Prócz przeproszenia was za rzadkie dodawanie, powinnam przeprosić was za akcję, która rozwija się bardzo wolno. Ma to swoją przyczynę: chcę aby dalsze wątki i działania były wytłumaczone, a nie wzięły się znikąd.
***************************************************************
Yo-chin miała chwilę oddechu od treningu, więc postanowiła pomóc w szpitalu. Zaczęła przeglądać zapasy opatrunków i leków, spisywała wszystko na kartce w małym oddzielnym pomieszczeniu zwanym magazynem. W tym oto miejscu opatrywała również Tobirame.
- To ty jesteś Yo-chin- spytał żeński głos
-Tak, coś się stało?- odpowiedziała pytaniem na pytanie nie przerywając swojej czynności.- Znamy się ze szkoły, jestem Hana.
Długopis, którym pisała Yo-chin zatrzymał się na dźwięk imienia dziewczyny. Przez głowę przemknęło jej wiele nieprzyjemnych sytuacji związanych z Haną-Kyoko i jej koleżankami. To własnie w grupie Hany, Yo-chin była tzw „i", była tam ignorowana i traktowana jako ich podnóżek. Siląc się na uśmiech odwróciła głowę w kierunku dziewczyny, która była niesamowicie piękna. Yo-chin przypomniała sobie jej drugie imię, które czasem używała:
- Kyoko, pamiętam, miło cię widzieć- odrzekła sztucznie, zamykając wszystkie nieprzyjemne sytuacje w swoim sejfie w głowie.
- Tak myślałam, że to ty! Właśnie parę tygodni temu przybyłam jako pomoc medyczna, ale najwidoczniej mnie nie poznałaś.
Yo-chin przypomniała sobie, że rzeczywiście widziała nowe uzdrowicielki, ale zupełnie nie skupiła się na ich twarzach.
- Nie wiedziałam, że zostałaś uzdrowiciel..
- Moje poprzednie miejsce pracy spłonęło. A...- zaczęła z lisim uśmiechem.- Właśnie zobaczyłam ciebie jak przechadzałaś się z Tobiramą Senju i zdziwiłam się, że rozmawiasz z nim, bo wiesz ty zawsze taka cicha, nieśmiała. We wszystkim się ze mną zgadzałaś i nagle rozmawiasz z kimś tak ważnym. Nie powiem przykuło to moją uwagę.
No jasne, przypomnij mi jak głupim dzieckiem byłam, jak bardzo szukała twojej akceptacji.
Yo-chin naprawdę odzwyczaiła się do takich głupich pogawędek, w szpitalu nie miała na to czasu. Ciekawe czy chcę dowiedzieć się czegoś o Tobiramie ode mnie, czy zaraz wyskoczy z kimś podłym.
- I tak przyszło mi przez myśl...- uśmiechnęła się słodko, choć z jej ust wyciekał jad.- Sypiasz z nim, dobry jest w łóżku?
Szczęka Yo-chin poszybowała w dół. Zaniemówiła. Wszystkie słowa, które mogłaby użyć nagle wyparowały z jej głowy. W milczeniu minęła ją i podeszła do kotary.
- Jeżeli masz czas gadać również znajdziesz czas pracować. A uwierz mi roboty tu nie brakuje- wycedziła wciąż się uśmiechając.
- O matko Yo-chin, nie bądź pruderyjna, to zwykłe pytanie. Zachowujesz się jakbyś miała coś do ukrycia.- Udała niewiniątko, odwracając kota ogonem. Chciała sprawić aby Yo-chin poczuła się jak ta, która wyolbrzymiła problem.
- Jest to zwykłe pytanie jako przyjaciółka zadaje przyjaciółce.
Kyoko wyszła nie zmieniając wyrazu twarzy na choć trochę, bardziej zakłopotany. Ona naprawdę nie widziała nic złego w swoim pytaniu czy zachowaniu. Po wyjściu krzyknęła do swojej przyjaciółki:
- Maiko, choć mam ci coś do powiedzenia jak PRZYJACIÓŁKA PRZYJACIÓŁCE.- Specjalnie użyła zwrotu użytego wcześniej przez Yo-chin. Yo-chin zastanowiła się: co chciała osiągnąć swoim zachowaniem? Zrobić jej przykrości- z pewnością, czy jej się udało? Nieszczególnie. Oczywiście udało jej się wprawić ją w szok (1:0 dla Kyoko) jednak Yo-chin poznawała siebie i swoja wartość. Nie była idealna lecz zasługiwała na szacunek. Jako dziecko może dawała sobą pomiatać, ale nie chcę aby to ją definiowało. Jest tu i teraz.
Podnosząc głowę do góry kontynuowała swoją pracę. Już jutro, Senju, Uzumaki spotkają się z Uchiha, aby zacząć pertraktacje wojenne. Czemu czuję w kościach, że coś pójdzie nie tak? Z tą myślą wpadła na Maye, kiedy wychodziła z magazynu.
- O matko, przepraszam May-chan!
Maya uśmiechnęła się, machnęła ręką karząc jej się nie przejmować. Yo-chin zauważyła książkę w jej rękach.
- Co czytasz?- spytała zainteresowana. Dawno nie czytała dobrej lektury.
Maya odwróciła książkę tak aby Yo-chin mogła ujrzeć tytuł.
- „Psychologia"-mruknęła Yo-chin.
- Aktualnie już ją skończyłam. Jako dziecko chciałam się bardzo szkolić w tym kierunku. Jednak widzę, że to nie dla mnie- odparła wzruszając ramionami.
Yo-chin zaświtała w głowie pewna myśl:
- Czy mogłabym ja zatem pożyczyć? Brzmi naprawdę interesująco.
- Czemu nie, trzymaj.
Yo-chin we wstępie odnalazła fragment:
„Być psychologiem to oznacza być empatą. Zdolność rozumienia ludzi oraz ich zachowań jest potężną umiejętnością. Jeżeli rozumiesz ludzi i ich zachowanie potrafisz przewidzieć ich następne ruchy. W rękach psychopatów staje się narzędziem do zabijania, w rękach empaty sposobem do ratowania życia innych ludzi. Drogi czytelniku, bądź empatą, bądź psychologiem! Ratuj zamiast zabijać, buduj zamiast rujnować. Człowiek choć silny, jest kruchy wewnętrznie. Jeżeli nie znajdzie światła w tunelu cierpienia, które wskażę mu drogę przyzwyczai się do ciemności,a ta pozostanie jego przyjacielem. W końcu przestanie zauważać, że ciemność jest ciemnością, dla niego będzie ona wybawieniem i najlepszym doradcą."
Yo-chin wiedziała jedno- chciała stać się tym kto buduje i przewiduje. Pełna inspiracja przeczytała książkę. Nastał wieczór, Yo-chin wyszła z namiotu, gdzie czytała książkę i wpadła tym razem na Aoi
- Przepraszam- mruknęła, w myślach denerwując się na swój brak uwagi.
- Yo-chi, wybierasz się na ognisko?- spytała Aoi, która szła z pokaźną grupką znajomych osób. Osób które Yo-chin kojarzyła z widzenia i nawet z imienia.
- Jakie ognisko?
- To nie powiedziano ci że dzisiaj uzdrowiciele mogą chwilę odetchnąć?
Yo-chin uniosła brwi zaskoczona i lekko zirytowana.
- Nie dotarło to do mnie niestety- Yo-chin poczuła to gorzkie uczucie bycia pominiętym. Znała je dobrze z dzieciństwa. Myślała, że już pozbyła się wrażliwości na to, jednak myliła się. Bolało.
- Może to z szybkości- wtrąciła May'a dobrodusznie.
Taaa, jasne.
-Teraz już wiesz, możesz iść z nami- zaproponowała Aoi, ruszając z grupą w drogę.
Gołym okiem widoczna była pozycja Aoi- była ona urodzonym liderem. Ludzie lgnęli do niej, chcieli iść za nią. Yo-chin miała to do siebie, że nie chciała mieć nikogo pod sobą, wolała obserwować z boku. Jednocześnie nie chciała być całkowicie pominięta.
Dziwne, prawda? To tak jakby ktoś chciał być zapraszany na spotkania, ale nie czuł potrzeby aby na nie iść. Sama myśl, że ktoś o drugiej osobie pamięta wydaje się wystarczyć. Witamy w świecie introwertyków!
Yo-chin podążyła za Aoi. Suma summarum nie chciała być sama, zaczęło być to dobijające. Zauważyła, że w chwili wolnej od pracy zostaje kompletnie sama. Inni zbijają się w grupki, rozmawiają i dzielą się swoimi historiami. Lecz Yo-chin pozostawała w tyle tego życia towarzyskiego. Dźwięk otoczenia wypełniała muzyka świerszczów, grupka oddalała się od obozowiska i skręcali w drogę która wiodła ich w górę w las. Rzeczywiście, na polanie zostało rozpalone ognisko, prócz uzdrowicieli znajdowało się również parę strażników, którzy również chcieli odpocząć psychicznie przed następnymi wydarzeniami, których mogli być świadkiem. Yo-chin poprawiła włosy aby choć trochę doprowadzić swój wygląd do poziomu bycia „atrakcyjną" i usiadła na pniach wraz z grupką prowadzona przez Aoi. Wzrokiem powiodła po zgromadzonych. Rzucił jej się strażnik, który spotyka się z Mayą, stał on ze swoimi przyjaciółmi lekko z boku. Yo-chin musiała przyznać, że jego znajomi podobnie jak sam strażnik byli przystojni. Przystojni w chłopięcy sposób. Biła od nich jeszcze ta młodzieńcza naiwność i brawura. Uzumaki przez to, że otaczała się głównie straszymy osobami zapomniała jak to jest rozmawiać z kimś na „jej poziomie". Tobirama była -senpai, Hashirama -sama. Aoi... była Aoi, lecz ją traktowała bardziej jako swą koordynatorkę. Tak to był fakt, nie miała znajomych w swoim wieku. Ona sama zapomniała jak to być w „swoim" wieku. Poczuła się jakby nie miała lat szesnaście, tylko czterdzieści sześć. Ktoś zaproponował jej kubek gorącej herbaty, przyjęła ją z wdzięcznością kiwając przy tym głową i uśmiechając się. Wzięła pierwszy łyk- gorąca ciesz przelała się w jej żył dając pozorne uczucie ciepła. Dziwne, od kiedy herbata ma drapiący gardło posmak?
Poczuła jak jej ciało rozluźnia się, a ona sama zaczyna patrzeć na wszystkie wydarzenia z dystansem. Ktoś wypowiedział jakiś żart, wszyscy w kręgu zaśmiali się. Ona sama zaczęła udzielać się wspominając swoje śmieszno-żałosne sytuacje:
- Wiecie co, gdy miałam czter lata zapytałam pewną panią, która niedawno urodziła dziecko- „skąd wie, że dzidziuś jest jej?"- Parę osób parsknęło śmiechem inne rechotały głośno, zachęcona i pobudzona Yo-chin kontynuowała.- Jeszcze takie pytanie do ojca miałoby jakiś sens jednak do matki? Wie przecież co nosi pod sercem przez dziewięć miesięcy..
Usta dziewczyny wygięły się w uśmiechu.
- To były dobre czasy- podsumowała sentencjonalnie
- Przecież równie dobre mogą nadejść!- odezwał się ktoś z tłumu
- Właśnie!- odezwał się chłopak May, obejmując ciasno dziewczynę. Na ten widok coś obudziło się w Yo-chin. Chciałabym czegoś takiego, chciałabym spróbować mieć kogoś, być z kimś..
Pociągnęła długo łyk napoju, który dzierżyła w dłoniach.
- Słuchajcie, gdy ja byłam mała..-przejęła pałeczkę Aoi, której głos zwrócił uwagę wszystkich obecnych. Jej przełożona posiadał tą charyzmę, która cechowała wszystkich dobrych mówców.
- ..to byłam chłopczycą, wszędzie było mnie pełno. Nie czułam strachu, tylko ciekawość, ciągle wpadałam w kłopoty. Raz postanowiłam sprawdzić co kapłan nosi pod sutanną...w środku trwania nabożeństwa..
Yo-chin prawie wypluła to co miała w ustach.
-Aoi, ty bestio!- przerwała ze śmiechem Yo-chin.
Kilka twarzy odwróciło się w jej kierunku. Yo-chin wiedziała dlaczego- nie zachowywała się tak na co dzień. Była rozluźniona i w nastroju do żartów.
- Boże, możesz zamilknąć? Chcę posłuchać Aoi- wyrzucił ktoś siedzący obok niej.
Kyoko.. Jej słowa były wypowiedziane bezosobowo, ale Yo-chin wiedziała, że były skierowane do niej. Robiła tak gdy były małe, mówiła coś pozornie bezosobowo i cicho, ale Yo-chin i tak słyszała jak ją obgaduję. Upiła łyk dziwnej herbaty. Czuła, że musiała się zmienić, ponieważ nie skuliła się w sobie tylko tym razem zachciało jej się śmiać na dziecinne zachowanie dziewczyny. Tak postępują tchórze.
Po dodatkowych minutach siedzenia, Yo-chin postanowiła wrócić do łóżka, miała przecież swoje obowiązki. Przy wstawaniu poczuła jakby jej równowaga zachwiała się. O nie, nie, nie, nie. Jestem pijana. Jak mogłam upić się herbatą?! Powąchała kubek. Nie wyczuwała ona typowej woli alkoholu, jednak nie była znawca i możliwe, że ktoś „doprawił" herbatę aby szybciej rozgrzewała. Wyjście Yo-chin pozostało niezauważone. Gdy dziewczyna schodziła w dół ścieżki w stronę obozowiska. Czuła jak powieki zaczynają jej ciążyć, a kości sprawiały wrażenie cięższych. Pół śnięta zderzyła się z kimś. Od razu otworzyła oczy zaalarmowana, zobaczyła dwóch młodych mężczyzn ubranych w typowy strój ninja.
- Dobry wieczór Yo-chin, gdzie wędrujesz?- zapytał wyższy z nich.
Dziewczyna nie poznała ich po głosie ani posturze, nie wiedziała kim są.
- Wracam do namiotu- oznajmiła z zamiarem wyminięcia mężczyzn.
- Poczekaj- Yo-chin nie zatrzymała się
-Czekaj!- Głos stawał się coraz bardziej natrętny. Oddech Yo-chin przyspieszył, senność minęła.
-Potrzebujemy lekarza.- Słowa które wypowiedzieli były dla niej jak „baczność" dla wojownika. Zatrzymała się, słysząc w uszach bijący puls.
-Co się stało?- spytała mechanicznie, odwracając się i zaciskając pieści.
Dwójka mężczyzn stanęła metr od niej. Niższy i bardziej korpulentny odpowiedział z lubieżnym tonem:
- Swędzi mnie tutaj.- Podrapał się po kroczu z szczwanym uśmiechem. - Może mi ulżysz?
Wszystko sprzeciwiło się w dziewczynie na ten obleśny komentarz. Wiedziała, że nie mogła teraz ukazać ani strachu, ani zainteresowania, ponieważ obie rzeczy podziałałyby jak zapalnik. Dziewczyna intuicyjnie oceniła ich: dwójka niedowartościowanych ninja, którzy chcą zabawić się kosztem słabszej od nich kobiety.
- Zalecam dbanie o higienę i stosowanie maści.- Jej twarz wyglądała jakby została wciosana z kamienia.- Również zalecam stawienie się jutro u uzdrowiciela w godzinach porannych, miłego wieczoru życzę.
Wyższy z nich nagle złapał ją za ramię i pociągnął do w swoją stronę, niższy zrobił tak samo z jej drugą ręką
- Chyba się nie zrozumieliśmy, wizyta l-e-k-a-r-s-k-a...- Rozwlekał to słowo w taki sposób, że brzmiało ono erotycznie.- Odbędzie się TERAZ!
Przeprażenie przejęło gore nad rozsądkiem.
- ZOSTAWCIE MNIE!- miotała się na wszystkie strony, w pewnym momencie usłyszała dźwięk rwanej odzieży. Moje rękawy. Jej gołe ramiona dotknięte chłodnym powietrzem dostały gęsiej skórki. Dziewczyna została pociągnięta w głąb lasu w krzaki. Była na tyle daleko od ogniska, że jej krzyk zginałby w głosach innych leśnych stworzeń. Nagle niższy z nich ukucnął przed nią i bez pośpiechu zaczął podnosić jej kimono. Kątem oka Yo-chin zauważyła błysk stali przy biodrze wyższego, w jej głowie widniała tylko jedna myśl „ ATAKUJ". Panika przeszła, jak za dotknięciem czarodziejskiej dłoni. Yo-chin rozluźniła mięśnie, wzięła głębszy oddech. Podniecone trajkotanie mężczyzn puszczała mimo uszu. Nie jestem bezbronna. Uwierzyła w to.
Uzumaki kopnęła mężczyznę, który klęczał i wykorzystując zaskoczenie wyswobodziła jedną dłoń. Uderzyła jej wierzchnią grdykę tego który ja trzymał. Wykręciła dłoń aby dosięgnąć broni i sprawnym ruchem zagarnęła ją blisko siebie. Mężczyźni stanęli hardo i sądząc po wyrazie ich twarzy, nie traktowali całego zajścia poważnie. Poruszali głową w jedną i druga stronę jakby robili sobie rozgrzewkę. Popatrzyli na nią jak na zdobycz.
- Chodź tu, kochanie
- Jeżeli mnie chcecie, sami po mnie przyjdziecie. Futon..- Yo-chin chciała wypowiedzieć formułkę pozwalająca jej na wypuszczenie silnego wiatru. Zatrzymał ją cios w brzuch, który otrzymała. Puściła broń, która bezszelestnie upadła na piach. Ostre krawędzie gruntu zaczęły wżynać się w jej skórkę.
- Idziemy, kotku.
Yo-chin po otrząchnięciu się z pierwszej fali bólu poczuła wściekłość. Oślepiającą wściekłość, potęgowana dotknięciem ją w miejscu intymnym przez jednego z nich. Zerwała się, lecz któryś z nich zatrzymał ją uderzając czymś twardym w głowę. Cały świat zamigotał tysiącem barw. Przez ułamek sekundy Yo-chin odniosła wrażenie, że czuje energie czakry jej oprawców. A może było to zwyczajne ciepło? Nie wiedziała. Co się potem stało dziewczyna nie potrafiła wytłumaczyć, jej zamroczenie odeszło, jej ciężkie jak z ołowiu kończyny przebudziły się. Była ciągnięta przez dwójkę ninja po ziemi w dół, czyli w stronę obozowiska.
- Stary zwolnij, jakoś duszno mi- poprosił błagalnie niższy.
- O żesz, ja też nagle poczułem jakby coś zabrało mi siły, chyba za mało spałem.
Yo-chin wykręciła całe swoje ciało wyswobadzając się, kosztem urwania kolejnej części swojej garderoby. Mężczyźni nie pozwolili sobie na chwilę zwłoki i próbowali zaatakować dziewczynę siłą mięśni. Ich pięści zatrzymały się parę centymetrów przed twarzą dziewczyny. Yo-chin nieświadomie utworzyła dla siebie barierę. Nie miała zamiaru zastanawiać się teraz skąd wzięła na to czakrę i jakim sposobem osiągnęła to bez pieczęci. Wykorzystała zaskoczenie ninja i z całą ukrytą w sobie siłą zaatakowała używając tylko taijutsu. Sensei miał rację, może jego metody były niekonwencjonalne, ale wyszkolona została. Celowała w najwrażliwsze punkty z furią skrzywdzonej kobiety. Gdzieś z tyłu czuła jakby jej bariera została naruszona, ale nie przejmowała się tym. Zdołała przejąc tanto od niższego z mężczyzn. Jednym wyważonym ruchem, z pełna wiedzą medyczną, określiła gdzie mogą znajdować się jego ścięgna. Ciach. Ścięgna na nogach zostały lekko podcięte. Ninja z łoskotem upadł na ziemię.
-Szach- warknęła zasapana.
Teraz drugi
Wygięła lekko miecz pod kątem i twardą rękojeścią uderzyła nim w kroczę tego wyższego.
-MAT!- mężczyzna upadł na ziemię. Dziewczyna otrząsnęła się i popatrzyła na dwójkę lezących ninja. Terror ostatnich chwil powrócił do niej w postaci drżenia rąk. Niespodziewanie zza krzaków wyszła jeszcze jedna postać
- Tobirama-senpai-wykrztusiła, hiperwentylując. Puściła tanto i pędem pobiegła w stronę białowłosego. Mężczyzna stwierdził, że wygląda jak tysiąc nieszczęść: ze skrawkami odzieży, zakrwawiona i z przylepionym piachem i ziemią do ran.
Tobirama spojrzał z furią na dwójkę mężczyzn leżących w namiocie bez podłogi, w którym jedynym wyposażeniem była ogromna misia z ogniem.
- A więc próba gwałtu?- obwieścił Tobirama.
Hahsirama patrząc na nich tylko pokręcił głową, co miało pokazać jego najwyższe potępienie. Mężczyźni nie odezwali się, Tobirama nie mówił już niczego więcej. Żwawym krokiem podszedł do dwójki ninja. KILK. Kilka uderzeń serca później, w górę poniósł się przeraźliwy krzyk pełen bólu i rozpaczy, który poprzedzony był dźwiękiem łamania kości.
-Tobirama!-krzyknął protestacyjne Hashirama przybliżając się do brata.
Tobirama wstał kompletni niewzruszony całym zajściem, z odrazą patrzył na osoby zwijające się z bólu .
- Jeżeli dziecko dotknie ognia sparzy się, ale wtedy przestanie go dotykać. Oni nie są dziećmi, ale następnym razem gdy spróbują dobrać się do kobiety za pomocą siły....
Tak w głowie Yo-chin rozegrał się cały scenariusz pt.: "Co wydarzy się za chwilę", jednak przeliczyła się. Rzeczywiście znajdowała się w namiocie z misą ognia, rzeczywiście był tam Tobirama, lecz z jej senseiem. Młodych ninja nie widziała od chwili gdy Tobirama rozkazał jej podążyć za nim.
-To był test- ogłosił jej sensei.
-Test?- zapytała zmieszana gdy w jej głowie nastała pustka.
-To był finał naszego szkolenia. Dałaś radę, choć może przeliczyłem się z tymi dwoma chłystkami. Musieli był osłabieni już wcześniej, ponieważ ilość ich czakry gwałtownie spadła. Co myślisz Tobirama?- spytał się sensei odwracając się profilem do Yo-chin.
„Test","Test", „Test".. To słowo odbijało się echem w pustej głowie Yo-chin
-Żartujecie- zadała pytanie retoryczne, jej głos brzmiał jakby znajdowała się w próżni.
Twarz mistrza stężała
- Na polu bitwy nie można wygrać połowicznie. Nie ma pół zwycięzców ani pół przegranych. Musisz wejść w to całym sobą, pamiętając, że twoim zdanym testem będzie możliwość przeżycia kolejnego dnia.
Słowa były jak najbardziej racjonalne. Yo-chin wiedziała o tym doskonale, spojrzała na młodszego z braci Senju. Wnioskując po jego niewzruszonej posturze jej emocje nic go nie obchodziły. W środku dziewczyny coś pękło. Niewidzialny sejf z niechcianymi myślami uchylił się, przypominając jej pozostałe sytuacje przy których czuła się jak dzisiaj. Dziewczyna nie mogła zdefiniować ogromu smutku jakiego doznała. Byłą zawiedziona- to na pewno. Miała nadzieję, że Tobirama wykaże chociaż minimalne zainteresowanie jej stanem. Przez chwilę myślała, że znaczy „coś" więcej dla Tobiramy. Nie w sensie" kochanków" ale kogoś bliższego, różnego od tłumu wielu, bezimiennych ludzi. Cała ta sytuacja udowodniła jej, że były to tylko jej złudne nadzieję. Najgorsze w tym wszystkim było dla niej to, iż dwójka mężczyzn stojących przed nią nie była niczego winna. Tobirama przecież jej nie obiecywał. Sama musiałam sobie coś ubzdurać. Nie mogła zrzucić tego uczucia, którego doznała na nich lecz tylko na siebie. Sama była sobie winna. Yo-chin poczuła jak łzy napływają jej do oczy. Obraz rozmył się i wystarczyłoby mrugnąć, aby krew duszy popłynęła w dół.
- Mogę już odejść?-Proszę nie chcę się rozklejać i pokazać jak wiele mnie to kosztuję. Miałam być silna.
-Tak- pozwolił sensei, kompletnie odwracając się w stronę Tobiramy.
Yo-chin odwróciła się raptownie i z impetem wyszła. W ciemności pozwoliła aby łzy spłynęły, oczyszczając ją. Może dobrze się stało, jeszcze zaczęłabym mieć nierzeczywisty obraz naszej relacji. A tak to wszystko stało się klarowne. Będę dla niego tylko Yo-chin. A on dla mnie tylko senpai.
***************************************************
Mam nadzieję, ze Yo-chin was nie irytuje. Chciała oddać jej wrażliwy charakter tutaj- niby jest oderwana od grupy, jednak wciąż szuka więzi z innymi ludźmi. Chcę być dla kogoś ważna.
Do następnego!
Nie zapominajcie aby dawać znać o swojej obecności tutaj!
*Jeżeli widzicie złączone wyrazy, to nie są one spowodowane brakiem mojej uwagi, lecz jakimś błędem formatowania wattpada w wersji na komputer :x
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
FanfictionWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
