Prawda

241 22 5
                                        


To drugi najdłuższy rozdział jaki dodałam. Mam nadzieję, że również wam się spodoba :) Wstawię nagranie, które chcę abyście odtworzyli w odpowiednim miejscu, dla was może wydawać się to "mendokuse", ale uwierzcie że bardziej wczujecie się w nastrój. Utwór pochodzi z anime pt."Inuyasha"

Big announcement! Mija rok od publikacji mojej książki....
Wow, nie sądziłam, że będę to tyle ciągnęła. 
Dziękuję pierwszym osobom, które mimo mego beznadziejnego stylu pisania głosowały na nią. Na początku była to jedna osoba, potem trzy, a teraz...Sama nie wiem dokładnie ile, niektórzy się nie ujawniają :p
W każdym razie dziękuję, że tu jesteście i interesujecie się historią Yo-chin, to dzięki wam w ogóle to kontynuuje <3
***************************************************************************************

- Chodź ze mną.
  Yo-chin z nadzieją uniosła głowę do góry.
- Gdzie? – zapytała, jej spojrzenie nadal zamglone było po pocałunkach Madary. Część niej nie wierzyła w to co się stało. Madara i ona całowali się. Nigdy nie pomyślałaby, że ich relacja pójdzie w tę stronę.
  W jaką? -  Duma zabroniła jej pytać. Z jednej strony wiedziała, że Madara w swym życiu posiadał kontakty cielesne z innymi kobietami, ale była niemal pewna, że ich relacja nie opiera się tylko o wzajemne przyciąganie. A przynajmniej miała taką nadzieję.
  Kiedy szli przez korytarze do jego prywatnego gabinetu nie trzymali się za ręce. Patrząc na jego plecy chciała zapytać: To my jesteśmy jakoś razem, czy co?
Otworzyła usta, ale zamknęła je z powrotem. Co jeśli Madara traktuje ją jak przyjaciółkę z korzyściami? Widok zakłopotania i politowania na jego twarzy było tym co chciała uniknąć. Oczywiście mogło okazać się zupełnie inaczej, ale w tym przypadku ich uczucie sięgało dużo głębiej.
  Widział mnie w tylu żenujących sytuacjach, ale mimo to wciąż  pragnął. Dotknęła swego serca i zastanowiła się nad tym co myśli Uchiha. Doszli do zasuwanych drzwi i tym razem Madara ...również wszedł jako pierwszy.
Westchnęła. Wzór zachowań męskich. Yo-chin wpatrywała się w szerokie plecy mężczyzny i na szatę pod którą wyraźnie rysowały się mięśnie.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś?
  Ciągle stojąc tyłem wyciągnął rękę i wskazał na pianino.
- Jest twoje. – Madara nie chciał się odwracać. Wolał ukrywać swe emocje, których wiedział, że może nie powstrzymać kiedy będzie czekał na reakcję Yo-chin. – Należało do ciebie, zrobisz z niego lepszy użytek. Tu tylko marnieje.
  Na początku chciała podziękować za tą hojną propozycję.
- Nie.
  Madara zmarszczył brwi. On chcę jej coś dać, aby wiedziała jak droga jest dla niego, a ta odmawia...Kobiety. Usłyszał dźwięk podnoszonej klapy. Z niezrozumieniem wypisanym na twarzy odważył się odwrócić.
Yo-chin wyjęła pożółkłe nuty i ustawiła je nad klawiszami. Czerwone policzki zbladły, ale nawet stąd mógł dojrzeć czerwony ślad na jej ramieniu..i obojczyku...
Rozszerzył oczy zaszokowany.
Zrobił ślad nawet pod uchem!
Zakłopotanie było za małym słowem aby opisać to co poczuł. Powstrzymał sie od przeproszenia jej. Myślał, że panował nad sobą i zrobił tylko jeden ślad. Yo-chin nie zdawała sobie z tego sprawy.
  Z małym uśmiechem błąkającym się na twarzy obciągnęła dół kimona i usiadła za klawiszami.
- Sądzę, że tu jest jego miejsce. Przy tobie.
  Zza przymkniętego tarasu dobiegał świergot ptaków, a on czuł jakby czas się zatrzymał. Uciekające promienie słońca oświetliły jej oczy, których koloru nie mógł określić, a których siła zaskakiwała go niejednokrotnie.
- Nie umiem grać – przypomniał jej.
- Nanami mówiła, że brzdąkasz, a ja po pojedynku zaoferowałam ci pomoc. Pamiętasz co powiedziałeś? – Jak krótko odrzuciłeś moją ofertę?
  
Miał ochotę parsknąć na poważny wyraz twarzy. Była jedyną osobą, która się z nim droczyła. Nie liczył Hashiramy, on jest i był...idiotą.
Wolno pokiwał głową. Kiedyś nie mógł patrzeć na pianino przez wspomnienia, teraz widząc ją wiedział, że może świat nie jest aż taki zły. Yo-chin wciąż tu była. Przy nim. Plątanina uczuć wstrząsnęła nim. Było jak za pierwszym razem kiedy uświadomił sobie co do niej czuję. Dlatego z jego ust wyszła najbardziej elokwentna i wyszukana, a zarazem inteligentna odpowiedź:
- Tak.
  Żartobliwie przewróciła oczami.
- Madara- sama, jak zwykle wygadany. Chociaż parę minut temu bardzo dobrze ci szło. – Puls przyspieszył na samo wspomnienie. Wróciła spojrzeniem na nuty. Tagato i jej nie udało się rozegrać tej piosenki na cztery ręce. Obawiała się poprosić Madarę o małą przysługę. Oblizała dolną wargę.
- Czy zechciałbyś ze mną zagrać ten utwór? Jeśli budzi to zbyt wiele bolesnych wspomnień proszę powiedz mi. Nie chcę ci sprawiać bólu, jak zrobiłam to poprzednim razem.
  Nareszcie to powiedziała.
- Czemu pianino jest dla ciebie tak ważne?
  Wodziła palcami po klawiszach wciąż ich nie naciskając.
- Czy to nie oczywiste? Dzięki muzyce można wyrazić to czego słowa nie potrafią. Nie rozumiałam czemu mama naciskała na to abym nauczyła się grać*, ale jestem jej za to wdzięczna. Nie daje wiary w to co mówią inni. Słowa są łatwe do wypowiedzenia, a przez to ulotne. Ich znaczenie nie jest tak trwałe jak przesłanie...- oderwała dłoń od klawiszy i postukała w nuty. – Tego z którym tu siedziałam już nie ma, a mimo to nasza wspólna muzyka przetrwała.
  Przełknęła ślinę.
- Jest oczywiście jeszcze jeden powód. Dzięki muzyce poznałam bardzo irytującego sokolnika. Chyba dużo jej zawdzięczam, a już na pewno to, że siedzę tutaj dziś z tobą.
- Nie umiem grać – powtórzył jakby była to najbardziej oczywista przeszkoda.
- Mógłbyś użyć sharinagna do skopiowania. – Była pewna, że odmówi na takie „beznadziejne wykorzystywanie jego umiejętności". Madara potrafiłbyć naprawdę hojny. W dwóch krokach podszedł do niej.
  Poklepała prawą stronę siedzenia. Serce biło jej szybciej z dziecinnej fascynacji. Jego zapach uderzył w nią i znowu chciała wtulić się w jego ciało. Yo-chin, nie waż się tracić głowy i robić słodkie oczy!
  
Nie miała już sejfu w którym mogłaby przetrzymywać niechciane myśli, dlatego wyobraziła sobie, że odpływają. Jak rzeka.
- Dam ci wyższą partie, jest łatwiejsza, Składa się tylko z oktaw.
- Oktaw?
- Ośmiodźwięku. – Kiedy zmarszczył brwi wzięła jego dłoń i ustawiła tak, aby naciskał oktawę. Nie zrobiła tego jedną dłonią. Chociaż była pewna, że na spokojnie mógłby sięgnąć nawet dalej niż osiem dźwięków. – Proszę. To oktawa. Zagram teraz twoją partię. Gotowy?
  Cichy dźwięk mówiący o aktywacji sharingana dał jej odpowiedź. W trakcie gry naprawdę miała problem z przyswojeniem tego co się teraz działo. Madara jakiego znała odmówiłby jej, a następnie wykopał z gabinetu. Nie spodziewała się tak wielkiej cierpliwości w stosunku do niej, zważywszy na fakt, że jako dziecko irytowała go.
  Zakończyła grę.
- Jeśli chcesz mogę to powtórzyć, mogłeś czegoś nie..
- Zapamiętałem.
  Zaczepnie szturchnęła go ramieniem.
- Oczywiście, że tak. Zaczynamy, powiem ci kiedy wejść.
(Nagranie teraz ;))

  I tyle. Bez żadnego wcześniejszego przygotowania zagrali melodię o miłości na cztery ręce. Madara grał partię Tagato. W środku czuł jak gdyby zastąpił brata. Stał się dla Yo-chin kimś bliskim, a teraz jego palce grały z nut, na których wyraźnie widniały inicjały Tagato.
Kim stałby się w przyszłości? Kim były dla niej?
Nie musiał skupiać wzroku na klawiszach, jego palce pamiętały to co miał robić.  Głowa sama ruszyła szlakiem wspomnień przez ich wspólną drogę...
  Po sytuacji z wieży nie wiedziałem kim jesteś. Nie mniej nigdy cię nie zapomniałem. Zdarzyło mi się budzić w środku nocy pełen złości, że sen w którym cię spotykam rozwiał się niczym dmuchawce na wietrze.
Później spotkaliśmy się kiedy sfrustrowany próbowałem przebrnąć przez barierę w poszukiwaniu uzdrowiciela. Wydawałaś mi się taka znajoma, stałaś za Aoi i byłem pewny, że widziałaś prawdziwego mnie, iluzja już wtedy nie istniała dla ciebie. Zastanawiałem się czy jesteś: głupia, odważna czy dobra? Mogę powiedzieć, że potrafisz być tymi trzema na raz.
  Muzyka  zbliżała się do końca, ale nie jego myśli:
  Dowiedzwszy się, że to ty jesteś Yo-chin poczułem ulgę przez wzgląd na Tagato. Nie lubiłem cię, chociaż po sytuacji z lasu wiedziałem, że byłaś kimś więcej, niż: małą, rozpieszczoną dziewczynką. Niesprawiedliwe cię oceniłem.
Kiedy towarzyszyłaś Hashiramie przy pierwszych rozmowach pokojowych, po raz pierwszy pomyślałem o tobie jako o osobie przydatnej.

Mimo wszystko poczuł do niej coś dziwnego, nie była to sympatia, ale również nie podziw. Swoje odczucia mógł porównać do emocji osoby która zawsze była miłośnikiem shurikenów, ale nagle spróbowała walczyć używając tanto i stwierdziła, że jednak to nie jest takie złe i beznadziejne jak o tym myślał."

  Nie ustawałaś. Z biegiem czasu widziałem w tych oczach to co widywałem u zmęczonych żołnierzy. Dużo widziałaś w swym krótkim życiu. Ten mrok będący w tobie kusił mnie, ponieważ taki sam widuję u siebie. Niesamowite, że staliśmy się do siebie tak podobni. A przez to podobieństwo chciałbym abyś towarzyszyła mi zawsze i...wszędzie.

Duty first. Love second (1)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz