popatrzyła na nią z góry, była od niej pięć cm. wyższa.- Życzę powodzenia, uważaj na siebie- rozciągnęła usta w uśmiechu.
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
FanfictionWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
